Kamień filozoficzny

Bogactwo i nieśmiertelność to odwieczne marzenia człowieka. By je zrealizować, można poświęcić wiele. I niektórzy poświęcali…

Kamień filozoficznyTa historia zaczęła się w początkach naszej ery w Egipcie, gdzie kapłani wraz z zatrudnionymi w świątyniach rzemieślnikami poszukiwali metody sztucznego wytwarzania barwników i kamieni szlachetnych. W II i III wieku w Aleksandrii – między innymi pod wpływem filozofii Arystotelesa – ukształtowała się ostatecznie idea kamienia filozoficznego: substancji pozwalającej na przemianę metali nieszlachetnych w szlachetne, a zarazem gwarantującej zdrowie i nieśmiertelność.

Czym jednak miałby być ten kamień? Przede wszystkim wcale nie kamieniem, lecz proszkiem o ciemnoczerwonym kolorze. Porównywano go do: bazyliszka – gdyż miał doprowadzać do krzepnięcia rtęci, do salamandry – jako że nie ulegał spopieleniu w ogniu, wreszcie do kameleona – ponieważ mienił się wszystkimi barwami tęczy. Miał stanowić jedność czterech żywiołów, wyrażać ideę całości, harmonijnego połączenia sprzeczności.

Poszukiwali go prawie wszyscy alchemicy, ich badania finansowało wielu władców. Nie zawsze jednak była to prosta droga – alchemikom groziła utrata wolności lub nawet życia ze względu na podejrzenia o konszachty z diabłem i szerzenie herezji. Papież Jan XXII wydał wręcz w 1317 roku bullę oskarżającą ich o oszustwa. Los był dla wielu z nich niełaskawy. Słynny doktor Faust, niemiecki badacz z przełomu XV i XVI wieku, przypłacił owe dociekania zerwaniem z Bogiem, a następnie chorobą psychiczną.

Również wielu oszustom i awanturnikom przypisywano – słusznie albo nie – alchemiczne zainteresowania. Poszukiwaczem kamienia filozoficznego był ponoć słynny francuski okrutnik, Gilles de Rais, choć metody stosował, delikatnie mówiąc, niestandardowe. Ten XV-wieczny arystokrata, pierwowzór Sinobrodego, zasłynął dzięki wyprawieniu na tamten świat kilku żon i ponad 20 młodych chłopców, swoich paziów. Spuszczona z ich ciał krew miała służyć do poszukiwania owego alchemicznego Graala – skończyło się to jednak spaleniem zbrodniczego eksperymentatora na stosie.

reklama

Warto dodać, że oprócz niebezpieczeństwa popadnięcia w herezję czy utraty zmysłów, oprócz groźby więzienia lub stosu, istniały też bardziej prozaiczne zagrożenia. A mianowicie dość często skutkiem ubocznym eksperymentów było powstawanie substancji łatwopalnych lub wręcz wybuchowych. Pożar, który w 1462 roku strawił w Krakowie budynki przy ulicach Grodzkiej, Gołębiej, Brackiej i Poselskiej, a także dwa klasztory i pałac biskupi, był efektem alchemicznych pasji dominikanów z klasztoru św. Trójcy. Inny entuzjasta nauk ezoterycznych, król Zygmunt III Waza, puścił z kolei z dymem w 1595 roku spore fragmenty Wawelu.

Jedną z nielicznych postaci, którym przypisywano sukces w poszukiwaniach, był Nicolas Flamel, paryski alchemik z przełomu XIV i XV wieku. Wraz z żoną, Perenellą, przez lata starali się odczytać stary traktat alchemiczny, być może żydowskiego pochodzenia. Nie jest jasne, czy próby te zostały uwieńczone powodzeniem, niemniej Flamel umarł jako bogaty człowiek, co przyczyniło się do powstania wokół niego legendy twórcy kamienia filozoficznego. Sceptyczni historycy twierdzą jednak, że z analizy testamentu Flamela wynika, iż dorobił się na budowie i wynajmie domów czynszowych, był też zamieszany w skandale finansowe związane z wygnaniem paryskich Żydów…

Być może prozaiczne źródła bogactwa Flamela uchroniły go od więzienia, jakie przypadało w udziale większości poszukiwaczy kamienia filozoficznego. Dużo gorzej los potraktował Aleksandra Setona, innego domniemanego twórcę kamienia, żyjącego na przełomie XVI i XVII wieku. Ów szkocki alchemik dokonywał przemiany metali nieszlachetnych w złoto za pomocą szaroczerwonego proszku. Seton dawał go niekiedy do użytku innym osobom, z równie efektownym skutkiem. Niestety, odkrycie zniszczyło mu życie. Łatwym sposobem pozyskania bogactwa zainteresował się bankrutujący elektor saski, Christian II.

