Ratujmy modraszki

Pewnego dnia ludzie zamienili się w motyle. Dla ginącego modraszka i dla swojego miasta. A potem na niebieskich skrzydłach unieśli się nad ziemię.

Ratujmy modraszkiZanim jeszcze zapadł zmierzch, motyl Piotr, na co dzień Piotr Pawlus, zaszył się w śpiworze i ułożył wygodnie na trawie. Zamknął oczy i pomyślał o wszystkich dalekich światach, które dotąd zobaczył. A jako podróżnik-himalaista widział ich wiele. I umie patrzeć. W końcu jest operatorem filmowym. A teraz, gdy rozejrzał się wokół, wsłuchał w śpiew ptaków, brzęczenie much i komarów, zrozumiał, że takiego miejsca jak to jeszcze nie widział.

Modraszki z Zakrzówka

Zakrzówek, zielona, dzika przestrzeń z zalanym lazurową wodą dawnym kamienio-łomem, ulokowana prawie w centrum Krakowa, to coś wyjątkowego. Taka „mała Chorwacja” pod Wawelem. Może ją wkrótce zniszczyć wielka droga i zbudowane przy niej osiedle. Tak zaplanowali sobie miejscowi urzędnicy i zachodni deweloper. Ten co prawda obiecał, że oprócz domów stworzy na Zakrzówku park rekreacyjny. Ale miły, oswojony.

Zupełnie inny niż to miejsce – dzikie, nieprzewidywalne, modraszkowe. Piotr wiele razy wspinał się na sąsiadujące z kamieniołomem skały. Bywało, że kąpał się w lazurowej wodzie. W... zimie. Ale dopiero późną wiosną tego roku dowiedział się, że Zakrzówek to enklawa ponad 100 chronionych, często zagrożonych gatunków roślin i zwierząt. W tym modraszków – motyli wpisanych do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt, którym grozi wyginięcie.

reklama

Wyjść z kokonu biernościWyjść z kokonu bierności

Modraszkom nie ułatwia życia fakt, że są bardzo wybredne. Lubią podmokłe łąki, usłane barankami Maryi Panny, nazywanymi w książkach krwiościągiem lekarskim. Tylko w jego czerwonych kwiatkach przez kilka letnich tygodni łaskawie godzą się żerować larwy niebieskich motyli. A potem, już jako gąsienice, tuż przed nastaniem zimy wkradają się do mrowiska mrówek wścieklic.

Mrówki nie mają pojęcia, że karmią obce plemię, że zamiast zajmować się własnymi dziećmi, dogadzają intruzom. Dopiero następnego lata, w miejscach tak wyjątkowych jak krakowski Zakrzówek, modraszaki zamieniają kokony na skrzydła.

– W przeciwieństwie do owadów, my, ludzie, nie potrafimy zrzucić swoich kokonów – zauważa motyl Monika, na co dzień Monika Drożyńska, artystka i projektantka. – Kokonów bierności i przyzwolenia na to, by nie tylko motylom, ale także nam zabierano publiczną przestrzeń, dzięki której czujemy się szczęśliwi. A przecież miasto to nie tylko bloki i drogi. To także miejsca, dzięki którym możemy poczuć się wolni i radośni. Właśnie jak motyle.

Monice udało się już kiedyś, dzięki artystycznemu, autorskiemu pomysłowi, pomóc w uratowaniu osiedlowego domu kultury. Teraz dzięki niej, jak też Piotrowi i kilkudziesięciu innym zapaleńcom, krakowianie zrzucili powłokę bierności. Szturmem pofrunęli latem na Zakrzówek, by najpierw go posprzątać, a potem bronić przed tak zwanymi inwestycjami. Bo zagrażają one nie tylko owadom, ale również, pośrednio, istotom bez skrzydeł.

Wszystko zaczęło się jeszcze w maju, na Facebooku. Wtedy wśród grupy krakowskich przyjaciół zaczął krążyć artykuł zatytułowany „Droga przez środek Zakrzówka”. A pod nim komentarz: „Nie!”, autorstwa krakowskiej performerki Cecylii Malik, która niedawno zasłynęła tym, że wdrapała się w ciągu roku na 365 drzew. A teraz, zaledwie w parę dni, założyła ze znajomymi nieformalny „Modraszek Kolektyw”. Grupa ta miała wesprzeć ekologiczne stowarzyszenie „Zielony Zakrzówek”, od lat walczące o to, by „małą Chorwację” w Krakowie zachować w jej dzi-kim, nienaruszonym pięknie. Symbolem nowej akcji został motyl. – Dlatego że jest nadobny, nie można się nim nie zachwycić – wyjaśniają ludzie-modraszki. Zapewniają jednak, że nie tylko o motyla chodzi.

– Oczywiście, nie możemy przejść obojętnie nad tym, że inwestycje mogą zagrozić subtelnemu ekosystemowi Zakrzówka. Ale równie ważne jest prawo obywateli do zachowania wpływu na to, co ich otacza – wyjaśnia motyl Monika. Jeszcze w czerwcu do modraszkowego kolektywu przyłączyło się kilka tysięcy osób. Nie tylko artystów. Także naukowców, społeczników, cyklistów, wspinaczy, studentów, uczniów, a nawet przedszkolaków. I wielu zakochanych, których uczucia modraszkowa akcja jeszcze wzmocniła. Świadczą o tym liczne całujące się motyle pary na krakowskich Plantach i Błoniach. Co wcale nie wzbudza niesmaku wśród krakowskich emerytów czy przedstawicieli szacownych instytucji. Pewnie dlatego, że wszyscy oni, z własnej woli, zrzucili stare przyzwyczajenia, stereotypy i kokony. I założyli niebieskie skrzydła.

