Kochankowie z piekła rodem

Tajemniczy, diabelnie przystojni łamią serca kolejnych kobiet. Kultura popularna jest pełna adoratorów, których miłość chroni od śmierci. „Prawdziwa miłość nigdy się nie zaczyna i nigdy nie kończy”, pisał poeta. Nawet śmierć nie rozłączyła demonicznego Drakuli z ukochaną.

Kochankowie z piekła rodemW pewnej wsi mieszkała sierota, młoda dziewczyna. Choć wróżono jej staropanieństwo, zaczął przychodzić do niej przystojny, nieznany nikomu kawaler. Asystował pannie, zabierał ją na tańce, dawał prezenty. Jednak na temat swego pochodzenia milczał. Zaintrygowana dziewczyna, namówiona przez przyjaciółki, wpięła młodzieńcowi w ubranie igłę z cienką nicią, a następnie, po jego wyjściu, późnym wieczorem, ruszyła śladem nitki. Ku jej przerażeniu zatrzymała się w końcu przed bramą cmentarną, za którą ujrzała ukochanego, jak siedząc na grobie, ogryza koński łeb. Ta opowieść, pochodząca z badań etnograficznych, to przykład ludowych wierzeń demonologicznych o kobietach, które odkrywają mroczną naturę swojego wybranka.

Nawet śmierć ich nie rozłączy
Martwy kochanek przeniknął do literatury i zadomowił się w powieściach i opowiadaniach utrzymanych w stylu gotyckim. Jedną z najbardziej znanych literackich ofiar demonicznego kochanka jest bohaterka XVIII-wiecznej ballady Gottfrieda Augusta Bürgera – Lenora. W nocy budzi ją przeczucie, że jej ukochany, rycerz Wilhelm, zginął w boju. Jednak młodzieniec przybywa do niej konno, w pełnym rynsztunku, a następnie zabiera ją ze sobą pod osłoną mroku. Jadąca na koniu z narzeczonym dziewczyna orientuje się, że ten powrócił po nią zza grobu, a teraz porywa na cmentarz.

Ballada zrobiła furorę i zyskała tak licznych naśladowców, że wą-tek powrotu demonicznego kochanka z zaświatów historycy literatury nazywają lenorowym. Lenorowe opowieści, pochodzące z tradycji ludowej, są bardzo charakterystyczne dla słowiańszczyzny. Wystarczy wspomnieć znaną z kanonu lektur szkolnych balladę Mickiewicza „Romantyczność”, inspirację do której poeta zaczerpnął z białoruskiego folkloru. Bohaterka, prosta dziewczyna, zostaje uznana za szaloną, gdyż tylko ona widzi ducha zmarłego kochanka, Jaśka. Słowiańska demonologia ludowa przypisuje niektórym zmarłym moc wracania na ten świat do pozostawionych tu bliskich. Istoty takie, nazywane strzygami lub strzygoniami, stanowiły słowiański pierwowzór wampirów.

reklama

Nierzadko byli to mężczyźni przybywający nocami do swych żon lub kochanek, niekoniecznie po to, by je porywać, raczej w celach czysto seksualnych. Choć zazwyczaj nie zagrażali bezpośrednio swym kobietom, pozbawiali je jednak z czasem sił witalnych, mogli też sprowadzić na nie skandal obyczajowy w postaci nieślubnego dziecka. Opowieści takie są do dziś powtarzane na wsiach od Uralu po Bałkany. Jednak kochankowie z piekła rodem byli znani już wcześniej. Chrześcijańska demonologia opisuje inkuby – upadłe anioły, które zgrzeszyły pożądaniem kobiet. Stały się one nocnymi demonami, zsyłającymi na kobiety fantazje erotyczne, a nawet zaspakajającymi owe fantazje. Sam św. Augustyn był przekonany, że diabły mogą kusić kobiety do grzechu rozwiązłości i obcować z nimi cieleśnie.

Sypiając z diabłemSypiając z diabłem
Inkuby przypuszczały ataki nie tylko na cnotę zwykłych kobiet, ale nie oszczędzały też świętych. Na przykład św. Małgorzatę z Kortony prześladował inkub, przesiadujący pod drzwiami jej klasztornej celi, wyśpiewujący sprośne piosenki i namawiający ją, by przyłączyła się do chóru. Liczne przekazy o diabłach współżyjących z kobietami pochodzą z procesów o czary.Inkwizytorzy lubowali się w wymuszaniu opisów orgii na sabatach.

