Na plotki do paprotki

Na pozór łagodne – krwiożercze bywają i okrutne. A jakby tego było mało, rośliny mogą być jeszcze kapryśne, przebiegłe i potrafią nieźle kombinować.

Na plotki do paprotkiJak długo trwa śniadanie żyrafy? Tyle, na ile pozwoli jej akacja. Zazwyczaj jest to nie więcej niż 20 minut. Tyle bowiem potrzebuje objadana (czyli raniona) przez żyrafę afrykańska akacja, aby wytworzyć alkaloidy, którymi następnie zatruje liście tak, że staną się one gorzkie. Zniesmaczona żyrafa musi czym prędzej znaleźć sobie nowe drzewo, oddalone co najmniej o 50 metrów. Bo akacja, uwalniając substancje lotne, wysyła sygnał o zagrożeniu do swoich sąsiadów, żeby też się zabezpieczyli – nawet jeśli nie są w danej chwili objadani.

O to, że mają życie uczuciowe, potrafią myśleć i komunikować się z otoczeniem, podejrzewa rośliny co drugi hodowca pelargonii czy paprotek. Teraz mamy na to naukowe dowody. Przedstawił je Polak – profesor Stanisław Karpiński.

Najpierw, jeszcze pracując w Szwecji pod koniec lat 90., stwierdził, że rośliny potrafią się porozumiewać, a teraz, prowadząc badania z grupą polskich naukowców w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, odkrył, w jaki sposób to robią.

– Początkowo wydawało się nam, że informacja przenoszona jest za pośrednictwem rodników tlenowych [najprostsza postać tlenu w organizmach żywych – przyp. red.] i hormonów. Dziś wiemy, że odpowiadają za to szybkie sygnały elektryczne i podobne do ludzkiego przewodnictwo nerwowe – tłumaczy naukowiec. – Jego potencjał u ludzi wynosi 75 miniwoltów, a u roślin 80.
Znaczy to, że rośliny zachowują się, jakby miały układ nerwowy.
– Bo mają. Tylko inny niż u zwierząt – zaznacza profesor Karpiński.

reklama

Jak wyjaśnia, pewien rodzaj komórek roślinnych przypomina neurony – komórki nerwowe odpowiedzialne za przekazywanie informacji za pośrednictwem impulsów elektrycznych. U człowieka i każdego najprostszego organizmu zwierzęcego neurony odpowiadają za komunikację w obrębie organizmu i ze światem zewnętrznym.

– W uproszczeniu wygląda to tak – tłumaczy psychiatra, doktor Tomasz Gardias. – Gdy boli nas gardło, mamy dreszcze i opowiadamy o tym lekarzowi, to impulsy elektrochemiczne wędrują do naszego mózgu, a stamtąd są wysyłane do aparatu mowy. Wymieniamy lekarzowi objawy. Nasz głos dociera do jego uszu, stamtąd do mózgu, gdzie przekazane przez nas informacje są przetwarzane na impulsy elektrochemiczne. 99,9 procent drogi pokonują więc jako energia elektryczna i substancje chemiczne. U roślin jest tak samo. Prawie tak samo.

Pamięć światłaPamięć światła
Jeżeli tulipany, nasturcje, kapusta i kabaczek są wyposażone w odpowiednik układu nerwowego i potrafią myśleć i czuć, to powinny też pamiętać. I Polacy, korzystając z tego, że rośliny są bardzo wrażliwe nawet na zmieniające się w trakcie dnia oświetlenie, szybko to udowodnili. Zresztą w dość okrutny sposób. Przeprowadzając doświadczenia, zakażano rośliny bakterią Pseudomonas.

Jest to wyjątkowo wredny bakcyl, równie groźny dla roślin i zwierząt. Dość powiedzieć, że u ludzi wywołuje niebezpieczne zakażenia, atakując kości, stawy, układ moczowy, powodując sepsę, zapalenie opon mózgowych i ropień mózgu. Aby z potulnej bakterii, która na co dzień zamieszkuje nasze wnętrzności, przeistoczyła się w zjadliwego mikroba, szerzącego spustoszenie w organizmie, wystarczy obniżyć jego odporność.

