Nenufary i egipskie tajemnice

Było już po północy. Za oknem szalała burza z piorunami. A w moich drzwiach stanął profesor Rybka. W opłakanym stanie.

Nenufary i egipskie tajemniceI nadszedł dla nas Dzień Ostateczny – odezwał się łamliwym głosem. Zdziwiłam się. Nie tyle tym, co profesor mówi, bo od czasu do czasu zdarzało mu się opowiadać farmazony, zwłaszcza gdy był bardzo niewyspany. Zdumiało mnie to, że ma wymiętą koszulę.

Rybka, mimo wielu innych starokawalerskich nawyków, zazwyczaj starał się wyglądać jak spod igły. I nigdy dotąd w mojej obecności tak głośno nie szczękał zębami. No tak, przemókł podczas burzy, ale, jak się szybko domyśliłam, szczękał również ze strachu. Posadziłam gościa na kanapie, napoiłam herbatą. W sumie ucieszyłam się, że Rybka już po raz drugi w mojej krótkiej karierze detektywa przyszedł do mnie w potrzebie. Od czasu historii z tajemniczym kamieniem, który wyciągnął z torowiska, to częściej ja prosiłam go o pomoc niż odwrotnie.

– Powiedziała mi, że jak jej poważnie nie potraktuję, to zrobi mi wielkie kuku – załkał żałośnie mój przyjaciel.
– A któż to śmiał w tak ostrych słowach odezwać się do najmilszego psora pod słońcem? – dopytywałam się z zaciekawieniem.
– Zabandażowany potwór z dalekiej przeszłości – wyjaśnił Rybka. – Znaczy się mumia. Egipska.
– Osobiście? – spytałam, z trudem tłumiąc parsknięcie.
– Osobiście – oznajmił historyk. – W sumie nie powiedziała, tylko wymiauczała. Okazuje się, że rozumiem język kotów.
– Aha, czyli to była mumia kota, tak? – próbowałam zebrać podstawowe fakty.
– Aha – usłyszałam lakoniczne potwierdzenie. – Bardzo rozżalona kocia mumia. – Kilka pierwszych miau było o tym, że jeszcze niedawno miała ciszę i spokój. A teraz wręcz przeciwnie, cały czas musi słuchać rapu. No, gdyby jeszcze klasyka, jakiś Mozart, w ostateczności Strawiński. Ale Eminem? To dla niej nie do zniesienia.
– Ten jajogłowy nerwus zachowuje się, jakby wypił cały nasz zapas wiśniówki – pokręciła z niesmakiem głową Natalia. Dopiero teraz zauważyłam, że z właściwą sobie subtelnością rozsiadła się tuż obok Rybki.

reklama

Pięć filiżanek herbaty później udało mi się ustalić, że profesor Rybka miał sen. I właśnie we śnie mumia kiciusia postanowiła szantażem zmusić Rybkę to udzielenia jej pomocy. Zasuszony kociak jeszcze niedawno był domownikiem jednego z krakowskich muzeów w dziale: archeologia. Było tam jak u pana Boga za piecem (chociaż trafniejszym określeniem byłoby „jak w piramidzie”).

Do Krakowa z Egiptu mumia trafiła 20 lat temu, prosto z wykopalisk. Nie narzekała. W muzeum było ciepło i zasadniczo mało hałaśliwie. Wyłączając okrzyki zachwytu, jakie na jej widok wydawały dzieci i staruszki. W jednej chwili jednak wszystko się zmieniło. Kilka tygodni temu kotek z Egiptu stał się ofiarą złodzieja. Teraz mumia stoi na półce w jakieś willi. A najgorsze jest to, że obok stoi radio włączone na pełny regulator. Nastawione cały czas na stacje wyspecjalizowane w rapie i hip-hopie.

– W willi bez przerwy są jakieś spotkania – mówił dalej poirytowany Rybka. – W dodatku ludzie nieustannie podchodzą do mumii i ją, za przeproszeniem, macają. Gospodarz domu jest z tego powodu przeszczęśliwy. Mumia wręcz przeciwnie. Uważa, że to ją bezcześci.
– A może to tylko zły sen? I tyle? – próbowałam pocieszyć Rybkę.
– Gdyby tak było, to moje nenufary nie pływałyby odwrotnie!
Ze zdumienia wybałuszyłam oczy. Jakie znowu nenufary?
– No „Nenufary” – dopowiedział profesor. – Namalowane przez Claude’a Moneta!
Tego już było za wiele…
– Panie profesorze – zrobiłam groźną minę. – Naprawdę darujmy sobie wykład z historii sztuki. Proszę po kolei. Logicznie!
– Logicznie rzecz biorąc, czeka nas koniec świata – powiedział równie groźnie Rybka. – Mumia zamierza zesłać na Kraków 44 plagi. Zacznie od burzy z piorunami – mówiąc to, profesor spojrzał wymownie za okno.
Co więcej, Kraków ma także, między innymi, sforsować armia krwiożerczych myszy (koty, rzecz jasna, w akcie solidarności z kocią mumią nawet na gryzonie nie spojrzą).

