I ty możesz być punktualna

Jest kilka rzeczy, które – spóźnione – mocno nas irytują: pociąg, samolot, znajomi. Zwykle jednak brak punktualności od czasu do czasu to nieszkodliwa dolegliwość. No, chyba że staje się chroniczny…

I ty możesz być punktualnaLudzie potrafią spóźnić się wszędzie, nawet na swój ślub. Wtedy wyłącznie od desperacji albo dobrej woli drugiej strony zależy, czy powie „Tak”. Bo jeśli to zrobi, to ma jak w banku, że już nigdy i nigdzie nie zjawią się razem punktualnie. Albo jak pewien notoryczny spóźnialski – na swój… pogrzeb. Żałobnicy stali już w funeralnym rynsztunku, ale ceremonia nie mogła dojść do skutku, bo trumny wciąż nie było. To znaczy była, ale w zupełnie innym miejscu, bo wraz z czarnym karawanem stała w… korku. W ten sposób przyjaciele dostali potwierdzenie, że chowają właściwą osobę, bo nieboszczyk nawet w takiej chwili nie zmienił swoich przekonań i nawyków.

Ciekawe, że jeśli spóźnisz się z jakiegoś poważnego powodu: bo zalała cię sąsiadka, pogotowie wodne przyjechało dopiero po godzinie, a do tego, nietrzeźwy hydraulik zamiast zakręcić główny zawór wody, wyłączył w całym bloku prąd, to i tak nikt ci nie uwierzy. Ale gdy powiesz, że po prostu zaspałaś – to co innego. Pod warunkiem, rzecz jasna, że zasypianie nie zdarza ci się codziennie.

Jeśli zamiast prawdziwych wolisz podawać nieprawdziwe wytłumaczenia swojego spóźnienia, pójdź na całość i zamień to w sztukę. Korki w mieście to wymówka dla amatorów. Prawdziwy majstersztyk to piętrowe konstrukcje: „Przed moim autobusem w tunelu zapaliła się cysterna, zatrzymano cały ruch, musiałam jechać inną trasą. Ale nie wiedziałam, jak, bo nie znam tamtej części miasta.

reklama

Gdy w końcu udało mi się zorientować, długo nie przyjeżdżał autobus, a potem, gdy już się pojawił, okazało się, że skończył mi się bilet czasowy; kontrolerzy byli nieugięci, więc wylądowałam na komisariacie. Ale złapali dużą grupę przestępczą i nie miał się kto mną zająć…”. Uff! Mało kto da się nabrać, ale z szacunku dla twojej fantazji na pewno puszczą ci spóźnienie płazem.

Prowadź też porządną buchalterię, bo wybierając się po raz czwarty na pogrzeb babci, tracisz wiarygodność. Zawsze znajdzie się jakaś wredna koleżaneczka, która wyliczy, że mało kto ma cztery babcie i nawet najbardziej okrutny los nie odbiera ich tydzień po tygodniu. Jeśli zaś masz dość uwag na temat twojej punktualności, zmień zawód i zostań… dyrektorem – i oni mogą się spóźniać. A jeśli nie masz widoków na dyrektorskie stanowisko, unikaj zawodów, które opierają się na punktualności.

Zapomnij o karierze maszynisty pociągu. Na zegarynkę też raczej się nie pchaj, bo może się zdarzyć, że będziesz budzić klientów słowami: „Pan zamawiał budzenie na siódmą? No to szybciutko, szybciutko, bo już dziewiąta”. Jest kilka sposobów na to, by radzić sobie ze spóźnialstwem. O, przepraszam! Z odmiennym postrzeganiem czasu. Zresztą punktualność to jakaś obsesja Zachodu.

Na Wschodzie nikt nie zawraca sobie głowy studenckim kwadransem (prawdę mówiąc, nawet dwugodzinne opóźnienie nikogo specjalnie nie rusza) i wszystkim żyje się lepiej i przyjemniej. Ludzie dobrze wiedzą, że wszystko dzieje się w swoim czasie i pewnych rzeczy nie warto przyspieszać, zwłaszcza że koniec zawsze jest ten sam. Ale jeśli już koniecznie chcesz walczyć,  oto kilka metod, przetestowanych na ludziach, nie na zwierzętach. Nie zawsze z sukcesem, lecz jedyny możliwy skutek uboczny to… brak wyleczenia. Ryzyko niewielkie.