Podobnie jest w przypadku roślin, które mają podstawowy system immunologiczny bardzo podobny do ludzkiego, oparty nawet na tych samych genach. Gdy zakażono je bakteriami Pseudomonas, chorowały równie ciężko jak ludzie. Ale wystarczyło oświetlić rośliny przed zainfekowaniem, a zamiast ostrego stanu zapalnego, zachowywały się tak, jakby się tylko przeziębiły. Gdzie tu pamięć?

Przeprowadzono jeszcze jeden eksperyment. Wystarczyło między naświetlaniem a zakażeniem zrobić jednodniową przerwę, a rośliny zachowywały się tak, jakby właściwie nie były chore. Jak to wytłumaczyć? – Po prostu zapamiętują informację o padającym na nie świetle – przekonuje profesor Karpiński. Jego zdaniem pamięć służy roślinom nie tylko do obrony przed wrogami, ale także do przystosowania się na przykład do dłuższego okresu opadów czy zachmurzenia. W dodatku wystarczy nadmiernemu naświetleniu poddać jeden liść, żeby reszta zorientowała się, co się dzieje.

Wyniki badań trafiły na łamy „The Plant Cell”, prestiżowego amerykańskiego miesięcznika, poświęconego mikrobiologii, genetyce i ewolucji roślin. Publikując swoje rewelacje, Stanisław Karpiński wywrócił do góry nogami naszą wiedzę na temat roślin, stał się jednym z najczęściej cytowanych na świecie polskich naukowców i zyskał przydomek „Darwin z SGGW”. Na szczęście żyje w innych czasach niż Karol Darwin, którego po wydaniu monografii roślin mięsożernych odsądzono od czci i wiary.

Kwiaty szczurojady
W 1875 roku współcześni twórcy teorii ewolucji byli przekonani, że Darwin zwariował. Nikt nie dopuszczał do siebie myśli, że rośliny mogą mieć „smaczek na mięsko”. Tymczasem wystarczy przyjrzeć się, jak nasza rodzima rosiczka reaguje na odrobinkę grillowanego kurczaka, położonego na jej zębatym listku, by dojść do wniosku, że z tymi roślinami – nie tylko owadożernymi – coś jest nie tak. Jeśli akurat nie mamy pod ręką pieczonego drobiu, możemy spróbować nakarmić roślinkę… własnym włosem.

Podobnie jak na sensacje Darwina o muchołówkach, naukowcy zareagowali 10 lat temu na relację dwóch misjonarzy, którzy na dwa tygodnie zaginęli w lasach Filipin. Gdy ratownicy sprowadzili ich szczęśliwie do miasta, ci zaczęli opisywać różowe paprocie, niebieskie grzyby i gigantyczne rośliny pożerające szczury. Większość mediów i biologów bezlitośnie  wyśmiała nieszczęśników, ale znaleźli się śmiałkowie, którzy postanowili sprawdzić te rewelacje.

Trzy lata temu Stewart McPherson z Redfern Natural History Productions, niezależny botanik Alastair Robinson oraz Volker Heinrich zorganizowali dwumiesięczną ekspedycję. Wkrótce po wejściu w las natknęli się na różowe paprocie i niebieskie grzyby. Potem skierowali się w góry.

– Im wyżej wchodziliśmy, tym mniej było drzew, aż pozostały same karłowate krzewy i skały – wspomina Stewart McPherson. – Na wysokości około 1600 m n.p.m. nagle zobaczyliśmy pierwszy duży dzbanecznik, potem drugi i kolejne. Były olbrzymie – opowiada.

Kwiaty mięsożercy, nazwanego imieniem brytyjskiego popularyzatora wiedzy przyrodniczej Davida Attenborough (Nepenthes attenboroughii), osiągają 40 cm długości i zawierają do 2,5 litrów cieczy trawiennej. Z powodzeniem mogą porwać się na szczura, o mniejszych gryzoniach nie wspominając.

Źródło: Wróżka nr 2/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2020
Wydanie specjalne 1/2022

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

sklep.astromagia.pl