– A potem piękne miasto nad Wisłą przykryją nenufary – Natalia wzniosła oczy ku niebu, po czym chlapnęła sobie łyk „mocnej” herbatki.
– Odkręcone „Nenufary” oznaczały, że mumia nie żartuje, że jak się nie zabiorę do roboty, to mi niejedno w życiu poprzestawia – profesor nieświadomie odpowiedział mamusi. – To miał być pierwszy jej znak na jawie. Powiedziała: „Panie Rybka, obudzisz się i wtedy zobaczysz, co potrafię zrobić z twoim obrazem”.
I rzeczywiście, kiedy profesor wstał z łóżka, jego Monet (to znaczy tania reprodukcja Moneta) wisiał na ścianie do góry nogami.
– No nie… ja co chwilę widzę coś do góry nogami, ale to nie powód, żeby histeryzować – zauważyła ze stoickim spokojem Natalia. – A Klotylda? Czasem widzi nawet podwójnie.

Po wyjściu Rybki zabrałam się do pracy. W internecie nie znalazłam jednak nic o kradzieży mumii egipskiego kota. Zaczęłam się więc zastanawiać nad tym, po co właściwie komuś taka mumia? Nic mądrego nie przychodziło mi do głowy. Rano wybrałam się do muzeum. W dziale z wykopaliskami natknęłam się w końcu na coś, pod czym widniała tabliczka wyjaśniająca, że mamy do czynienia z mumią kota z Egiptu. Ale kotek zrobił na mnie mało przekonujące wrażenie. Był jakiś taki… nieswój, w dodatku ustawiono go w najciemniejszym kącie sali, w skandalicznie brudnej gablocie.

Była sobota, na rozmowę z kimś z dyrekcji nie mogłam liczyć. Moją uwagę przykuła jednak jedna z pań pilnujących ekspozycji. Wyglądała sympatycznie, trochę przypominała mi moją zwariowaną ciocię Tosię z Ziemi Lubuskiej, do której jako dziecko jeździłam na wakacje. Ciocia słynęła z miłości do starych pogańskich zwyczajów, na przykład tańców nago o świcie, modłów do drzewa i odczyniania uroków. I – podobnie – jak pani z muzeum – miała płowe włosy do ramion, jakby żywcem wyjęto ją ze „Starej Baśni”. Miała też dziurkę w brodzie. Identyczną jak jasnowłosa z działu wykopalisk. Odniosłam jednak wrażenie, że pani à la ciocia Tosia ma mi za złe, iż tak długo kręcę się wokół jednej gablotki ze zmumifikowanym kociakiem.

Wracałam do domu w strugach deszczu. Lało już równo dobę. W telewizji powiedzieli, że jak nie przestanie, to Kraków stanie się miastem podwodnym. W niedzielę w mieszkaniu profesora pojawiła się myszka. Zjadła mu śniadanie.
– To z całą pewnością forpoczta wielkiej armii – powiedział mi do słuchawki zdruzgotany Rybka.
Nie wiedziałam, co robić.
– Mamo, czy ty umiesz rozmawiać z duchami? – zagadnęłam w końcu Natalię.
Popatrzyła się na mnie, jak bym ją zapytała, czy umie mówić.
– Ale chodzi mi o duchy kotów – doprecyzowałam.
– Kiedyś próbowałam rozmawiać z pewnym szympansem. Prosiła mnie o to jego żona, bo zmarł w tajemniczych okolicznościach i nie zostawił po sobie testamentu – mamusia ewidentnie była już na rauszu. – No dobrze, żarty na bok. Zobaczę, co da się zrobić. Dwie godziny później Natalia oświadczyła mi, że niczego nie dowiem się w dyrekcji muzeum. – Oni o niczym nie mają pojęcia – zapewniła. Ale Rybka miał rację. Mumię wykradziono.

