Dobra wróżba do poduszki

Małgosia wyśniła to sobie na pachnącej poduszce. Posłuchała nocnych podszeptów intuicji i... dzisiaj sama robi takie poduszki. Kiedy przesypuje między palcami ziarna gryki, wdycha aromatyczne zioła, wkładając je do lnianych i bawełnianych poszewek, w jej głowie moszczą sobie miejsce nieśmiałe plany, nowe marzenia i strofy wierszy.

Dobra wróżba do poduszkiNa dobry sen, na ból, na przeziębienie, na strach i na odprężenie – na wszystko jest… poduszka. Wypełniona gryką, chmielem albo macierzanką. Oto Małgosia Kowzan i jej poduszkowy biznes.

Pamiętam smak zbieranych pod drzewem jabłek, zapach siana, ognisko z pieczonymi ziemniakami, polne myszy, ślimaki, wiosenne skowronki i przebiśniegi, kąpiel w rzece czy robione przez babcię zacierki na śniadanie. Wychowałam się na wsi, w Brzezińcu u podnóża Gór Izerskich. Miałam wokół pola, łąki, lasy, przestrzeń, poczucie wolności, a jednocześnie bezpieczeństwa – wspomina Małgorzata Kowzan. Czy dlatego dzisiaj, mieszkając w Jeleniej Górze, wybrała dla siebie pracę, w której takie wspomnienia są siłą napędową? A może… ta praca wybrała ją?

Małgosia szyje lecznicze poduszki. Ale czy o takich poduszkach można powiedzieć tylko tyle, że są lecznicze? Otulone w len i bawełnę łuski gryki, orkiszu czy kompozycje ze zbieranych przez nią ziół, mają moc uzdrowicielską. Co do tego nie ma wątpliwości. Małgosia od lat zgłębia tajniki leczniczych właściwości roślin, ufa naturze, czerpie wiedzę z jej mądrości, więc zupełnie… naturalnie postanowiła zacząć to wykorzystywać. Mieszka w mieście, ale każdą wolną chwilę spędza u rodziców na wsi. Na ich poletku zasiała orkisz, a okoliczne pachnące ziołami łąki są jej naturalną hurtownią, otwartą całą dobę, niezwykłą i kojącą. Dostawcą orkiszu okazało się także pobliskie, zaprzyjaźnione gospodarstwo uprawiające zboża z atestem ekologicznym.

reklama

Przed założeniem własnej firmy Małgorzata długi czas szukała dla siebie zajęcia. Pracowała w administracji, w wydawnictwie, zajmowała się poligrafią, w kawiarni z afrykańskim rodowodem parzyła aromatyczne kawy i smakowe herbaty. Gotowała dla joginów zgodnie z zasadami Kuchni Pięciu Przemian, prowadziła własny gabinet masażu. Potrzebowała zjeść z niejednego pieca, by wiedzieć, co smakuje najbardziej i czego w życiu, z różnych powodów, nie chce robić.

Część kuchni w jej mieszkaniu w kamienicy zajmuje duży drewniany stół, na którym stoi maszyna do szycia. Obok – jak na egzotycznym bazarze – bogactwo kolorowych kawałków lnu, bawełny i pachnące worki z orkiszem, łuską gryki.

– Kiedy biorę pełną garść zboża, pozwalając, by ziarenka zsuwały się z palców z powrotem do worka, łuski delikatnie łaskoczą wnętrze dłoni, a wokół unosi się zapach, który przywodzi na myśl stodołę ze świeżo skoszonym sianem. Wtedy czuję się naprawdę blisko natury w tym moim jednoosobowym warsztacie pracy – śmieje się.

Do wypełniania poduszek nie bez powodu używa łusek gryki – jest to roślina o silnym biopolu, a zawarte w niej związki taninowe okazują się przydatne w ochronie przed roztoczami. Poduchy zabezpieczają przed szkodliwym promieniowaniem elektromagnetycznym, służą do drzemania, ale i do medytacji, a ich specjalna – pomniejszona, relaksacyjna wersja przynosi ulgę zmęczonym oczom. Ziołowe wersje poduszek pachną lawendą – odprężając i łagodząc bóle, macierzanką – odświeżając i wspomagając leczenie infekcji, czy melisą oraz chmielem – ułatwiając zasypianie i łagodząc lęki.