W najwcześniejszych zeznaniach i podręcznikach dla inkwizytorów, jak słynny „Malleus maleficarum – Młot na czarownice”, pochodzące z końca XV wieku dzieło dominikanów Jakoba Sprengera i Heinricha Krammera, diabły przybierały postać cuchnącego kozła lub włochatego i kopytnego satyra. Ich wyobrażenie przeszło jednak w ciągu 200 lat ewolucję i w zeznaniach z XVII i XVIII wieku dominują diabły-arystokraci czy przynajmniej szlachcice.

W materiałach z terenów Polski demony nosiły się z pańska, pojawiały się w bogatych futrach, często w strojach niemieckich lub francuskich. Torturowane kobiety przypisywały im nazwiska okolicznych ziemian i obdarzały tytułami i stanowiskami, na przykład wojewody. Choć owe diabły przybierały postać ludzką, można było rozpoznać je po pewnych charakterystycznych cechach, jak śmierdzący oddech i zimne jak lód genitalia.

Miłość z dreszczykiem
Opowieści o demonicznych kochankach dzielą się na dwie grupy. W pierwszej z nich kobieta nie jest świadoma prawdziwej, demonicznej natury swego ukochanego, w drugiej zaś z premedytacją decyduje się na flirt ze złem. Kobieta jako niewinna ofiara oszustwa to bohaterka legendy o Sinobrodym. Jego pierwowzorem miał być francuski arystokrata, zwolennik Joanny d’Arc, Gilles de Rais. Zyskał on sławę okrutnika, pedofila i nekrofila, a następnie został stracony za herezję i morderstwa. Legendarny „Sinobrody” był bogatym szlachcicem, którego kolejne żony tajemniczo znikały. Ostatnia z nich pod nieobecność męża otwarła, mimo zakazu, tajemniczą komnatę i odkryła w niej… zwłoki swoich poprzedniczek.

W filmie „Czarownice z Eastwick” (1987) sprawy przybrały zdecydowanie łagodniejszy obrót. Oto trzy eksperymentujące z magią bohaterki, grane przez Cher, Michelle Pfeiffer i Susan Sarandon, poznają przystojnego Darryla van Horne’a (Jack Nicholson). Ten nawiązuje romans z każdą z nich i zaspokaja ich wszystkie zachcianki. Do czasu jednak. Wkrótce pokazuje im swoje skrywane, demoniczne oblicze.

To nie jedyny dowód fascynacji popkultury złem. Bohaterami jednego z najsłynniejszych thrillerów, „Milczenia owiec” (1991), są: modelowy seryjny morderca i kanibal, doktor Hannibal Lecter (Anthony Hopkins), oraz coraz bardziej zafascynowana brutalem młoda agentka FBI, Clarise Starling (Jodie Foster). Ale kochankowie z piekła rodem są nie tylko bohaterami mrocznych historii z czeluści ludzkiej psychiki.

Ostatnio pisarze i scenarzyści coraz chętniej role pociągających kochanków powierzają tym, którzy przez wieki byli uznawani za przedstawicieli zła i mocy piekielnych, czyli wampirom, wilkołakom i innym demonom. I tak hrabia Drakula, w filmie F.F. Coppoli (1992) grany przez Gary’ego Oldmana, dla miłości przedzierzgnął się w chłepcącego krew demona. Nie mniej pociągają – i to zarówno kobiety, jak i producentów filmowych – bohaterowie klasycznego już „Wywiadu z wampirem” Anne Rice, ale też współczesnych „Błękitnokrwistych” Melissy de la Cruz, seksowni bracia z „Pamiętników wampirów” Lisy Jane Smith i eleganccy konsumenci syntetycznej „juchy” z serialu „Czysta krew”. Największym bożyszczem (głównie nastolatek) wśród reprezentantów „ciemnej strony mocy” okazał się jednak przystojny i czuły Edward Cullen – wampir z sagi „Zmierzch” Stephenie Meyer.

Czasy się zmieniły. Inkuby, diabły i demony nie muszą już ukrywać się w ludzkiej skórze – teraz to mężczyźni powinni przywdziewać demoniczne przebrania. Ale lepsze już przebieranki i stylizacje niż romans z seryjnym mordercą, a nawet zwykłym brutalem i przestępcą. Już lepiej przeczytać kolejny tom którejś z sag o demonach.

Źródło: Wróżka nr 5/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020