Śmierć, miłość i... pieniądze

W całym Paryżu nie ma miejsca bardziej przesiąkniętego uczuciem. Cmentarz Père-Lachaise jest pełen dowodów na to, że człowieka od śmierci i zapomnienia może uchronić tylko miłość.

Śmierć, miłość i... pieniądzeTo nie jest zwykły cmentarz. Po części park, po części muzeum, po części nekropolia. Oficjalne źródła każą Père-Lachaise nazywać Cmentarzem Wschodnim. Ale zdaniem paryżan to nazwa zbyt prozaiczna, by jej używać. Jesienią jest tu niezwykle romantycznie, wiosną – poetycko, latem roi się od turystów, a w chłodne zimowe dni, gdy platany i orzechy są pozbawione liści, Père-Lachaise tonie w mroku. To efekt celowych zabiegów twórców cmentarza. Zgodnie z przykazaniami romantycznej sztuki projektowania ogrodów stworzyli tu teatr iluzji, w którym główni aktorzy, czyli zmarli, w oczekiwaniu na Sąd Ostateczny bynajmniej nie „nie żyją”, tylko „śpią”.

W ciągu 200 lat istnienia wieczny odpoczynek znalazły tu największe międzynarodowe sławy: średniowieczne pierwowzory Romea i Julii, Abélard i Heloiza, wielka tancerka Isadora Duncan, najsłynniejszy modernistyczny dandys Oscar Wilde, wokalista Jim Morrison, którego grób stał się sanktuarium rocka. Leżą tu też: Amedeo Modigliani oraz jego muza i kochanka, Jeanne Hébuterne, która wyskoczyła z piątego piętra w dwa dni po śmierci malarza, filigranowa pieśniarka Edith Piaf, zwana „Wróbelkiem z dzielnicy alfonsów”, i jej mąż fryzjer, oraz Fryderyk Chopin kompozytor mazurków, a także – jakżeby inaczej – marsza żałobnego.

Może to wydawać się dziwne, ale wśród miliona dusz, których ciała spoczęły na najsłynniejszym cementarzu świata, nie ma tego, kto użyczył mu nazwiska – XVII-wiecznego księdza, Françoisa d’Aix de la Chaise’a (spoczywa w pokoju w zupełnie innej części miasta, w kościele Saint Paul-Saint Louis).

reklama

Z miłości do ideału
Wprawdzie cmentarz Père-Lachaise oficjalnie otwarto 21 maja 1804 roku, ale jego historia zaczęła się w XVII wieku. Jezuici założyli wówczas na wzgórzu Mont-Louis, we wschodniej części Paryża, hospicjum dla zakonników. Potem posiadłość dostał spowiednik Ludwika XIV, François d’Aix de la Chaise. Dom jezuitów otaczał piękny ogród, w którym Król Słońce lubił wyznawać swoje grzechy. Część z pięciu tysięcy drzew, które rosną dziś na cmentarzu Père-Lachaise, jeszcze pamięta widok spacerującego władcy. Rośliny przeżyły bowiem monarchię, niebawem obaloną przez Wielką Rewolucję Francuską. A kiedy po Burbonach nastały czasy braku sentymentów i porządku, zaniepokojony stanem higieny ówczesnego Paryża Napoleon Bonaparte wydał zakaz grzebania zmarłych w sercu miasta. I do życia powołał trzy nowoczesne cmentarze na obrzeżach miasta.

Jednym z nich był Père-Lachaise, który według Napoleona miał stać się idealną nekropolią swoich czasów. Misję jej utworzenia na dawnych jezuickich ziemiach przyszły cesarz Francuzów powierzył ówczesnemu prefektowi Sekwany, Nicolasowi Frochotowi. W 1803 roku Frochot kupił 17 hektarów gruntu i zlecił zagospodarowanie terenu neoklasycystycznemu architektowi, Aleksandrowi Teodorowi Brongniartowi. Ten zaś, przyjmując za wzór ogród angielski, postanowił połączyć romantyczne ścieżki z wystawnymi nagrobkami. Niestety, pomimo wysiłków twórców nikt nie chciał tu być pochowany. To znaczy nikt liczący się, bo pierwszy pogrzeb odbył się już w 1804 roku, kiedy to na Père-Lachaise spoczęła pięcioletnia Adelajda, której grób do dziś możemy oglądać w kwaterze 42.

 Grobowiec Abelarda i Heloizy. Po 650 latach nieszczęśliwi kochankowie znów są razem. Miłość dźwignią handlu
Aby uczynić cmentarz modnym, należało zdobyć jakichś „lepszych” nieboszczyków. Na pierwszy ogień poszli więc La Fontaine i Molier.  Pomysł Frochota był dość ryzykowny, bo do dziś nikt nie ma pewności, czy ekshumowane z kościoła św. Eustachego zwłoki w rzeczywistości były tym, co zostało ze słynnych francuskich literatów (za życia obaj ponarażali się rozlicznym skąpcom i świętoszkom, i według plotki ich zwłoki zostały wykopane i wrzucone do zbiorowego grobu). Tak czy owak ponowne pogrzeby obu pisarzy odbyły się w 1804 roku i… nie przyniosły oczekiwanych efektów.

W dalszym ciągu nikt nie chciał szukać miejsca wiecznego odpoczynku na podparyskich peryferiach, gdzie nawet za dnia po ulicach krążyły watahy rzezimieszków. Frochot nie dawał jednak za wygraną i po 13 latach (w tym czasie wpływy Napoleona ograniczały się już jedynie do Wyspy Świętej Heleny) uświadomił sobie, że bardziej niż klasyczna literatura francuska nośna marketingowo jest nieszczęśliwa (czyli romantyczna) miłość.

W 1817 roku Frochot przekonał władze do zorganizowania ponownego pogrzebu i pochowania we wspólnym grobie na Père-Lachaise tragicznej pary słynnych kochanków, Abélarda i Heloizy. Przypomnijmy: Abélard, uwielbiany przez uczniów średniowieczny filozof i teolog, jeden z najwybitniejszych umysłów swojej epoki, zakochał się w swojej uczennicy. Kiedy Heloiza zaszła w ciążę, kochankowie potajemnie wzięli ślub. Niebawem cała sprawa się wydała, zaś mściwy wuj dziewczyny nasłał na Abélarda zbirów, by pozbawili go męskości. Nie mogąc być razem, kochankowie wstąpili do klasztorów, skąd przez kolejne lata prowadzili korespondencję. Dziś spoczywają obok siebie w neogotyckim mauzoleum. Kamienne rzeźby przypominają, iż prawdziwa miłość nigdy nie umiera.

Od tej chwili sława cmentarza stale rosła. Promocyjnie wspomagał ją też Honoriusz Balzac, bohaterów swoich powieści „grzebiąc” właśnie na Père-Lachaise (ponoć do dziś zdarzają się tam turyści szukający grobu ojca Goriot). Wkrótce bycie tam pochowanym stało się symbolem najwyższego statusu społecznego. Wraz ze sławą nekropolii rosła także cena ziemi. Zakup miejsca stał się kosztowną inwestycją we własną przyszłość. Doszło nawet do tego, iż Frochot sprzedał pierwotnemu właścicielowi gruntu, baronowi Desfontainesowi, miejsce na cmentarzu za kwotę znacznie większą od tej, jaką wcześniej zapłacił mu za cały teren! Z tria „miłość, śmierć i interesy” te ostatnie okazały się najbardziej żywotne. 

Źródło: Wróżka nr 11/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020