Kiełków do ust nie wezmę!!!

Kiełków do ust nie wezmę!!!Marta do Basi
Ale się porobiło! Pomyśleć, że zjadłam tony  ogórków i kiełków, a jeszcze żyję! Skoro jedyna kaloria w zupie akurat mnie idzie w biodra, to prawdziwy cud boski, że bakterie jakoś mnie nie zaatakowały. Teraz mówią, że trzeba wiedzieć, co kupować i gdzie. A niby skąd? Przecież ekologicznie miało być zdrowo. A tu się okazuje, że te kiełki produkuje się jak nieszczęsne jaja w halach, podgrzewanych lampami.

Tylko podlewa nie azotem, a prawdziwą gnojówką. I to dla sąsiadów zza Odry jest organiczne. Nie wiem, jak to jest u nas, ale kiełków, póki co, do ust nie wezmę. Jajka od dawna kupuję tylko „zerówki”. Na szczęście coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że „trójki” wydusza się z biednych kur, które siedzą bez ruchu, stłoczone w klatkach.

Wcześniej kupowałam na bazarku najładniejsze marchewki. Teraz wybieram najbrzydsze albo jadę do sklepu „Eko”. Wiesz, przy tej pizzerii na rogu. Tam marchew nie jest taka dorodna. Raczej brzydka i dwa razy droższa. A ludzie i tak kupują. To i ja nie będę sobie żałować. Od dziś zaczynam jeszcze dokładniej kontrolować, co jem. Nie tylko kalorie. I wezmę pod lupę wszystko, co mi położą na talerz.

Basia do Marty
Marta, daj spokój. To przecież niemożliwe, żeby wszystko kontrolować. Też jestem za tym, żeby zdrowo jeść. Ale żyjemy w takich czasach, że przed pestycydami się nie obronimy. Kiedyś czytałam wywiad z jednym z największych specjalistów od jedzenia. I wiesz, co powiedział? Że trzeba jeść wszystkiego po trochu. I nawet jak się na pomidorze trafi odrobina chemii, a my ją zjemy, to się nie otrujemy.

Chyba że pożremy siatkę tych pomidorów. I dał przykład: na weselu tylko kilkoro gości zatruło się tortem, a jedli wszyscy. Dlaczego? Bo ci, co się zatruli, wrąbali kilka kawałków. A reszta zjadła po jednym. I wątroba sobie poradziła. Tak samo jest z tymi warzywami. Jaką masz pewność, że te „brzydkie” marchewki nie są posypywane chemią po to, żeby były brzydkie? Kiedyś jeden facet kupował jaja w supermarkecie, zanurzał je w kurzych kupach, przyklejał trochę siana i sprzedawał jako ekologiczne. Sam przebierał się za małorolnego. Może sobie nawet wąsy przyklejał. Kto wie…

reklama

Marta do Basi
Coś ty! Kto by tak robił? Przecież to jedzenie ma certyfikat! Sama widziałam. Myślisz, że ktoś mógłby tutaj oszukiwać? Teoria spiskowa! Może ma rację ten specjalista, żeby jeść wszystkiego po trochu. Ale i tak będę pytać w restauracjach, skąd biorą to, co mi ląduje na talerzu. Tylko czy oni powiedzą mi prawdę? Albo zacznę się żywić wyłącznie w tych ze znakiem slow food lub tych, poczekaj… jak one się nazywają? Wiem! „Przystanek zdrowia”!

Basia do Marty
Możesz się żywić, ale żebyś nie skończyła jak Mirka. Pamiętasz ją? Ta rudawa, z takim końskim ogonem. Zaczęło się od niewinnego odchudzania, ale potem już nie wystarczała jej kontrola kalorii. W sklepie, zanim coś kupiła, godzinami czytała etykiety, warzywa kupowała na bazarku tylko od jednego chłopa, a gdy przez jakiś czas nie przyjeżdżał, nie zjadła nawet jabłka. Do restauracji też nie zaglądała, bo „nie wiadomo, co do garnka wkładają”.

Jadła tylko w domu. I chodziła z plastikowym pojemniczkiem, w którym miała kawałek chudego indyka z plastrami grillowanej cukinii. Tej była pewna: hodowała ją na działce jej teściowa. Mirka mówiła zachwycona, że teściowa nie podlewa jej żadnym obornikiem, „tylko zwykłą wodą”. I ta obsesja na punkcie zdrowego jedzenia skończyła się wizytą u psychiatry. Teraz się leczy. Stwierdzili u niej ortoreksję.

