Od Ducha Świętego do in vitro

Czy tylko Bóg ma prawo „tworzyć” nowe życie? Czy człowiek faktycznie nie powinien się do tego mieszać? Od wieków usiłowano radzić sobie z bezpłodnością. Metody bywały równie barwne, co kontrowersyjne, w końcu jednak się udało. Dzięki „pokalanemu poczęciu” na świat przyszły już prawie 4 miliony zwyczajnych ludzi...

Od Ducha Świętego do in vitroOna – lat 32, pulchna blondynka o falujących włosach, pracuje jako listonosz w okolicach angielskiego Bristolu. W wolnych chwilach lubi wpaść do pubu, wypić piwo i pograć w rzutki. Mieszka ze swoim facetem, który jest portierem w nocnym klubie. Mają czteroletniego syna.
On – lat 85, włosy siwe, okulary. Biolog i fizjolog od 1965 roku związany z Uniwersytetem Cambridge. Ona czasem mówi do niego „dziadziu”, choć nie ma między nimi żadnego pokrewieństwa, ani biologicznego, ani przez małżeństwo.
On – Robert G. Edwards, laureat tegorocznej Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny.
Ona – Louise Brown, pierwsze dziecko, które przyszło na świat w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego, popularnie zwanego metodą in vitro.

25 lipca 1978 roku, o godzinie 23.47 nastąpiło zwieńczenie wieloletnich starań o to, by bezpłodne pary też mogły mieć dzieci. „Superbaby!” – zachwycały się angielskie gazety pierwszym „dzieckiem z probówki”. Louise zaś przez całe swoje dzieciństwo musiała tłumaczyć kolegom i koleżankom w szkole, że wcale nie wyskoczyła na świat z laboratoryjnego naczynia jak dżin z butelki.

Motyw ucha
Nie jest to pierwszy niezwykły sposób zapłodnienia, bo przecież już w Nowym Testamencie mamy do czynienia ze zdarzeniem równie zagadkowym. Oto Maryja Dziewica poczęła i porodziła syna – Jezusa Chrystusa. Z oczywistych powodów brak jakichkolwiek technicznych szczegółów tego zdarzenia, jednak od tego czasu w ludzkiej świadomości bez wątpienia zagościła myśl, że takie cuda jak poczęcie bez stosunku są możliwe.

reklama

Średniowieczna ikonografia pokazuje to zdarzenie na dwa sposoby. W scenie Zwiastowania widzimy na ogół Maryję, archanioła Gabriela oraz promień światła, które pada na kobietę. I tu właśnie pojawiają się dwie wersje: w jednej promień pada na jej łono, w drugiej zaś wpada on Maryi do… ucha. Fachowy łaciński termin „per aurem” odnosi się właśnie do dziwnego „zapłodnienia przez ucho”. Na niektórych obrazach sam promień zmienia się zresztą we wstęgę pokrytą słowami zwiastowania, która trafia prosto do głowy. Jest to oczywiście artystyczna i religijna wizja mocy sprawczej Słowa Bożego, jednak sam motyw ucha nie jest tu od rzeczy, odgrywał bowiem pewną rolę w średniowiecznym podejściu do problemu płodności i jej braku.

Wbrew utartym stereotypom nie jest prawdą, że nasi przodkowie winę za bezpotomność zwalali wyłącznie na kobietę. Pośród adeptów sztuki Hipokratesa było wielu, którzy widzieli kluczową rolę mężczyzny w procesie rozrodczym. Jako że panowała w owym czasie teoria fluidów i humorów, uważano, że wszystko jest kwestią równowagi płynów ustrojowych, sama choroba zaś wynika z jej zachwiania. Toteż bezpłodność mogła przytrafić się kobiecie i mężczyźnie po równo, a nawet obojgu. Dzielono też niepłodność na taką, której można zaradzić oraz na nieuleczalną.