– Zawsze chciałam robić coś, co nie tylko sprawia mi satysfakcję, ale też pomaga innym, dlatego kilka lat temu zafascynowały mnie masaże wykonywane metodą, która wykorzystuje ruch, oddech i techniki manualne oraz doświadczenia Ajurwedy i łączy je z modelem medycyny zachodniej, by wspomóc przepływ energii i jej równowagę we wszystkich obszarach naszego życia – dodaje Małgorzata.

I chociaż po latach nauki udało jej się otworzyć w Jeleniej Górze własny gabinet masażu, dość szybko okazało się, że wykonywanie zawodu masażysty wymaga ogromnej siły fizycznej, a tej – po całych dniach pełnych ciężkiej pracy – w pewnym momencie zaczynało brakować. I wtedy po raz pierwszy pomyślała, że można pomagać ludzkim kręgosłupom także w inny sposób.

– Gryczana czy orkiszowa poduszeczka podpiera zmęczone i obolałe barki, obejmuje delikatnie szyję i daje ulgę skołatanej głowie. Śpiąc na niej, stwierdzamy nagle, że przestaje boleć kark, że migrena opuszcza nas na stałe. Czujemy, jak delikatnie przesuwające się ziarenka masują i poprawiają krążenie krwi. Każdy ruch podczas snu i zmiana pozycji umożliwia poduszeczce dostosowanie się do kształtu ciała. Przyjaźnie nam służy i ratuje nasz kręgosłup – zachwala.

Poduszki ze zbożowym czy ziołowym wypełnieniem nie są wymysłem współczesnych czasów. Mają one swoją wcale nie tak krótką historię. Już na przełomie XI i XII wieku niemiecka mistyczka Hildegarda z Bingen szyła bawełniane woreczki, które wypełniała ziarnem orkiszu i podtykała pod głowę cierpiącym na różne dolegliwości. Bazując na greckiej filozofii czterech żywiołów, Hildegarda badała wzajemne oddziaływania pomiędzy światem żywym i martwym, dociekała, jaki jest ich wpływ na stan organizmu i duszy człowieka.

Księżniczka na ziarnku grykiKsiężniczka na ziarnku gryki
Łuski gryki mają kształt otwartych muszli małży i ogromną sprężystość. Przemieszczając się swobodnie, szeleszczą cichutko podczas każdego ruchu. To gryczane pomrukiwanie podobne jest do szumu wiatru, a może do szemrzących kropel deszczu... Każdy nazwie to jak zechce, ale przytulając głowę do poduszki, na pewno się wyciszy, uspokoi, może też i sny będzie miał piękniejsze.

– W mieście towarem deficytowym bywa cisza, bo nawet w nocy burzą ją odgłosy lodówki czy przejeżdżających pod oknem samochodów, szczekanie psów, a taki szelest poduszki jest subtelny, przyjazny i zabawny. Po kilku nocach przyzwyczajamy się do niego i przestajemy go zauważać – odpowiada wszystkim, którzy obawiają się nocnego szelestu i przed zamknięciem powiek oczekują komfortu i wygody.

Pomysł na własny, domowy, poduszkowy „biznes” Małgorzata wyśniła na takiej poduszce pod koniec lat 90. To były takie… nocne podszepty intuicji. – A jej podszepty bywają zabawne, zaskakujące, zbawienne, odkrywcze, nieoczekiwane, zadziwiające, a jednocześnie: jasne, oczywiste, proste, zwyczajne i… niebywale użyteczne – podsumowuje.

Kiedy zgrabnie wypełnia poszewki i z worka do worka przesypują się ziarenka, w jej głowie moszczą sobie miejsce nieśmiałe plany i marzenia.
– W przyszłości pewnie zamieszkam na wsi, bo potrzeba przestrzeni jest we mnie coraz większa. Lubię jasne, pastelowe, ale i tęczowe, żywe kolory – takie, jak w przyrodzie – rozmarza się, rozkładając obok siebie lniane poszewki w kolorze zachodzącego słońca i dojrzałych jabłek.

Wiersze do poduszki
Czasem te wszystkie podszepty intuicji, marzenia senne, zachwyt nad światem naturalnym, prostym i pachnącym ziołami, Małgorzata zamyka w słowach, układa w strofę wiersza, takiego jak ten z wydanego ostatnio tomiku jej wierszy „Zanurzam się w Tobie”.

Źródło: Wróżka nr 7/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2020
Wydanie specjalne 1/2022

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

sklep.astromagia.pl