Niebo sprzyja niebieskimNiebo sprzyja niebieskim

– Bo my jesteśmy bardzo niebiescy, niebo zatem na pewno nam sprzyja – śmieje się motyl Karolina, na co dzień Karolina Kłos, graficzka, a w ramach „Modraszek Kolektyw” poetka i autorka haseł. Takich jak: „I Ty zostań motylem, pomaluj skrzydła niebieskim akrylem”. I krakowianie pomalowali. Wczesnym latem w mieście zrobiło się niebiesko od skrzydeł. Ludzie-motyle pojawiali się i wciąż pojawiają.

W kawiarniach i urzędach, w bibliotekach i na uczelniach. Budzą zdumienie, a częściej zachwyt.Na widok błękitnych zapaleńców turyści też włączają się do akcji ratowania miejsca, o którym dotąd nie mieli pojęcia. – Zakrzówka nie ma na krakowskich pocztówkach.

Nie należy do kolekcji znanych, ładnie opakowanych „produktów”, jak Rynek, czy Wawel – wyjaśnia motyl Mateusz, na co dzień fotograf Mateusz Torbus. Przypiął skrzydła, bo uznał, że protestować trzeba. Skutecznie i inaczej niż zwykle. Nie paląc opon przed urzędami (a tańcząc przed nimi), nie przykuwając się łańcuchami do słupów, nie grożąc strajkiem ani głodówką. Tylko, na przykład, pląsając lub wspinając się w motylich barwach na skałki, jeżdżąc ze skrzydłami na rowerach.

Uskrzydlone miasto Uskrzydlone miasto

Modraszki przysiadły na chwilę na statecznym pomniku króla Jagiełły na placu Matejki w Krakowie (a konkretnie na koniu władcy). Na niebiesko uskrzydlony został też smok wawelski i figury apostołów przy zabytkowym kościele.

– Kiedy zakładamy skrzydła, w bardzo ważnej i poważnej sprawie, wracamy do krainy dzieciństwa, ideałów, bezinteresowności, ale też nieskrępowanej niczym zabawy – tłumaczy motyl Karolina.Wystarczy do tego zwykły kawałek tektury, pomalowany na niebiesko (wesoła instrukcja, jak zrobić skrzydła, pojawiła się na modraszkowym blogu www.modraszekkolektyw.blogspot.com.

Więcej wysiłku – i odwagi – wymaga wyruszenie w skrzydłach w miasto. To też przewidział „Modraszek Kolektyw”, organizując internetowe warsztaty dla „nieśmiałych modraszków”. Motyl Justyna, czyli Justyna Koeke, krakowska artystka mieszkająca w Niemczech, pokazuje, jak samemu zrobić motylka na patyku. Ale znacznie więcej jest obywateli wyraziście uskrzydlonych.

– Ta akcja uskrzydliła miasto, pozwoliła spojrzeć na to, co nas otacza, z innej, idealnej perspektywy – zauważa motyl Mateusz. – Idealnej, czyli pozbawionej niejasnych, na przykład politycznych, pobudek. Wyfrunęliśmy ponad ziemię wyłącznie po to, by się jej przyjrzeć. By – paradoksalnie – zbliżyć się do niej. To zbliżenie ma różne oblicza.

Na przykład zachwyt nad tym, że na Zakrzówku, w głębokiej jego zieleni, zwyczajnie można się pogubić. O czym na własnej skórze przekonała się motyl Karolina – graficzka, która przy kamieniołomie umówiła się z przyjaciółmi na wieczorny piknik. Zamiast do nich trafiła jednak na ognisko... miejscowych skinheadów. Z założenia radykalni panowie w pięknych okolicznościach przyrody przyjęli Karolinę ciepło. Pomogli jej nawet odnaleźć właściwą drogę. – W in-nej sytuacji potraktowałabym to w kategoriach cudu – przyznaje Karolina.

Ratujmy modraszkiModraszkowy cud

Cudów jest jednak więcej. Najważniejszy: na pierwszy rzut oka nie całkiem poważna akcja „Kolektywu Modraszek” przyniosła wymierne rezultaty. Po zorganizowanej w czerwcu manifestacji ludzi-motyli przed Urzędem miasta Krakowa (był minikoncert, warsztaty taneczne, pokazy filmowe) władze miasta zdecydowały, że jeszcze raz przemyślą  plany inwestycyjne na Zakrzówku.

Dla motyla Piotra – który pojawia się na Zakrzówku tuż przed zapadnięciem zmierzchu – najważniejsze jest to, co tu widzi i słyszy. A słyszy brzęczenie komarów, wyznania miłosne narzeczonych, niewybredne kawały niedzielnych miłośników grillowania kiełbasek.

Nie zawsze mu się to podoba. Ale to lepsze niż zatłoczona droga i osiedle w sąsiedztwie. Czasem przed snem wydaje mu się, że słyszy radosny łopot prawdziwych skrzydeł motyla. Gdzieś między barankami Maryi Panny, między dniem i nocą, między ziemią a niebem.

„I ty zostań motylem, pomaluj skrzydła niebieskim akrylem” – autorka hasła modraszkowego kolektywu, graficzka Karolina Kłos z fotografem Mateuszem Torbusem nad Zakrzówkiem, enklawą 100 chronionych, gatunków roślin i zwierząt.


Sonia Jelska
fot. Bogdan Krężel

Źródło: Wróżka nr 8/2011
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020