Podróżofobia

Wakacyjne podróże bywają koszmarem i kompromisem pomiędzy paranoicznym lękiem, finansową ruiną i zdrowym rozsądkiem.

PodróżofobiaOd niedawna w stolicy organizuje się warsztaty „Pokochaj latanie”. Z założenia dwudniowy kurs ma skrócić czas podróży tym, którzy dostają ataku paniki na samą myśl o wejściu na pokład samolotu.

Koszmary kursantów będą egzorcyzmować pilot, stewardessa, mechanik i psycholog. Racjonalnie wytłumaczą, że nie wymyślono jeszcze bezpieczniejszego środka transportu niż samolot. I użyją w tym celu powszechnie znanych statystyk i efektownych porównań.

Dowiemy się, że prawdopodobieństwo katastrofy wynosi 1 do 12 milionów, czyli zdecydowanie mniej niż porażenia piorunem (1 do 2 milionów) i tylko ciut więcej niż trafienia szóstki w totku. Ale człowiek jest tak dziwnie skonstruowany, że czasami nie wystarczą mu niezaprzeczalne fakty. Potrzebuje autorytetu, aby uwierzyć. I zaoszczędzić: nie tylko czas i pieniądze, bo aerodromofobia, czyli strach przed lataniem, to przypadłość kosztowna.

Latanie jest nie tylko kilkusetkrotnie bardziej bezpieczne niż jazda samochodem, ale też coraz tańsze. Często okazuje się, że za lot do Wiednia czy Paryża zapłacimy mniej niż za benzynę. Zresztą ta dysproporcja się powiększa, bo loty tanieją, a paliwo drożeje. Nasza kieszeń odczuwa to szczególnie mocno, jeśli podróżujemy samotnie lub we dwójkę.
W dodatku kosztowna jazda może okazać się podróżą w czasie, ale nie w przestrzeni.

reklama

Jeśli mamy pecha, trafimy na nieprzewidziane trudności, jak na przykład kierowcy jadący z Warszawy do Góry Kalwarii. Określenie „jadący” w tym przypadku zakrawa na kpinę. Bo przez niefrasobliwość miejskich urzędników (którzy – jak się właśnie okazało – nie zaprojektowali na czas niespełna dwustumetrowego odcinka jezdni) kierowcy stoją codziennie w długim korku, a jeden pas ruchu kończy się w krzakach. I to dosłownie! A w takim korku spalamy drogocenną benzynę, że hej... Stanie w korku, jak bowiem udowodnili psychologowie, jest wysoce stresujące.

Kierowca, który utknął za sznurem samochodów, jest kilkunastokrotnie bardziej narażony na udar czy zawał serca niż na przykład rowerzysta lub paralotniarz. Codzienne stresujące wydarzenia powodują, że statystycy pracujący dla zakładów ubezpieczeniowych szacują ryzyko zawału jak jeden do dwóch. A na pomoc lekarzy nie zawsze można liczyć.

Przekonali się o tym mieszkańcy Ozorkowa w woj. łódzkim. Od marca, kiedy to w ramach coraz powszechniejszych oszczędności odebrano im nocną i świąteczną pomoc medyczną, muszą jeździć do odległego o 15 km Zgierza. Po licznych protestach ozorkowian władze uległy i przywróciły doraźną pomoc weekendową. Ale tylko raz na dwa tygodnie. Autorowi pomysłu, który wymyślił doraźną pomoc co drugi tydzień, dedykuję pracę z pogranicza psychologii zatytułowaną „Wpływ wentylacji przez jedną dziurkę od nosa na świadomość”. Elaborat trojga amerykańskich uczonych w 1995 roku został nagrodzony Anty-Noblem, nagrodą przyznawaną co roku badaczom za najbardziej absurdalne badania naukowe.

Może warto by zacząć przyznawać takie antynagrody za wybitny wkład w utrudnianie życia codziennego. Największą liczbę nominacji zdobyliby zapewne nasi drogowcy. Wie o tym każdy, kto choć raz wsiadł za kółko i próbował połapać się w często wzajemnie się wykluczających, chaotycznie stawianych znakach. Im więcej czasu spędzam za kierownicą, tym bardziej przekonuję się, że już pora pokonać lęk przed lataniem. Zanim jednak wsiądę do samolotu, pójdę zagrać w totolotka. Warto jeszcze raz sprawdzić, jak niewielkie szanse mamy w życiu na wielką wygraną i wielką katastrofę.


Roman Kulik
fot. Shutterstock.com

Źródło: Wróżka nr 6/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020