Marta do Basi
No wiesz? Chyba przesadzasz? Ja i ortoreksja? Przecież ja kocham życie! Jestem sybarytką, a nie jakąś zasuszoną dogmatyczką, co to tego nie tknie, na tamto wybrzydza. Chcę tylko powiedzieć, że trzeba uważać bardziej niż do tej pory. I tobie też to radzę. A najgorsza jest chemia. Zastanawiam się, czy nie posyłać Maćka co sobotę do gospodarstwa ekologicznego po warzywa i owoce na cały tydzień? Jak myślisz? A może razem z Jackiem by jeździli? My w tym czasie mogłybyśmy skoczyć sobie na manicure albo na masaż. À propos: mówiłam ci już, że kupiłam świetny olejek na bazie ryżu? Ekologiczny. Dam ci wypróbować. Musimy się, kochana, bronić przed tą chemią.

Basia do Marty
Nie wiem. Nie byłabym taka pewna. Ostatnio wyczytałam w jakiejś gazecie, że nie wiadomo, co pierwsze mogłoby nas zabić: biologia czy chemia. Zanim zaczęto wszystko posypywać, bakterie, grzyby i pasożyty też nas zabijały. Teraz chemia je wykończyła, ale i na nas się mści. Każda radykalna droga jest zła. Czyli zostaje złoty środek. Olejek chętnie wypróbuję. Ale miałaś mi powiedzieć, gdzie kupiłaś ten nabłyszczacz do nóg i dekoltu?

Marta do Basi
Nabłyszczacz kupię ci w prezencie na urodziny. To przecież już za tydzień! Tylko pamiętaj, żebyś nie robiła tych skrzydełek w miodzie i orzechach. Są pyszne, ale zbyt się namęczyłam na tej „małej czarnej”, żeby zaraz odzyskać te kilogramy. Ty zresztą też schudłaś. Może wyprawimy ekologiczne urodziny. Co ty na to? A z tą biologią, to słuszna uwaga. Już zapomnieliśmy o tych zmorach pasożytów i bakterii, jakie gnębiły dawniej ludzi. Pamiętasz, co mówiła prababcia Helenka? Że niedługo nie będzie czego zbierać, bo wszystkie czereśnie jak nie szpaki, to robaki zjedzą. Jeszcze wtedy niczego nie pryskali.

Basia do Marty
Pamiętam, pamiętam. Zawsze sobie to przypominam, jak jestem na bazarku. Dobrze, mogę zrobić lekkie, sałatkowe urodziny. Ale nie zmusisz mnie, żebym pędziła po natkę i fasolkę szparagową do jakiegoś gospodarstwa ekologicznego kilkadziesiąt kilometrów od domu. Kupię w swoim zieleniaku, u pani Stefy. Całe lata tam wszystko biorę.

Jeszcze się nie strułam. Ale jak sałata jedzie z Francji, pomidory z Hiszpanii, a ziemniaki z Cypru, to ich nie ruszam. Wtedy kupuję polskie mrożonki. À propos diet, to ci powiem, że znalazłam w internecie taką specjalną dla czterdziestolatek. Nie tylko się chudnie, ale skóra robi się bardziej sprężysta, gładka. Jej wielką fanką jest Jennifer Aniston. A zobacz, jak ona wygląda! Chyba się na nią skuszę, bo przecież lada moment jedziemy do Bułgarii. Jak ja się rozbiorę na plaży? I jeszcze mi się pajączki na lewej nodze zrobiły. Na prawej zresztą też.

Marta do Basi
Na pajączki najlepszy laser. Ale to dopiero na jesieni. Teraz weź je sobie zamaskuj korektorem. A potem przypudruj. Nic nie będzie widać. A jaka jest ta dieta Aniston?

Basia do Marty
Trwa 10 dni. Przez pierwsze siedem jemy tylko kaszę z olejem lnianym i duszonymi warzywami, a przez ostatnie trzy – tylko ryby. Grillowane, pieczone. Raczej nie smażone. Chudnie się szybko, bo dieta ma dużo błonnika. I same zdrowe składniki. Wypróbujemy?

Marta do Basi
Jasne, tylko muszę znaleźć miejsce, gdzie kupię dobre ryby. Żebyś przypadkiem nie brała pangi. Oni ją wyławiają w zatokach pełnych śmieci. Ta ryba to biologiczna i chemiczna bomba. Może kupimy suma? Nie tak tłusty jak łosoś, a równie pyszny. Kumpel Maćka ma stawy hodowlane.

Basia do Marty
A ty jesteś pewna, że ten kumpel nic nie rozpuszcza w tych stawach?

Marta do Basi
O Boże. Nie!


Agnieszka Gruss

Źródło: Wróżka nr 8/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020