W pogoni za trawą i seksem

Nie tylko ludzie kochają podróże. Ssaki, ptaki, ryby, owady, gady, a nawet gąbki nie mogą bez nich żyć.

W pogoni za trawą i seksem Czy w dzień, czy w nocy na całej kuli ziemskiej trwa ruch jak na Marszałkowskiej. W powietrzu unoszą się maleńkie pajączki, okazałe owady i stada ptaków. Jedne lecą wytrwale do z góry wybranego celu. Inne szybują w przestworzach na niciach babiego lata. Jeszcze inne podróżują stopem na odnóżach motyli, piórach albatrosów, ale też na karkach antylop gnu, pędzących przez równiny Serengeti. W morzach i oceanach również trwa nieustanna migracja. Utartymi szlakami wędrują wielkie humbaki i zwinne foki.

Ławice łososi gnają od jednej do drugiej planktonowej uczty. A chwilę później same padają łupem drapieżników, które na spotkanie z nimi płyną tysiące mil. A dokąd i po co to wszystko tak gna? Aby przenieść się z terenów ubogich w pożywienie w rejony „mlekiem i miodem” płynące. Kto zdąży, ten przeżyje i zostawi po sobie więcej potomków. A w świecie zwierząt to sukces na miarę wygranej w „Milionerach”. Bez wiz, paszportów i bagaży kwitnie globalna turystyka.

Autostrada głodu
Od wieków w królestwie zwierząt modne są te same kierunki: z północy na południe i z powrotem. Wielomilionowe stada antylop gnu też pokonują drogę życia, jednak zamiast po prostej, biegną po okręgu.

Od co najmniej miliona lat zgodnie z ruchem wskazówek zegara zataczają gigantyczne koło na równinach Serengeti. Kiedy patrzy się na ich stada z lotu ptaka, niemal nie widać trawy, która jest treścią ich wędrówki. Czarny Ląd naprawdę staje się czarny – od koloru ich grzbietów.

reklama

Autostrada głoduWłaśnie dlatego gnu oraz towarzyszące im zebry, gazele i najczujniejsze z antylop – elandy – muszą cały czas przeć przed siebie. W obliczu takiej armii głodomorów pastwiska na Serengeti kończą się równie szybko, jak się pojawiają, przy okazji wyznaczając rytm życia także tutejszych drapieżników: lwów, lampartów oraz krokodyli na rzece Mara.

Dla gnu sforsowanie rwącego nurtu tej rzeki jest prawdziwym egzaminem z życia. Setki tysięcy tych zwierząt na przełomie lipca i sierpnia skaczą na łeb na szyję z urwistych brzegów w spienioną burą wodę. Giną tysiącami. Albo topią się u podnóża błotnistych ścian, na które nie potrafią się wdrapać, albo trafiają prosto w paszcze wygłodniałych krokodyli. Gnu nie są głupie. Dobrze wiedzą, co im grozi. Dlatego starsze osobniki prowadzą stada do miejsc, gdzie rok wcześniej udało im się przeprawić bez szwanku.

Niestety, koryto rzeki nieustannie się zmienia. Ta przeprawa, zdaniem biologów, jest rodzajem sita, przez które matka natura odsiewa zwierzęta słabsze, wyczerpane lub takie, które doznały poważnych urazów. I nawet gdyby udało im się wydobyć z grząskiego błota, nie przeżyłyby trudów dalszej pogoni za trawą i seksem (gnu gody odbywają tylko w jednym miejscu równiny Serengeti). Za życiem.

Wielkie serce do podróżyWielkie serce do podróży
Z ziemi klucz przelatujących gęsi wydaje się jednym z najbardziej poetyckich obrazów. Ale to tylko pozory. W istocie nad naszymi głowami przelatuje stado mięśniaków, przy których Pudzian to pikuś (pardon – Pan Pikuś). „Podczas migracji zwierzęta są jak maratończycy na olimpiadzie”, uważa amerykański biolog, dr Scott McWilliams z University of Rhode Island. Badacz chyba jednak nie docenia ptaków, które przed wędrówką przygotowują swoje organizmy jeszcze bardziej ekstremalnie niż sportowcy.

