Kły, pazury i łzy

Zwierzęta nie są bezduszne. Słonie płaczą w obliczu śmierci, a delfiny chichoczą, gdy są szczęśliwe. Wbrew temu, co przez wieki wpajali nam naukowcy, zwierzęta czują. I to nierzadko więcej od nas.

Kły, pazury i łzyKoń, jaki jest, każdy widzi. Ale tylko pozornie. Bo choć patrzymy na niego od 5-6 tysięcy lat, w dalszym ciągu nie potrafimy dostrzec, że w jego głowie kłębią się myśli, serce płonie, a on sam, choć intelektem raczej nie grzeszy, potrafi płatać figle opiekunom i innym koniom. Do niedawna zwierzęce emocje i inteligencja nie tylko nie mieściły się w głowie uczonym, ale nawet nie śniły się naszym filozofom. W dodatku koń, którego George Orwell w „Folwarku zwierzęcym” usytuował mniej więcej w połowie zestawienia najbystrzejszych zwierząt domowych, nie jest tu – niestety – wyjątkiem.

Kiedy w październiku 2006 roku grupa 14 słoni przez trzy dni terroryzowała małą wioskę we wschodnich Indiach, świat obiegła wiadomość o rozszalałych bestiach, które zmusiły setki mieszkańców do opuszczenia swoich domów. Nikt nie wspominał o tym, że stado szukało 17-letniej słonicy, która kilka dni wcześniej utonęła w rowie i została pochowana przez ludzi.

Inny świat
Nasz myślenie o zwierzętach zdominowały stereotypy. A te, w odróżnieniu od samych zwierząt, kłamią. I to jak najęte, bo przy bliższym poznaniu okazuje się, że osioł wcale nie jest uparty, tylko stały w uczuciach, a świnia bynajmniej nie lubi być brudna jak świnia (ani pijana). Przeciwnie, jak żadne inne zwierzę dba o czystość i kąpieli błotnych zażywa tylko z powodu braku w okolicy czystej wody. I choć kompletnie na to nie wygląda, widzi świat w kolorze, ma bardzo dobrą pamięć, zdolność abstrakcyjnego myślenia i bogate życie wewnętrzne, co przekłada się na skomplikowane więzi emocjonalne, jakie tworzy.

reklama

Ostatnie lata zmieniły też sposób patrzenia na kurę i zdjęły z niej odium intelektualnego nielota. Okazało się bowiem, że ten domowy ptak nie tylko uczy się, obserwując i potrafi dostrzec związki przyczynowo-skutkowe, ale również wie, że rzeczy istnieją, nawet gdy nie ma ich w zasięgu wzroku. Tym samym zdolnościami poznawczymi przewyższa nie tylko psa czy kota, ale nawet dwulatka.

Wcześniej niż kurę zrehabilitowano gęś. Jej świat otworzył przed nami w latach 40. ubiegłego wieku austriacki ornitolog, Konrad Lorenz. I choć był to dla ludzi świat całkiem nowy, okazał się równie przesycony silnymi emocjami i przeżyciami, jak ich własny. W dodatku wszystko stało się nie tyle za sprawą samego naukowca, ile badanego przez niego pisklaka gęsi gęgawy, który wybrał Lorenza na swoją matkę.

Martina, jak nazwał maleństwo ornitolog, nie odstępowała badacza na krok. Mieszkał z nią, sypiał w jednym łóżku i nawet nauczył się kilku podstawowych „gęgęgę”. Za swoje badania Lorenz (oraz Karl von Firsch i Nikolas Tinbergen) w 1973 roku został wyróżniony Nagrodą Nobla. Był to początek nowoczesnej etologii – nauki o zachowaniu zwierząt i badania świata, który okazał się, nie dość, że inny od naszego, to jeszcze kompletnie inny, niż nam się wcześniej wydawało.

Ornitolog Konrad Lorenz z gęśmi. Na pierwszym planie Martina, która uważała go za swoją matkę. Bezduszne maszyny
Wszystko to wina Kartezjusza. Jego poprzednicy, Pitagoras, Anaksagoras, Arystoteles i Monteskiusz, byli wprawdzie przekonani, że natura, będąca siedliskiem dzikich zwierząt, jest dla człowieka przestrzenią wrogą, ale jednocześnie przyznawali zwierzętom prawo do posiadania nieśmiertelnej duszy. Było tak aż do XVII wieku, kiedy to odebrał im ją Kartezjusz. Największy omnibus ówczesnej nauki zawyrokował, że tylko ludzie mają życie emocjonalne, co wyrażają śmiechem, rumieńcem, bladością, łzami etc.

Zwierzęta zaś określił mianem „bezdusznych maszyn”. Stwierdził, że są całkowicie podporządkowane instynktowi przetrwania i – jak na biomechanizmy przystało – na różne bodźce reagują wyłącznie mechanicznie. Po Francuzie powtórzyły to zastępy innych badaczy, z Pawłowem i Watsonem na czele. Koniec końców zrozumienie, na czym polegał błąd Kartezjusza, zajęło nam lekką ręką 150 lat.

Równie trudno było się nam z tą prawdą pogodzić. Kiedy więc w 1872 roku Darwin w swojej epokowej pracy „O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt” zalecał, by nie rozdzielać świata zwierząt i ludzi, naukowcy puścili jego apele mimo uszu. Badawcza brać wymigiwała się brakiem matematycznego dowodu na to, że na przykład jakieś zwierzę cierpi ból. A przecież, żeby to zobaczyć, nie trzeba kończyć wyższych uczelni. Nawet dziecko, widząc dżdżownicę wijącą się na haczyku, wie, że robak nie jest szczęśliwy. Jednak zauważając to, człowiek musiałby się przyznać, że nie jest istotą z gruntu dobrą, za jaką dotąd się uważał. Zdecydowanie wygodniej było więc dalej wycie katowanego zwierzaka traktować jak dźwięk uderzonej sprężyny.

Źródło: Wróżka nr 12/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020