Astrolog - Jan Sar Skąpski

Gdy po wielu latach dochodzi do powtórzenia jakiegoś układu planet w horoskopie, to jest tak, jakbyśmy usłyszeli melodię sprzed lat, ale już w innych warunkach, na innym etapie rozwoju. Można teraz naprawić stare błędy, uzupełnić to, co podczas poprzedniego cyklu przegapiliśmy – mówi Jan Sar Skąpski.

Astrolog - Jan Sar SkąpskiChoć od 45 lat mieszka w Kanadzie, w Krakowie spędza kilka miesięcy w roku. Umawiamy się w jego mieszkaniu przy ulicy Lubicz. Zadbana, przedwojenna kamienica, krętymi schodami wchodzę na pierwsze piętro. Jan Sar Skąpski przedstawia się tak, jak przystało na rasowego astrologa: urodziłem się w tym domu 14 sierpnia 1929 roku, między godziną 23.08 a 23.11. W pobliżu znajdowały się wówczas koszary wojskowe. Kiedy się rodził, pod oknami, jak to było w zwyczaju po wieczornym apelu, wojskowa orkiestra grała marsza generalskiego.

– Domownicy potraktowali to jako wróżbę na przyszłość, ale jak widać, generałem nie zostałem – śmieje się gospodarz głośnym, zaraźliwym śmiechem. I dodaje: – Poszedłem w całkiem innym kierunku, zostałem aktorem...

Od nowa
– Aktorstwo, proszę pani, to nie zawód, ale choroba – zaczyna opowieść o swym życiu. – Człowiek stale funkcjonuje na dodatkowej dawce adrenaliny i gdy przyjdzie co do czego, gdy los się odmieni, trudno się z tej choroby wyleczyć. Przepracował w tym zawodzie kilkanaście lat, grał głównie na prowincji, dość często zmieniał teatry, w latach 50. i 60. mieszkał w kilkunastu polskich miastach. Ale największym jego sukcesem okazał się nie teatr, lecz kabaret.

– Założyłem go w latach 60., w Jeleniej Górze – wspomina. – Zyskał tak duże powodzenie, że miałem z jego powodu mnóstwo kłopotów, ponieważ okazał się bardziej popularny niż teatr, w którym wówczas pracowałem. Nad moją głową zaczęły gromadzić się chmury...

reklama

I wtedy zdecydował się na wyjazd do Kanady. Miał przy tym świadomość, że to nie tylko rozstanie z ojczyzną, ale również z ukochanym zawodem. Zamieszkali z żoną w jednym z najpiękniejszych miast świata – Vancouver. Żona, architekt, dobrze znająca język angielski, pracę znalazła bardzo szybko. Jan Sar Skąpski musiał siebie wymyślić na nowo.

Nie mówił po angielsku i w kanadyjskim teatrze mógłby co najwyżej nosić przysłowiową halabardę, a trudno się skazywać na takie życie, mając zaledwie 35 lat. Wiedział, że musi się przekwalifikować. Pierwszą pracę znalazł w zakładzie fotograficznym, potem przypadkiem trafił do laboratorium produktów drzewnych przy uniwersytecie w Vancouver. Przepracował tam ponad 20 lat, aż do swej emerytury.

Horoskop jak lustro
Kiedy pojawiła się w jego życiu astrologia? Przechowuje w pamięci „migawkę” z dzieciństwa – jak znajduje gdzieś w tym krakowskim domu, w którym teraz rozmawiamy, stare kalendarze z horoskopami, rycinami znaków zodiaku, jakieś urywkowe informacje... To wszystko. W socjalistycznej Polsce, jak wiadomo, wiedza ezoteryczna nie funkcjonowała w ogóle, nie wydawano żadnych książek, czasopism, nie było kursów ani innych źródeł wiedzy. Jan Sar Skąpski znalazł to wszystko dopiero po przybyciu do Kanady. Nie potrafi wskazać konkretnej daty narodzin swojej astrologicznej pasji.

– Mógłbym powtórzyć to, co kiedyś powiedział o sobie Vettius Valens, że „po wielu przeciwnościach życiowych, których powodem były głównie kobiety, zacząłem się zajmować astrologią...”, ale jednak nastąpiło to znacznie wcześniej. I trochę trwało, nim mógł nazwać siebie samego astrologiem.

– Uważam, że jeśli ktoś nie posiada w tej dziedzinie co najmniej dziesięciu lat praktyki, to nie jest prawdziwym astrologiem – podkreśla Jan Sar Skąpski. – Zawsze powtarzam swoim uczniom, że ja daję im jedynie to, co stanowi elementarne podstawy, a dalej muszą zdobywać wiedzę sami. Przez całe życie. Bez końca – z książek, z horoskopów klientów i z własnego horoskopu także. Ten ostatni można studiować całe życie i zawsze jeszcze coś astrologa zaskoczy.

Ileż było w jego życiu takich niezwykłych spotkań, gdy w horoskopie obcej osoby odnajdował układ planet świetnie znany z własnego horoskopu i obserwując swojego klienta, zastanawiał się: „A więc mnie tak ludzie postrzegają?”. Fenomen astrologii polega także na tym, że to nie tylko ty się jej uczysz, ale także ona udziela ci lekcji. Jan Sar Skąpski zauważył z latami, jak mocno działa tu zasada, iż „podobne przyciąga podobne”. Otóż w różnych trudnych chwilach życia częściej pojawiali się w jego gabinecie klienci z problemami podobnymi do jego problemów czy też z horoskopem podobnym do jego horoskopu. Dzięki temu, wyjaśniając zawiłości cudzego życia, w gruncie rzeczy pomagał sobie.

Źródło: Wróżka nr 9/2010
Tagi:
Komentarzy: 3
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020