XIV-wieczny lekarz ze szkoły w Mont-pellier notował, że ta nieuleczalna może przytrafić się mężczyznom, którzy… uszkodzili sobie żyłę za uchem. „W takim wypadku nasienie nie może spłynąć z mózgu do nerek, a następnie do genitaliów” – wyjaśniał swoją diagnozę medyk. Była to tylko jedna z wielu teorii mówiących o tym, czemu pary nie mogą mieć dzieci. Inne widziały przyczynę na przykład w otyłości czy też zbyt szczupłej budowie ciała. W przypadku mężczyzny twierdzono, że u grubasów krew zamienia się w tłuszcz zamiast w nasienie, do zapłodnienia zatem dojść nie może. Z kolei osobnik chudy jest po prostu zbyt słaby fizycznie, by prawidłowo dokonać swej powinności.

Częste kąpiele i owcza wełnaCzęste kąpiele i owcza wełna
Średniowieczni lekarze mieli wiele dobrych rad dla swych pacjentów, choć większość z nich dotyczyła po prostu zdrowego trybu życia. Należało nie przejadać się ani nie pić zbyt wiele, w małżeńskim łożu zaś także zachować stosowną wstrzemięźliwość. Kobietom, które mają problemy z poczęciem, zalecano częste kąpiele (dobra rada niezależnie od prawdziwych czy urojonych schorzeń), przykładanie do pępka kłębka wełny zmoczonego w owczym mleku oraz wszelkiego rodzaju ziołowe napary.

Jednak – jak zauważali medycy – kluczowy pozostawał sam akt zapłodnienia. Tutaj, poza wszelkiego rodzaju dewiacjami anatomicznymi, najistotniejsza była sprawa pozycji. Zastosowanie niewłaściwej – jak powszechnie wierzono – było najprostszą drogą do utracenia możliwości rozrodu. Właściwa zaś ograniczała się do tej, w której kobieta leży na plecach, najlepiej nieruchomo, by nie przeszkadzać w naturalnym przemieszczaniu się nasienia.

Wszelkie „fanaberie” w życiu łóżkowym były potępiane w czambuł nie tylko przez zatroskanych o kobiece zdrowie lekarzy, ale i ludzi Kościoła, z Tomaszem z Akwinu na czele. Dopuszczalną wariacją na temat pozycji jedynie słusznej była taka, w której kobieta na plecach ma odchyloną do tyłu głowę, lewą nogę podwiniętą tak, że pięta jest pod pośladkiem, a prawą prostą. Pozycja ta miała gwarantować sukces w staraniach o potomstwo. Kwestia przyjemności była tu oczywiście drugorzędna, choć ojciec współczesnej medycyny, perski lekarz i filozof Awicenna zalecał jednak wszelkiego rodzaju karesy przed przystąpieniem do prokreacji.

Spośród średniowiecznych opowieści o niedolach bezdzietnych małżeństw na uwagę zasługuje historia Henryka IV Bezsilnego, króla Kastylii i Leonu. Ożenił się on z Blanką z Nawarry, jednak nie mogli mieć potomstwa i małżeństwo zostało anulowane przez papieża. Komisyjne badanie wykazało zresztą, że Blanka była dziewicą. Sytuacja nie uległa zmianie, gdy wziął drugą żonę, Joannę Portugalską.

Wedle przekazów z epoki, analizowanych zresztą przez współczesnych nam lekarzy, Joanna miała podjąć rozpaczliwą próbę zajścia w ciążę poprzez metodę, którą dziś nazwalibyśmy prekursorem techniki sztucznego zapłodnienia. Krótko mówiąc, rzecz była w pobraniu nasienia od męża i umieszczeniu go tam, gdzie jego miejsce. Nie sposób jest stwierdzić, na ile skuteczne mogły być te działania i jak dokładnie przebiegały, niemniej jednak na świat przyszła córka o imieniu Joanna, którą powszechnie uważano za dziecko z nieprawego łoża i odmawiano sukcesji tronu.

Źródło: Wróżka nr 12/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019