Uwięził Setona i torturami próbował wydobyć od niego sekret, jednak alchemik milczał. Z więzienia wydostał go inny adept alchemii, Polak, Michał Sędziwój. Liczył, jak się zdaje, na dowód wdzięczności w postaci przekazania formuły, ale osłabiony torturami Szkot umarł, tajemnicę zabierając z sobą do grobu. Przedsiębiorczy Sędziwój poślubił wdowę, która wniosła mu w posagu bezcenny proszek. Przez jakiś czas objeżdżał Europę, demonstrując działanie substancji. Rudolf II, wielki zwolennik alchemii, uczcił nawet jego pokaz, rzeźbiąc w marmurze kominka wyzwanie: „Niechaj ktokolwiek inny dokona tego, czego dokonał Polak Sędziwój”. W końcu jednak zapasy proszku się skończyły, a wraz z nimi i sława na kredyt.

Może wydawać się, że wraz z rozwojem nowoczesnej nauki marzenia o kamieniu filozoficznym odeszły do świata mitów. Tymczasem nic podobnego. Alchemiczne poszukiwania były podejmowane także w XX i XXI wieku. Nie zaskoczy chyba nikogo, że jednym z poszukiwaczy był Adolf Hitler (który wysyłał jednostki specjalne w celu odszukania Świętego Graala czy Ygdrasila). Realizatorem tego projektu miał być niemiecki chemik, Franz Tausend, zatrudniony przez generała Ericha Ludendorfa. Generał stał na czele spółki akcyjnej, mającej zbierać fundusze dla partii hitlerowskiej. Jako metodę działania planowano wytwarzanie złota z tlenków kwarcu i żelaza. Plany spaliły na panewce, a Tausend wylądował w więzieniu, obciążony długami spółki.

Innym współczesnym alchemikiem był Zbigniew Dunikowski, polski inżynier, syn znanego geologa Emila Dunikowskiego. Opatentował on metodę wzbogacania zawartości złota w złotonośnym piasku i skałach. Twierdził, że za pomocą

specjalnego urządzenia, które pod-dawało materię działaniu prądu i promieniowania, można będzie uzyskiwać złoto ze skał Tatr i Alp. Kariera genialnego wynalazcy skończyła się więzieniem, do którego trafił w 1932 roku za wyłudzenia na wielką skalę, przekonał bowiem wielu pragnących się szybko wzbogacić, by zainwestowali w jego wynalazek. Tymczasem efektów nie było. Przeprowadzone w więzieniu doświadczenia, których podjął się, by udowodnić swoją niewinność, także się nie powiodły.

Problemem współczesnych poszukiwań kamienia filozoficznego jest nie tylko wiarygodność, ale i kosztowność badań. Żeby został zrealizowany jeden z podstawowych celów owych badań, a mianowicie możliwość wzbogacenia się – sam proces przemiany musi być opłacalny. A to bywa dyskusyjne. O ile Dunikowski deklarował, że dzięki jego technologii koszt uzyskania złota będzie się wahał między jedną czwartą a jedną ósmą jego wartości, o tyle inni badacze byli bardziej pesymistyczni. Nieco starszy od Dunikowskiego niemiecki profesor politechniki berlińskiej, Adolf Miethe, twierdził, że potrafi wyprodukować złoto z rtęci – tyle że kilogram takiego złota kosztowałby około czterech milionów dolarów. Równie wysoko wyceniał w latach 20. XX wieku koszta takiej transmutacji profesor Hantaro Nagaoki z Cesarskiego Uniwersytetu Tokijskiego.

O ile te dwa przykłady mogą być też kolejną szarlatanerią, o tyle współcześnie rzeczywiście istnieje możliwość wyprodukowania złota z rtęci – da się to osiągnąć wewnątrz reaktorów atomowych i cyklotronów. Ale znów proces jest bardzo drogi, a ilości kruszcu znikome – jest to zatem zupełnie nieopłacalne. Jest jeszcze jeden współczesny rzekomy odkrywca kamienia filozoficznego. To Amerykanin, David Hudson, farmer z Arizony.

Podczas zakwaszania, celem użyźnienia, arizońskiego czarnoziemu, odkrył substancję, nazwaną ostatecznie białym proszkiem złota. Udało się ustalić, że składa się on z kilku platynowców – palladu, platyny, irydu, rodu i osmu. To najrzadsze, a zarazem najdroższe pierwiastki z tej grupy.
Sama substancja posiada podobno wyjątkowe właściwości: jest dobrym nadprzewodnikiem, wchodzi też w reakcje z DNA, przywracając mu pierwotną strukturę i eliminując wszelkie choroby i deformacje. Biały proszek złota podawany chorym

ma prowadzić do całkowitego wyzdrowienia, jeśli zaś używają go zdrowi, mogą osiągnąć stan podobny do tego, jaki buddyzm nazywa nirwaną. Jednak te rewelacje trzeba traktować z nieufnością – substancja owa jest już od jakiegoś czasu w sprzedaży, a choroby jakoś z tego świata nie zniknęły… Kamień filozoficzny? Biały proszek złota? Pokarm kosmitów lub bogów? Niewątpliwie żyjemy w ciekawych czasach!


Zuzanna Grębecka
fotochannels

Źródło: Wróżka nr 1/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020