Kwadratura koła

Nic nie jest tak proste, jak mogłoby się nam wydawać na pierwszy rzut oka...

Kwadratura kołaGdyby Ziemia była kulą, to buty przecierałyby się na środku, tymczasem każde dziecko wie, że przecierają się na czubach i piętach, co mogłoby dowodzić, że jest raczej wklęsła – twierdzi dr Schlambaugh, wykładowca na wydziale chemii Uniwersytetu Kalifornijskiego i namiętny poszukiwacz odpowiedzi na nietypowe pytania.

Ostatnio postawił on przed swoimi studentami taki oto problem: Jeśli od zarania dziejów do piekła wędrują tysiące dusz, to czy wychładza się ono, czy też raczej staje się coraz bardziej gorące? Jeśli bowiem piekło rozszerza się wolniej, niż rośnie liczba (i objętość) zgromadzonych w nim potępieńców, to panująca w nim temperatura musi się podnosić.

Jeśli natomiast rozszerza się szybciej, to jest tam coraz zimniej. Rozwiązanie tego ciekawego problemu znalazł jeden ze studentów, przedstawiając prosty dowód: Jeśli zaakceptujemy postulat (podany mi na pierwszym roku przez Teresę Banyan), że „Prędzej piekło zamarznie, niż się z tobą prześpię”, i weźmiemy pod uwagę to, że wciąż nie udało mi się nawiązać z nią bardziej intymnych kontaktów, musimy stwierdzić, że w piekle jest coraz goręcej.

Zdecydowanie więcej problemów nastręcza pytanie o to, czy przypadek badany przez dr. Dona Harpera Millsa – specjalistę naukowego rozwiązywania spraw kryminalnych – był morderstwem, samobójstwem czy też nieszczęśliwym wypadkiem. Mills badał ciało młodego chłopaka, Ronalda Opusa, i stwierdził, że bezpośrednią przyczyną jego zgonu była rana postrzałowa głowy. Według świadków jednak denat skoczył z dachu 10-piętrowego budynku z zamiarem popełnienia samobójstwa.

reklama

Gdy znajdował na wysokości 9. piętra, w mijanym przez niego mieszkaniu oddano wystrzał ze strzelby – kula przebiła szybę i trafiła Ronalda w głowę, powodując jego natychmiastową śmierć. Ani strzelający, ani samobójca nie wiedzieli, że tuż poniżej 8. piętra zamocowana była siatka, która miała ochraniać pracujących na wysokości robotników przed niespodziewanym upadkiem i w efekcie Ronaldowi nie udałoby się popełnić samobójstwa. Dalsze śledztwo wykazało, że pokój na 9. piętrze, skąd padł strzał, zamieszkiwało starsze małżeństwo, które dokładnie w tym momencie kłóciło się, a mężczyzna groził żonie bronią. Był on tak zdenerwowany, że pociągnął za spust, ale kula minęła kobietę i ugodziła spadającego chłopaka.

Gdy mężowi postawiono zarzut zabójstwa, zarówno on, jak i jego żona byli w szoku. Oboje zeznali, iż myśleli, że broń była nienaładowana. Mężczyzna argumentował, że podczas kłótni zawsze grozi żonie nienabitą strzelbą i że nigdy nie miał zamiaru jej zabić. Dlatego też ze względu na fakt, iż broń była naładowana przypadkowo, śmierć Rolanda powinna zostać uznana za wypadek. I zapewne tak by się stało, gdyby nie fakt, że niedoszły samobójca był… synem kłócącego się małżeństwa. Wtedy śledztwo ujawniło świadka, który widział, jak kilka tygodni przed całym zdarzeniem Ronald ładował nieszczęsną strzelbę.

Okazało się też, że kobieta odmówiła synowi wsparcia finansowego, gdy poprosił ją o pieniądze na usunięcie ciąży swojej 16-letniej dziewczyny. Potem – znając ojcowski zwyczaj grożenia bronią – naładował strzelbę w nadziei, że matka zostanie zastrzelona. I choć całe zdarzenie miało miejsce w 1994 roku, to policja do dziś głowi się, czy sprawę zakwalifikować jako morderstwo, samobójstwo czy też wypadek.

Równie trudny – choć o wiele mniej tragiczny – problem miała do rozwiązania komisja wojskowa, która przed laty otrzymała z kancelarii prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego list od poborowego: „Wielce szanowny Panie Prezydencie, Uprzejmie proszę o zwolnienie mnie z zaszczytnego obowiązku pełnienia służby wojskowej ze względu na trudną sytuację rodzinną, w jakiej się znalazłem.

A mianowicie: Mam 24 lata i ożeniłem się z 44-letnią wdową, mającą córkę w wieku lat 25. Tak się złożyło, że mój ojciec ożenił się z córką mojej żony. Przez fakt poślubienia mojej pasierbicy mój ojciec stał się moim zięciem, a ona – jednocześnie moją córką i macochą. To jednak jeszcze nie wszystko, bo w styczniu mojej żonie i mnie urodził się syn.  Jako brat żony mojego ojca, jest on jego szwagrem, ale też jako brat mojej macochy – moim wujkiem. Sprawy pokomplikowały się jeszcze bardziej, kiedy na Wielkanoc żona mojego ojca, czyli moja córka, powiła chłopczyka. Mały bowiem jest dla mnie jednocześnie bratem (gdyż jest synem mojego ojca), oraz wnukiem (ponieważ jest synem córki mojej żony).

Jestem więc bratem mojego wnuka, a będąc mężem teściowej ojca tego dziecka, pełnię też funkcję ojca dla mojego własnego ojca, równocześnie jednak pozostając bratem jego syna. To zaś prowadzi do konkluzji, że jestem własnym dziadkiem. Dlatego też proszę uprzejmie Pana Prezydenta o zwolnienie mnie ze służby wojskowej. Prośbę swoją argumentuję tym, że – o ile mi wiadomo – prawo nie zezwala powoływać do wojska z jednej rodziny jednocześnie dziadka, ojca i syna”.

Nie wiadomo, jaka była decyzja komisji poborowej, ale wiadomo, że bez względu na to, o jaki problem chodzi, warto poszukiwać rozwiązań. Być może dzięki temu, że nie brak ludzi gotowych dostarczać nam odpowiedzi na każde pytanie, już 45 procent Amerykanów – jak głoszą statystyki – wie, że Słońce jest gwiazdą.


Jerzy Gracz

Źródło: Wróżka nr 9/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020