– Długo tak konwersowałaś sobie z niebiańską emanacją mruczka z piramidy? – zapytała Klotylda, która wpadła do mnie, by pożyczyć odrobinę gotówki na drobne wydatki.
– Nie, w przeciwieństwie do profesora Rybki nie potrafię ani miauczeć, ani tłumaczyć z miauczenia na nasze. Ale poznałam mumię kochanki faraona. Jedną nogą mieszka w niebiesiech, a drugą w muzeum. W tym samym, w którym do niedawna mieszkał sobie kotek – wyjaśniła Natalia.
Od nałożnicy egipskiego władcy mamusia dowiedziała się, że faktycznie trzy tygodnie temu ktoś wparował w nocy do muzeum i w miejsce oryginalnej mumii kota podłożył jej kopię.
– Mumia-kochanka, że tak powiem, widziała to na własne oczy – zachichotał duch mojej matki. – Widziała, jak kotka wyniósł jakiś oprych w czapce z daszkiem. Co więcej, wie nawet, kto mu w tym pomagał. Po chwili wiedziałam już, że faceta w czapce wspierała czynnie płowowłosa pracownica o wyglądzie cioci Tosi.

Po zmierzchu przespacerowałam się pod muzeum. Czekałam, aż niecna pracownica wyjdzie z pracy. Nie przebierałam w słowach. Zagroziłam, że jeśli szybko nie powie mi, kim jest sprawca kradzieży i gdzie jest mumia, będzie miała nie lada kłopoty. Pani, która nie miała na imię Tosia, tylko Tereska, najpierw rozpłakała się, po czym… poprosiła mnie o pomoc. Okazało się, że już ma kłopoty. Jak również byłego małżonka Zenona, który niedawno wyszedł z więzienia (siedział za włam do sklepu z używaną odzieżą). Po czym – pod groźbą podpalenia muzeum – zmusił Tereskę do współuczestnictwa w kradzieży zabytku egipskiej kultury.
– Ale do czego mu była potrzebna mumia kota? – pytałam.

Zenonowi, jak się okazało, do niczego. Ale były mąż Tereski miał kolegę w celi. Młodego maklera, ksywa Procent, który zrobił w lolo mniej więcej 130 naiwnych klientów giełdy papierów wartościowych. Sprzedawał im akcje firm, których nie było. To robił profesjonalnie. A amatorsko fascynował się rapem i hip-hopem oraz wierzeniami starożytnych Egipcjan. W szczególności przypadła mu do gustu Bastet, w mitologii egipskiej bogini płodności. Przedstawiana jako kot lub kobieta z głową kota. W każdym razie z boginią w Egipcie związane były koty. Ich mumie też.

– Procent wbił sobie w głowę, że jak będzie miał mumię kota pod swoim dachem, to będzie miał i boginię – ciągnęła Tereska.
– Później wydedukował, że będzie miał również złoty interes.
Makler o lepkich rękach wpadł bowiem na kolejny pomysł, jak wystrychnąć na dudka naiwniaków. Tym razem zamiast lukratywnych transakcji na giełdzie obiecywał im… dużo dzieci.

– Procent zareklamował się jako egiptolog-cudotwórca, który znalazł sposób na to, by wypraszać łaski u bogini Bastet – pokiwała głową Tereska. – Dotkniesz mumii, a rodzina wielodzietna gwarantowana, promował swoje usługi oszust.

W ten sposób dochodzimy do momentu, kiedy wykradziona, bezczelnie macana przez łatwowiernych klientów Procenta, nękana rapem i hip-hopem mumia kota w akcie rozpaczy postanowiła pokazać się we śnie profesorowi Rybce. Dlaczego akurat Rybce? To zapewne pozostanie jej egipską tajemnicą.

Namówiłam Tereskę na złożenie wyjaśnień na policji. Doceniono jej współpracę. Dostała wyrok w zawieszeniu. Za to jej były mąż, podobnie jak niejaki Procent, wrócił za kratki. Policjantom udało się ustalić adres willi, w której uwięziono egipskiego kotka. Mumia z półki obok radia wróciła do muzeum.

W Krakowie przestało padać. Nie zalała również miasta armia krwiożerczych gryzoni. Jedynie myszka z mieszkania Rybki za żadne skarby nie chciała się z niego wynieść. Ostatecznie zaprzyjaźniła się z profesorem. Dziś stara się podjadać mu śniadania bardziej dyskretnie. I tylko „Nenufary” Moneta ciągle jakoś wiszą odwrotnie.


Ewa Aleksandra Mleczko, Sonia Jelska

Źródło: Wróżka nr 5/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020