W sieci sieci

Wplątani w globalną sieć, nie zauważamy, że coraz częściej to nie my kontrolujemy internet, ale on rządzi nami.

W sieci sieciPewien muzułmanin z Kataru przypadkowo rozwiódł się przez internet. Rozmawiając z własną żoną przez popularny komunikator Skype, zażartował i trzykrotnie powtórzył arabskie słowo „talak” (czyli „rozwodzę się z tobą”). Zapomniał jednak, że zgodnie z islamskimi tradycjami trzykrotne wypowiedzenie w obecności żony słowa „rozwód” oznacza unieważnienie związku małżeńskiego. Kiedy uświadomił sobie, co zrobił, postanowił zasięgnąć rady ekspertów islamskiego prawa w nadziei, że wypowiedzenie tych słów przez internet się nie liczy. Niestety, zapytani zgodnie orzekli, że rozwód jest ważny.

– Słabo orientuję się w islamskim prawie – żalił się w sieci zrozpaczony mężczyzna. – Nie sądziłem, że zwykły żart może zakończyć się prawdziwym rozwodem. Kochamy się, chcemy być razem i mam nadzieję, że znajdziemy jakieś rozwiązanie. Wszystkiemu winien ten przeklęty internet!

Tego samego zdania była rodzina studenta uczelni Notre Dame w stanie Indiana, która roztrzaskała komputer w drobny mak, kiedy ich syn zginął w wypadku. Okazało się, że zanim Declan Sullivan wyzionął ducha, zdążył powiadomić uczestników portalu społecznościowego Twitter, że przeczuwa swoją rychłą śmierć. Kilka minut po napisaniu tej wiadomości zginął przygnieciony przewróconą przez silny wiatr wieżą obserwacyjną. Niewykluczone jednak, że rodzina zniszczyła komputer zbyt pochopnie, od niedawna bowiem pojawiła się w sieci możliwość wysłania telegramu… w zaświaty.

reklama

Wystarczy na odpowiedniej stronie (www.afterlifetelegrams.com) wpisać informację, jaką chcemy przekazać tym, którzy są już wolni od ziemskich trosk. Nasza wiadomość zostanie przez operatora strony oddana do zapamiętania umierającej osobie, a ta zabierze ją na drugą stronę. Do tego zadania wynajmuje się chorych, zdaniem lekarzy mających przed sobą mniej niż rok życia. Za każde słowo trzeba zapłacić pięć dolarów, ale jeśli wynajęty posłaniec wykaże się dużą żywotnością i przeżyje dłużej niż 12 miesięcy, firma w ramach rekompensaty dostarczy nasz telegram za darmo. „Listonosze” (wyłącznie ochotnicy!) są stale sprawdzani, czy dobrze zapamiętali, co dokładnie mają powiedzieć duchom.

Firma zobowiązała się działać do momentu, kiedy w zaświatach zostanie zainstalowane stałe łącze internetowe. Będzie to oczywiście duże przyspieszenie komunikacji (nie trzeba czekać, aż posłaniec wreszcie odejdzie z tego świata), ale warto pamiętać, że szybkość działania jest nie tylko zaletą, ale też wadą internetu i może przynosić spore straty. Przekonali się o tym opiekunowie czteroletniego Krystiana z Londynu, kiedy ich pociecha, stukając w klawiaturę włączonego komputera, zakupiła w sklepie internetowym 45 robotów kuchennych. Na ich rachunek, oczywiście.

Wszystko przez to, że wciąż jesteśmy „online”. Niektórzy nie tracą łączności z siecią nawet podczas uprawiania seksu. Tak przynajmniej wynika z badań przeprowadzonych przez naukowców z nowojorskiego Instytutu Harris Interactive. Jak się okazuje, aż 25 procent badanych Amerykanów nie wyłącza połączonego w sieci komputera nawet w sytuacji intymnej. 30 procent nie widzi powodu, by zrobić to podczas własnego ślubu. Tacy z nich miłośnicy internetu! Jak twierdzą specjaliści, jedynym pewnym sposobem, by wyrwać się z sieci, jest pozbyć się komputera. Choć oczywiście możemy też zdecydować się na nierówną walkę z internetoholizmem, tak jak zrobił to 34-letni Mark Malkoff z Nowego Jorku.

By całkowicie odciąć się od komputerów i urządzeń łączących z internetem, zamieszkał w łazience. Malkoff przeniósł wszystkie swoje ubrania pod prysznic. Produkty spożywcze umieścił w łazienkowych szafkach i na pięć dni odizolował się od reszty mieszkania. Zamierza w tym czasie przeczytać scenariusz przyjaciela, pisać listy oraz dokończyć projekt swojej książki.

– Kiedy żona chce skorzystać z łazienki, zabieram swój śpiwór i wychodzę. Wracam, gdy jest wolna – mówi Malkoff po pierwszym dniu spędzonym w łazience. Dodaje, że jego uwalnianie się z nałogu jest o wiele trudniejsze, niż przypuszczał. A może być jeszcze trudniejsze, bo jego żona nie jest zachwycona pomysłem i grozi rozwodem. Jeśli do tego dojdzie, będzie to pierwszy wypadek skutecznego działania internetu poza siecią.


Jerzy Gracz

Źródło: Wróżka nr 1/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020