E-dieta

Warzywa pokrój w kostkę, podsmaż, dosyp szczyptę E-621 i E-211… To nie żart! Konserwanty zjadamy codziennie, i to w dużych ilościach!

E-dietaDawno temu, gdy nasi przodkowie zajmowali się uprawą roli, a nie karierą w wielkich korporacjach, kiedy lodówka nie stała w każdym domu, na talerze trafiało tylko to, co przygotowaliśmy sami. Mięso było suszone albo wędzone. Warzywa i owoce w różnych postaciach (suszu, przecierów, kompotów) zachowywały świeżość przez całą zimę. Dziś nie mamy dużo czasu na gotowanie.

Nie ma też potrzeby, żeby robić zapasy na całą zimę, bo większość produktów jest dostępna przez cały rok w sklepach czynnych nawet w nocy. A jedzenie, które w nich kupujemy, leży na półkach i leży… Daleko nam co prawda do Ameryki (tam średnia życia batonika wynosi około dziesięciu lat!), ale i tak o wielu sklepowych produktach trudno powiedzieć: świeże.

Czemu zawdzięczają swoją „długowieczność”? To proste: chemii. Dzięki erytrozynie (E-127) parówki są tak apetycznie różowe, a nie szare. Kwas mrówkowy (E-236) sprawia, że w marynatach i kiszonkach nie rozwijają się drożdże ani pleśnie. Guma guar (E-412), pozyskiwana z mączki drzewa guarowego rosnącego w Indiach, zagęszcza majonezy i zupy. „Dodatkom” zawdzięczamy, że serki topione nie psują się po dwóch dniach, pieczywo ma chrupiącą skórkę, a soki – ładny kolor. Konserwanty, barwniki, leki – kiedy to wybuchnie?

Poza konserwantami znajdziemy więc w jogurcie czy wędlinie także barwniki, przeciwutleniacze, substancje wzmacniające smak i zapach, substancje słodzące, zakwaszające, zagęstniki, emulgatory, substancje żelujące, spulchniające. Całkiem różne, choć coś je łączy. Żadna z nich nie jest substancją odżywczą, czyli potrzebną człowiekowi. Żadna z nich nam jednak nie zaszkodzi.

reklama

Teoretycznie jesteśmy chronieni: żaden z producentów żywności nie może dosypywać nam do jedzenie tyle chemii, ile mu się podoba. Są normy Ministerstwa Zdrowia, Unii Europejskiej, Światowej Organizacji Zdrowia. Ustalone jest też „dopuszczalne dzienne spożycie substancji wyrażane w mg na kg masy ciała” (ADI). Nie ma więc problemu? Niezupełnie.

– Większość z substancji dodawanych do żywności jest stosowana krótko i nikt nie prowadził długookresowych badań na ludziach. Oczywiście, żaden z tych dodatków nie szkodzi pojedynczo i w małych dawkach. Ale są one w każdym przetworzonym produkcie. Nikt nigdy nie sprawdzał, jak działa mieszanina: barwników azowych (syntetycznych), benzoesanu, aspartamu i innych, spożywana kilka razy dziennie – wylicza prof. dr hab. Iwona Wawer, kierownik Zakładu Chemii Fizycznej na Wydziale Farmaceutycznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Wtóruje jej dietetyczka Ewa Ceborska-Scheiterbauer z poradni Food-Diet: – Konserwanty to substancje chemiczne. Tak samo jak leki. Oczywiście zawsze sięgamy po minimalne dawki, ale mimo to żaden lekarz nie zaleca brania kilku różnych leków równocześnie, ponieważ mogą wówczas zachodzić różne reakcje chemiczne. A co będzie, kiedy w organizmie połączymy leki z różnymi konserwantami? Na pewno ze sobą zareagują. Tylko nikt jeszcze nie wie jak, bo tego nie badano. Zresztą, za dużo jest kombinacji, aby móc je zbadać. Każdy przecież stosuje inne leki i je co innego…

Epidemia alergii i ADHD z powodu chemii???
Dodatki do żywności to związki chemiczne. Od nich nie utyjemy. Ale wśród nich są substancje wzmacniające smak, na przykład glutaminian sodu (E-621) – one sprawiają, że jemy więcej, niż zamierzamy. Konserwanty hamują rozwój bakterii, unikamy więc zatruć. Ale jedzenie wyłącznie „czystych” produktów też ma wadę – pojawiają się alergie. Zresztą, chemii dostarcza nam przecież nie tylko jedzenie. – Jesteśmy atakowani nią też w łazience (kosmetyki) i na ulicy (spaliny samochodowe). To szczególnie trudne dla systemu odpornościowego – uważa prof. Iwona Wawer. – Substancje chemiczne odkładają się w ciele. I nie znikną nawet po kilkudniowym „odtruwaniu”.

