Jak pokochać teściową

Teściową śnić – zrobisz świetny interes albo wpakujesz się w awanturę. Tyle mówi sennik o osobie tak ważnej, że ma swój dzień (5 marca), jak górnik albo inna depresja. Jeśli krzyżując z nią swoje losy, wpadłaś w kłopoty, ten artykuł jest właśnie dla ciebie.

Jak pokochać teściowąW dzieciństwie dobrze wiedziałam, kiedy przyjedzie do nas babcia. Każde jej odwiedziny były poprzedzane niby wesołą piosnką (niby, bo intonowaną grobowym głosem): „Teściowo, ty stary rowerze...”.

Jako brzdąc, niewiele rozumiejąc ze słów, sądziłam, że to hymn ku czci mojej kochanej babuni. Jeszcze nie wyczuwałam, że ona i tatuś, jeśli w ogóle czymkolwiek do siebie pałają, to niekoniecznie miłością.

Dopiero później zrozumiałam, że do tej dwójki pasuje właściwie każdy dowcip o teściowej. Swoją drogą, ciekawe, że wszystkie żarty na ten temat dotyczą relacji teściowa – zięć...

W praktyce to nie oni, ale synowe toczą z mamusiami mężów zaciekłe boje oraz pianę z ust, wyżalając się na podłe stare harpie. A w tym samym czasie ich teściowe rwą sobie z głów resztki siwych włosów, wyrzekając, ile wlezie, na te „lafiryndy, które omotały ich kochanych syneczków”.

Walka stara jak świat i – wydawałoby się – bez końca. Jest jednak sposób, by nie zwariować w tym dziwnym trójkącie. Kluczowym słowem jest tu: prewencja. Najlepiej zadbać o dobre relacje jeszcze na etapie zalotów, zanim klamka zapadnie – łatwiej wtedy o dobrą wolę. Spróbuj poznać matkę ukochanego: jakie ma poglądy, czym się interesuje, co lubi, a czego nie znosi.

Najbardziej miarodajnym wskaźnikiem jest przyjrzenie się wcześniej relacji łączącej narzeczonego z jego mamusią – jeśli chłopak z byle bzdurą biegnie do mamy, spowiada się ze wszystkiego, a ona wydzwania po dziesięć razy dziennie z radami i zaproszeniami na obiadki, lepiej... rozejrzeć się za kimś, kto ma odciętą pępowinę. No dobrze, a co, jeśli od lat tkwisz w tej szarpaninie? Nigdy nie jest za późno na poprawę stosunków lub walkę o swoje, czyli święty spokój.

reklama

Kto tu (tym chłopem) rządzi?

Bardzo chętnie pomoże wam w urządzaniu mieszkania. Szkoda tylko, że w sypialni macie mieć jej ulubiony kolor („Niebieski uspokaja!”), a twoja rodzina zapychać się kiełkami na przyjęciu („Mięso to śmierć!”). Próbuje decydować, dokąd pojedziecie w podróż poślubną, a nawet jaką masz mieć na sobie bieliznę w czasie pierwszej nocy. I zupełnie nie widzi niestosowności swoich pomysłów, bo „przecież ona zna swojego syncia tak długo, że wie, co mu się podoba...”.

W dodatku wie wszystko o waszym życiu, o twojej rodzinie, pracy, koleżankach, bo przepytuje go z każdego tematu. Jeśli jest sprytna, twój mąż nawet nie ma pojęcia, że zdradza jakieś tajemnice. Najgorsze jest nie tyle to, że cię krytykuje, ale że robi to za twoimi plecami. I pod szyldem troski – przecież kilka rad doświadczonej osoby nikomu jeszcze nie zaszkodziło.

Tak naprawdę nie chodzi o rady, ale o rząd dusz. Mamusia tylko udaje, że nie zauważyła zmian w rodzinnej konfiguracji i tego, że przestała być samicą alfa. Ona doskonale zdaje sobie z tego sprawę i bardzo jej się to nie podoba. Dlatego tak się szarpie. Przecież teściowa też człowiek. Spróbuj ją zrozumieć: Do tej pory matka męża była najważniejszą kobietą w jego życiu.

Gdy pojawiłaś się ty, ona może czuć się opuszczona. Jeśli do tego dojdą emocje, kłopoty gotowe. Gdy teściowej wydaje się, że odebrałaś jej ukochanego synka, całą nienawiść skieruje w twoją stronę. Pamiętaj jednak, nie ma sensu rywalizować. Przecież obydwie go kochacie, choć każda w inny sposób.

Zamiast skakać teściowej do gardła, lepiej więc porozmawiaj z mężem. Broń Boże, nie każ mu wybierać i nie obrażaj się, zwłaszcza że często on po prostu nie widzi problemu: „Przecież mama chce tylko dobrze...”. Często też matka naprawdę troszczy się nie tylko o syna, ale też o wasze wspólne dobro, a pozbawiona dotychczasowych zajęć, nie umie się odnaleźć w nowej sytuacji. Potrzebuje trochę czasu albo wsparcia, żeby znaleźć nowe pasje i… odczepić się od was.

Czy umiesz zadbać o mojego synka (jak ja)?

Bywa, że teściowa traktuje dom syna jak swój własny – w końcu jej dziecko, więc ma prawo, nie?! Jeśli mieszka blisko, wchodzi do mieszkania bez pukania i „pożycza” sobie wszystko, co akurat jest jej potrzebne. Oczywiście, jeśli żyjecie w przyjaźni, to prawie nie przeszkadza, ale... Zresztą nawet, gdy mieszka daleko, potrafi nieźle dać w kość, np. niezapowiedzianymi odwiedzinami. Nierzadko codziennymi. Wpada bez zaproszenia, uprzedzenia, telefonu. Albo wcale nie pyta i zapowiada się... dzwonkiem do drzwi. Jak ją tego oduczyć? Można przestać bywać w domu albo dydaktycznie nie otwierać. Jedna umęczona niemożliwymi do opanowania odwiedzinami synowa znalazła sposób: gdy teściowa dzwoni do drzwi, ona błyskawicznie wskakuje w płaszcz i zatroskanym głosikiem przemawia: „Oj, a ja właśnie muszę wyjść, szkoda, że mamusia nie uprzedziła...”.

Bywa też, że wizyta – zapowiedziana czy nie – staje się wizytacją. Teściowa zagląda w każdy kąt, do każdego garnka, sprawdza czystość kołnierzyków i gładkość mankietów koszul syna (i wnuków). Jej uwagi nigdy się nie kończą: co gotować, jak zmywać, prać i prasować. Ona wie to najlepiej! Postaw się na jej miejscu: Pamiętaj, że teściowa to inne pokolenie, inny styl życia, inne poglądy – różnice zawsze mogą rodzić konflikty i może ona wcale nie chce źle. I z takim podejściem warto przystąpić do rozmowy – spokojnej i rzeczowej. Wysłuchać, co ma do powiedzenia, podziękować za rady, a potem... zrobić tak, jak się uważa.

Źródło: Wróżka nr 10/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020