Paulina Holtz i podświadomość

Aktorka ma sposób na problemy, które wydają się nie do rozwiązania. Przestaje o nich myśleć.

Paulina Holtz i podświadomość* Ma pani własne miejsce mocy? Magiczne?

Tak. To Dolina Pańszczyca w Tatrach. To nie jest przytulne miejsce, a jednak kojarzy mi się z bezpieczeństwem. Zobaczyłam ją po raz pierwszy wiele lat temu, podczas moich wędrówek po górach, z tatą. Surowa przestrzeń, usiana kamieniami. Jako dziecko wyobrażałam sobie, że stłukł się wielki, podniebny klosz i wszystkie kamienie spadły z hukiem. Wspomnienie o tym miejscu daje mi siłę.

* Zdarzały się w pani życiu rzeczy dziwne, niewytłumaczalne?

Było kilka takich sytuacji, kiedy miałam gęsią skórkę. I choć najpierw staram się znaleźć racjonalne rozwiązanie, są historie, których do końca nie umiem tak wyjaśnić. Pewnego wieczoru, kiedy nasza córka, Tosia, miała niecałe dwa lata i spała jeszcze w naszej sypialni, podeszłam do niej do łóżeczka, bo chciałam jej dać butelkę z piciem. Ale okazało się, że ona butelkę już ma.

Pamiętaliśmy z mężem dobrze: żadne z nas jej nie podawało. Zaskoczona, spytałam: „Kto ci dał butelkę?”. A wtedy ona powiedziała: „Pani”. Na kolejne pytanie: „Gdzie jest ta pani?”, Tosia odpowiedziała: „Tam”. I wskazała kąt pokoju. Nie muszę mówić, że dreszcz przebiegł mi po plecach i pozapalałam światła w całym mieszkaniu.  Potem było jeszcze kilka incydentów z jakimś panem lub panią, których widziała i którzy rzekomo byli tuż obok.

reklama

Do dziś nie wiemy, czy to była tylko dziecięca fantazja, czy ona rzeczywiście kogoś widziała. Mówi się, że dzieci widzą Anioły, że pamiętają poprzednie wcielenia. Coś w tym jest, że ich świat jest inny, od naszego, dorosłego. Co my zresztą możemy wiedzieć na pewno o istotach, które być może są obok nas?

Nasze mieszkanie jest w starej, przedwojennej kamienicy. W czasie wojny spadła tu bomba. Był ogromny lej ciągnący się przez kilka pięter. Kto wie, co się tu jeszcze zdarzyło? Jakie energie się tu unoszą? Jedno jest pewne: wiele przyszłych zdarzeń zapowiada jakaś dziwna aura w powietrzu. Niekiedy udaje się ją odczuć. Miałam taką przygodę na lotnisku w Paryżu.

* Przygodę z przeczuciami?

Wracałyśmy z przyjaciółką z Prowansji. Obie nie lubimy latać, ale nie wpadamy w panikę. Wtedy jednak czułyśmy w powietrzu coś dziwnego, niepokojącego. Wsiadłyśmy do samolotu na miękkich nogach. Od razu, po wejściu na pokład, zamówiłyśmy wino, a potem, blade ze strachu, doleciałyśmy do Warszawy. Szczęśliwie. Ale dzień później, na tym samym lotnisku rozbił się Concorde.

* Myśli pani, że wrażliwość jest jak radar, który może przewidywać niebezpieczeństwo?

W pewnych okolicznościach tak może być. Można to nazwać darem, albo intuicją. Z pewnością istnieją ludzie, którzy umieją z takiego daru właściwie korzystać.

Źródło: Wróżka nr 6/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020