– Kobiety w ciąży i karmiące piersią powinny szczególnie uważać na dietę! Te, które w tym czasie jadły dużo konserwowanych produktów, częściej rodziły dzieci ze skłonnością do alergii wziewnych i pokarmowych – mówi Ewa Ceborska-Scheiterbauer.

Podejrzewa się też, że nadmiar żywności przetworzonej z syntetycznymi barwnikami może mieć związek z ADHD u dzieci. – Bardzo ciekawe badania przeprowadzono w Anglii na wyspie Wight. Jej mieszkańcy, przeważnie farmerzy, prowadzący małe gospodarstwa rolne, jedzą i piją głównie to, co sami wyprodukują. Być może dlatego nie chorują na alergie, a dzieci nie mają problemów z ADHD? – zastanawia się prof. Iwona Wawer.

Tego lepiej unikaj!!!
Niektóre z dodatków to substancje naturalne, a nawet zdrowe! Na przykład E-300, kwas askorbinowy – to po prostu witamina C. Często stosowana jest jako środek antyutleniający, dzięki niej jedzenie nie jełczeje. Ale wiele dodatków to substancje co najmniej podejrzane. – Jestem szczególnie wyczulona na benzoesan sodu (E-211), składnik, który dodawany jest do wielu majonezów i napojów – mówi Ewa Ceborska-Scheiterbauer.

– Większość firm do swoich produktów daje dawkę, która jest równa całkowitemu dziennemu dopuszczalnemu spożyciu tego składnika. Dlatego łatwo go przedawkować. Wystarczy, że wypijemy szklankę jednego soku, potem drugiego, a na koniec zjemy sałatkę z majonezem. Po dwóch-trzech dniach takiej diety nie odczujemy niczego niepokojącego. Ale nie wiadomo, co się stanie, jeśli przez wiele lat, dzień po dniu, będziemy sobie serwować podwyższoną dawkę benzoesanu sodu – przestrzega.

– Według mnie jedną z najniebezpieczniejszych substancji jest aspartam (E-951), substancja słodząca, zastępująca cukier w napojach gazowanych i niegazowanych typu „light”, bezcukrowych gumach do żucia. Uważa się, że składniki aspartamu (metanol i enzym pozyskany w wyniku inżynierii genetycznej) oraz produkt jego rozpadu, którym jest gromadzący się w tkankach formaldehyd, mogą być przyczyną wielu chorób – mówi prof. Iwona Wawer. I szczególnie odradza stosowanie napojów typu „cola light”.

– Po pierwsze, ze względu na zawartość kofeiny – nie powinny po nią sięgać dzieci. Po co ona dzieciom, które ze swojej natury są pobudzone? Po drugie, cola źle działa na zęby. A po trzecie i najważniejsze, aspartam w nadmiarze może wywoływać bóle i zawroty głowy, nudności, wysypki, depresję, zmęczenie, drażliwość, bezsenność, zaburzenia widzenia i słuchu, trudności z oddychaniem.

Dodatki do żywności to nie trucizna, ale nie ukrywajmy – zdrowe też nie są! Dlatego wybierajmy produkty świeże, nieprzetworzone. Jedzmy owoce i warzywa sezonowe, czyli jak najwięcej jabłek i truskawek z polskich upraw, a jak najmniej cytrusów i bananów (moczonych w ortofenylofenolu, aby wytrzymały długą podróż).

Lepiej zrezygnujmy z produktów typu „light”. Może i mają mniej tłuszczu, ale za to zawierają aspartam (cała lista jego przewinień powyżej) lub inne substancje słodzące. Dobrze wrócić do starych receptur – zrobić jarzynową na rosole, galaretkę na wywarze z nóżek, a napoje gazowane zastąpić wodą mineralną lub kompotem.

Źródło: Wróżka nr 4/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020