Patrycja z Krainy Elfów

W życiu nie wszystko musi być na poważnie. Czasem warto dać się poprowadzić własnej wyobraźni. I podążyć tą drogą dalej – ku spełnieniu marzeń. Tak jak Patrycja ze Zgorzelca, przez przyjaciół zwana Elficzką.

Patrycja z Krainy ElfówWczoraj znowu planowała przeczytać tylko kilka stron, a zniknęła na długie godziny między kartkami, wciągnięta w wir magicznej opowieści… Ucieczka od rzeczywistości?

– Raczej od brutalności tego świata do świata istot mnie fascynujących – elfów… W małej kawalerce, w której Elficzka mieszka z mężem, jest mnóstwo miejsca dla nieokiełznanej wyobraźni. Kiedy Patrycja leży na łóżku, pochylona nad elfią mitologią, celtyckimi mitami i legendami Tadeusza Zubińskiego, pod poduszką czekają na nią wampiryczne opowiadania Anne Rice.

– Dla mnie świat baśni nie jest wcale odległy, uważam, że należy czerpać z niego pełnymi garściami i wybierać to, co piękne – tłumaczy. A dlaczego z baśniowego świata najbliższe są jej akurat elfy?

– Bo mają w sobie dużo magii, więcej niż niejeden czarnoksiężnik, a miłość elfki może sprawić cuda – mówiąc to, Patrycja poprawia wisiorek w kształcie Gwiazdy Wieczornej, taki sam, jaki nosiła pół-elfka Arwena z trylogii Tolkiena. – W zakątkach ludzkich dusz kryje się niezwykła komnata, do której niektórzy zaglądają, wstydząc się przyznać, że wcale nie chcą jej opuszczać. Niestety są i tacy, którzy w pośpiechu dorastania zgubili do niej klucz…

Sama ubrana w zaprojektowaną przez siebie zieloną suknię, w zielonych pantoflach, z zieloną torebką, przekonuje, że byłoby lepiej, gdyby ludzie nie ograniczali własnej wyobraźni, gdy ta podpowiada, jak ułożyć fryzurę i jaki założyć strój. I choć przyznaje, że, oczywiście, nie każdy chciałby mieć czerwone włosy tak jak ona, to przecież szarość nie musi być kolorem dominującym na ulicach.
– Nasz wygląd powinien być echem tego, co nam w duszy gra. I wcale nie musi podobać się wszystkim – upiera się.

reklama

Droga do Lorien
Patrycja wychowała się na baśniowych slajdach puszczanych przez dziadków z rzutnika, który pozwalał w zaciemnionym pokoju czy łazience stworzyć prawdziwe domowe kino. No i na czytanych przez nich fantastycznych opowieściach. Pytana o to, kim w przyszłości chciałaby być, odpowiadała, że ani myśli zostać lekarką czy nauczycielką – będzie elfem. Kiedy miała pięć lat, usłyszała, że elfy istnieją tylko w ludzkiej wyobraźni. Tak jak i inne magiczne istoty.

– Nigdy tego nie przyjęłam do wiadomości! – śmieje się dziś. I namawia wszystkich, by nie zapominali o baśniach i nie zagłuszali w sobie wewnętrznego dziecka, które odzywa się czasem, przypominając o tym, że warto być uczciwym, należy pomagać innym, a tego, co jest nam bliskie, zawsze trzeba bronić. Bo baśnie mogą nadać sens temu, co dzieje się w rzeczywistości.
– One sprawiają, że człowiek nabiera większej wiary w to, że dobro zawsze zwycięży.

To właśnie stara się przekazać tym, którzy słuchają jej audycji „Muzyczna wyprawa do Lorien”. Prowadzi ją od blisko dwóch lat w Radiu Audio Support.
– Tytuł audycji jest nawiązaniem do krainy, którą niegdyś władały Elfy. A ja zabieram słuchaczy w magiczną podróż po świecie muzyki celtyckiej i irlandzkiej. Opowiadam pradawne legendy, często przypominam też muzykę z filmów fantastycznych.

Niektórzy słuchacze mają po kilkanaście czy po kilka lat, ale są i tacy, którzy liczą dobre kilkadziesiąt, ale wciąż szukają dźwięków, które zabiorą ich w podróż do świata baśni i legend. Elficzka ma nadzieję, że słuchając jej audycji, odnajdują klucz do komnaty fantazji. W magiczną podróż – nie tylko muzyczną – Patrycja sama wybiera się co roku. Na organizowanym każdego lata na średniowiecznym zamku w Bolkowie festiwalu Castle Party pojawia się w kreacjach własnego projektu. Z zawodu jest technikiem odzieżowym i choć nie pracuje w zawodzie, sięga po ołówek, by zaprojektować dla siebie stroje inspirowane wyobrażeniami elfów i literaturą.