W ciągu kilku tygodni mięśnie piersiowe, odpowiedzialne za pracę skrzydeł, rosną o 30-50 procent i tuż przed odlotem stanowią 20 procent masy ciała ptaków. To bardzo dużo, zważywszy, że połowa ich wagi to tłuszcz zmagazynowany na długą, wyczerpującą wędrówkę, podczas której najczęściej będą pościć.

Nie mając widoków na „wielkie żarcie” po drodze, najadają się na zapas. A już utuczone, redukują swój przewód pokarmowy, w zamian wzmacniając układ krwionośny – rośnie mięsień sercowy, który będzie musiał pracować za dwóch, a krew gęstnieje od czerwonych ciałek. Dzięki temu ptaki, które podróżują wysoko nad ziemią, mogą swobodnie oddychać rozrzedzonym powietrzem.

Równie sumiennie przygotowują się słodkowodne węgorze do wędrówki na lęgowiska na Morzu Sargassowym (zarośnięta wodorostami i trawą morską część Atlantyku, leżąca pomiędzy wyspami Bahama, Bermudami a Azorami). Żegluga z prądem, który płynie głęboko pod Golfstromem (za to w odwrotnym kierunku), zmusza te ryby do poważnej redukcji przewodu pokarmowego, z zarośnięciem odbytu włącznie. Ale czego się nie robi dla dobra dzieci?

Zakodowane przez naturę przekonanie, że najlepiej będzie im tam, gdzie kiedyś rodzice zdrowo przyszli na świat, jest silniejsze niż zdrowy rozsądek. Pogląd ten podzielają łososie, które pokonują tę samą drogę co węgorze, tyle że w przeciwnym kierunku (z Atlantyku do źródeł rzek), a nawet ropuchy. Te, chcąc złożyć skrzek, nigdy nie zadowalają się pierwszym lepszym rozlewiskiem, ale wracają do „rodzinnego” bagna.

Gdzie jest mój dom?Gdzie jest mój dom?
Ropucha szara jest duża i ciężka. Nie skacze, tylko mozolnie kroczy, dziennie pokonując nie więcej niż 600 metrów. Jej powrót na „stare śmieci”, choć długością nie może równać się z pielgrzymką węgorza, jest okupiony „nadropuszym” wysiłkiem.

W dodatku na miejscu może ją czekać nieprzyjemna niespodzianka. Bywa bowiem, że mokradło znika. Pół biedy, jeśli wskutek sezonowej suszy, bo wtedy płaz zagrzebuje się w czymś, co kiedyś było mułem, i czeka na najbliższy deszcz. Gorzej, gdy jest to sprawka człowieka. Wtedy miejsce narodzin zmienia się w miejsce kaźni.

Niemiecki badacz zachowań zwierząt, Vitus B. Dröscher, opisuje jeden z takich przypadków w książce „Wędrówki zwierząt”. Kilkanaście lat temu w Niemczech przez środek jednego z rozlewisk przeprowadzono autostradę. Zdezorientowane płazy, rozpaczliwie szukając swojego błocka, wpełzały na drogę. I choć masowo ginęły pod kołami samochodów, nie zamierzały zejść z nasypu i przenieść się do równie przyjemnego bagna, położonego kilkadziesiąt metrów dalej.

Mając w pamięci, że muszą złożyć skrzek tam, gdzie się urodziły, nie widziały innego błota poza tym, którego już nie było. Do tej pory biologom nie udało się rozwikłać zagadki, jakim cudem ropuchom udało się odnaleźć położenie „rodzinnego bagna”, w dodatku w środowisku gruntownie odmienionym przez człowieka.

Źródło: Wróżka nr 7/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020