Wykreśl na zawsze ze swojego słownika określenie „tylko pięć minut”. To największe oszustwo świata i chyba doskonale o tym wiesz? Możesz oczywiście udawać przed innymi, ale przed sobą nie musisz – pewnie masz wiele przykładów na to, ile tak naprawdę trwa „tylko pięć minut”. Dane statystyczne mówią, że w skrajnych przypadkach do dwóch godzin. Przestaw zegarek o kwadrans do przodu – to działa, póki się nie przyzwyczaisz, że jest przestawiony, i nie zaczniesz tego ignorować albo ktoś z rodziny nie wyreguluje ci zegarka, a ty – w błogiej nieświadomości – spóźnisz się jeszcze bardziej niż zwykle.

Zrezygnuj z funkcji „drzemka” w telefonie komórkowym. To wprawdzie coś, co miało pomagać i ułatwiać wstawanie na czas, okazało się jednak dla notorycznych śpiochów przysłowiowym gwoździem do trumny. Bo możesz, niestety, przestawiać ją o pięć minut niemal bez końca. W wyjątkowo ważnych okolicznościach wykorzystaj sposób „na desperata” – nie kładź się w ogóle. Ale uwaga! Musisz liczyć się z groźbą, że na ważne spotkanie nie dotrzesz spóźniona, bo… nie zjawisz się na nim wcale. Umęczona szczypaniem się w ramię, zaśniesz, jak wzejdzie słońce.

Oczywiście, patrząc na konieczność stosowania wszystkich tych sztuczek, możesz odnieść wrażenie, że tkwią w tobie dwie osoby: ta grzeczna i ta mniej. Pierwsza chce robić wszystko w terminie, umawia się ze sobą, że wstanie na tyle wcześnie, że będzie czas i na kawę, i na porządny makijaż, a nawet poranną prasówkę, nie mówiąc już o dystyngowanym spacerze do tramwaju, zamiast nieprzytomnej gonitwy w niedopiętej bluzce, z niedomalowaną rzęsą. Cóż, prawdopodobnie to wrażenie podwójności jest – niestety – słuszne. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że mimo zapewnień i gorących obietnic nigdy nie udaje ci się wstać? To na pewno działanie jakichś nieczystych sił!

A co, jeśli to inni wściekają się z powodu twoich spóźnień, a ty nie masz z tym problemu? Nie przemęczaj się i nie zawracaj sobie tym głowy. Są wprawdzie sytuacje, kiedy spóźnienie nie przyniesie ci nic dobrego, ale są też i takie, gdy kilka minut nikogo nie zbawi, a świat się nie zawali. Znajdź więc te pierwsze, spisz osoby, do których nie możesz się spóźnić (bo zależy od tego twój los) i tylko w tych przypadkach podejmij wysiłek przyjścia na czas. Zerowe spóźnienie obowiązuje na przykład, gdy wybierasz się na rozmowę o pracę albo w sprawie przyznania kredytu.

Ale są też sytuacje, gdzie punktualność jest wręcz nie na miejscu. Podobno jeśli przyjdziesz o czasie na pierwszą randkę, twój wybrany może uznać, że jesteś desperatką. Choć z drugiej strony możesz też trafić na tradycjonalistę, czyli człowieka o konserwatywnym podejściu do czasu, i twój gest zostanie opacznie odczytany – że jesteś po prostu źle wychowana albo że okazujesz mu w ten sposób swój brak szacunku.

Absolutnie nie poddawaj się terrorowi ludzi, dla których punktualność to przyjście 10 minut przed czasem. To ich problem – z pewnością psychiatra zdiagnozowałby u nich nerwicę natręctw. A jeśli wszelkie twoje wysiłki biorą w łeb, krocz z podniesionym czołem i z wyższością powtarzaj, że spóźnianie się jest trendy! Wszystkie prawdziwe gwiazdy się spóźniają (podobnie jak geniusze są roztargnieni i noszą buty nie do pary). Taka na przykład Madonna na swoje urodzinowe party dotarła grubo po północy – zgodnie z zasadą: „każda wielka persona przychodzi spóźniona”.

Możesz też podeprzeć się wiedzą medyczną, szemraną albo wizjonerską, bo jeszcze niepopartą badaniami. Z pewnością wkrótce zajmie się tym ktoś mądry. I tak jak kiedyś wybawił tysiące cierpiących na dysortografię, ściągając z ich głów odium „głąbów” i „nieuków”, tak teraz odkryje kolejne straszne schorzenie – dyspunktualność. Z takim papierem od lekarza będziesz mogła się spóźniać do woli.


Róża Turnau

Źródło: Wróżka nr 4/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020