Patrycja z Krainy ElfówSpotkanie na zamkowym dziedzińcu
Z jednej z takich wypraw powróciła nie tylko zakochana, ale i pewna, że tym razem świat fantazji i rzeczywistość połączyły się na dobre. Tomka poznała przy wejściu na dziedziniec zamku. Spojrzeli na siebie, stojąc w kolejce po bilety na koncert.

– Niedługo potem przyśnił mi się nasz ślub – widziałam w nim postacie w niezwykłych strojach i zamek…

Oczywiście był to zamek w Bolkowie, ten sam, do którego na Castle Party raz w roku przyjeżdżają rozmaici dziwacy – miłośnicy rocka gotyckiego, wampiryzmu, okultyzmu, fantastyki i wszelkiej magii. Przez kilka dni można ich oglądać, jak przechadzają się po miasteczku w wystylizowanych strojach, makijażach, fryzurach.

Można też ujrzeć, jak na ławkach i skwerach, przy użyciu kredki do oczu, maskary i szminki powstają takie, czasem mroczne, czasem zupełnie „kosmiczne”, makijaże. A na licznych straganach można kupić na przykład buty na niebotycznie wysokich koturnach, barokowo zdobione gorsety, tiszerty z trupią czaszką i skrzyżowanymi piszczelami, wymyślne amulety i nabijane ćwiekami drapieżne bransolety.

Dlaczego uważa, że w tym spotkaniu było coś magicznego? Pierwszym spotkaniem Elficzki z literaturą fantasy była lektura „Sagi o Królestwie Światła” Margit Sandemo. Ostatni tom obszernego cyklu pt. „Morze miłości”, w którym świat baśni przenika się ze światem mroku, kończy się niezwykłym związkiem upadłego anioła Marko (syna Lucyfera) z pół-elfką Gwiazdeczką.

– Ja się utożsamiam z Elfem Leśnym, a mój mąż – z upadłym aniołem – przekonuje Patrycja i wygląda na to, że to, co mówi, traktuje całkiem na serio. Skąd to skojarzenie? To proste: Tomek jako DJ dr Faust co jakiś czas zasiada za konsoletą i razem z kumplem prowadzi we wrocławskim klubie Wagon „Fallen Angels Party” czyli „Imprezę Upadłych Aniołów”.

Klub rozbrzmiewa wtedy dźwiękami mrocznej elektronicznej muzyki, a stare filmy grozy dopełniają atmosfery. Na co dzień Tomek projektuje turbiny parowe dla dużej korporacji, ale w życiu jest przecież miejsce zarówno na wymyślne konstrukcje silników, wykorzystujących energię cieplną pary wodnej, jak i na kojące duszę dźwięki. A także na naukę tańca irlandzkiego, którym Tomek z Patrycją zaskakują teraz czasem znajomych.

Moje gotyckie wesele
A sen Patrycji o niezwykłym ślubie się ziścił. Uroczystość odbyła się – jakżeby inaczej – właśnie w Bolkowie.
– Przed trzema laty zobaczyłam tutaj czerwonowłosą dziewczynę jadącą przez Rynek bryczką ciągniętą przez konie i pomyślałam, że pewnie właśnie bierze ślub z mężczyzną poznanym wcześniej na festiwalu. Poczułam, że będą razem szczęśliwi. I nie pomyliłam się, choć nie zdążyłam rozłożyć kart – opowiada Astharot, czyli Monika – jedna z uczestniczek festiwalu w Bolkowie, pasjonatka tarota i – od czasu tego niezwykłego ślubu – także koleżanka Patrycji.

W bolkowskim Urzędzie Stanu Cywilnego obok urzędników w garniturach stanęli: długowłosy młodzieniec w wiśniowym surducie o kroju inspirowanym wdziankiem wampira Lestata z „Wywiadu z wampirem” oraz dziewczyna-elf w zielonej sukni, tęczowym makijażu oraz z burzą włosów przystrojonych pękami świeżych róż.
Najpierw uroczyście zabrzmiał Marsz Mendelssohna, a chwilę później goście weselni skakali już pod sceną na koncercie takich gotyckich gwiazd jak Diorama, Diary of Dreams i Suicide Commando. Było dokładnie tak jak we śnie Patrycji.

Obiad dla rodziny zorganizowali w jednym z bolkowskich klubów, tym samym, do którego zawędrowali po koncercie na zamku i w którym Tomek pierwszy raz pocałował Patrycję.
– Baśniowe elfy opuściły Ziemię, bo nie mogły znieść tego, że ludzie niszczą środowisko naturalne, a sobie wzajemnie wyrządzają wiele zła. Odeszły przez magiczne wrota, by żyć w innym wymiarze, ale czasami wracają i odwiedzają ludzkie sny, by spełniać nasze najskrytsze marzenia – przekonuje Elficzka.


Katarzyna Głowacka
Fot. Wojciech Zwoliński

Źródło: Wróżka nr 11/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube