Jane z dżungli

Kiedy młodziutka sekretarka Jane Goodall przyjechała do Afryki, nikt nie mówił o uczuciach zwierząt. Dzięki niej wiemy, że szympansy jak my śmieją się i płaczą.

Jane z dżungliOd dziecka wierzyła, że zwierzęta myślą i czują. Dlatego jako czterolatka schowała w łóżku dżdżownice. Chciała, by i one mogły wygodnie się wyspać. Mama nie złościła się na nią, tylko spokojnie wytłumaczyła, że pod kołdrą mogą się udusić i dla ich dobra lepiej odnieść je do ogrodu. Potem w życiu małej Jane pojawili się Doktor Doolittle, Tarzan i jej pies Rusty. Dzięki nim przekonała się, że zwierzęta naprawdę mają bogate życie emocjonalne. Ale absolutną pewność zyskała dopiero kilkanaście lat później. Była wtedy zwykłą sekretarką, którą miłość do zwierzaków (dzięki finansowej pomocy matki) zawiodła do Afryki, nad jezioro Tanganika. A potem na podstawie dokonanych tam obserwacji szympansów udowodniła światu, że nie tylko ludzie myślą i czują.

W poszukiwaniu małp całymi tygodniami wędrowała przez dżunglę, „uzbrojona” tylko w lornetkę, notes, ołówek i torebkę rodzynków zamiast obiadu. Bez efektu. Udało jej się spotkać ledwie kilka szympansów, a te które widziała, natychmiast uciekały. Wpadła więc na inny pomysł: siadła na ścieżce w lesie i czekała. Jej cierpliwość została wynagrodzona. Pewnego dnia dostrzegła przechodzącego w pobliżu wielkiego szympansa, który popatrzył na nią i spłoszony pobiegł przed siebie. Ostrożnie ruszyła za nim. Kilkanaście metrów dalej zobaczyła, że małpa usiadła. Wyglądało, jakby na nią czekała.

reklama

Zaklęta przez dotyk

– Obok leżał dojrzały orzech palmy oleistej – wspomina Jane Goodall. – Podniosłam go i podałam szympansowi na wyciągniętej dłoni. Odwrócił głowę, więc przysunęłam rękę bliżej. Spojrzał mi prosto w oczy, a oczy miał najpiękniejsze ze wszystkich, wielkie, lśniące, szeroko rozstawione. Wyrażały jego osobowość: spokojną pewność siebie, wrodzoną godność, a także niezłomne zdecydowanie, by postawić na swoim. Małpa wzięła owoc i upuściła go na ziemię, ale w tym samym momencie delikatnie uścisnęła moje palce – tak szympansy pocieszają się nawzajem. Poczułam, że przez parę sekund pokonałam kilka milionów lat rozłącznej ewolucji człowieka i szympansa.

Z powodu białych pase-mek sierści na brodzie małpy Goodall nazwała ją Dawidem Siwobrodym. Dzięki niemu dotarła do innych szympansów. Im również nadawała „ludzkie” imiona, a nie numery, jak dotąd robili to naukowcy. Ale w oczach  uniwersyteckich mądrali naj-większym grzechem było to, że w odróżnieniu od nich w zachowaniu zwierząt dostrzegała motywację i cel. Ona pierwsza potraktowała szympansy jak ludzi, a one ją jak „białą małpę”.

Szympans też człowiek

W dżungli Goodall przekonała się, że szympansy łączą z człowiekiem nie tylko genetyka i anatomia, ale również zachowania społeczne, zdolności intelektualne i emocje. Okazało się, że człekokształtne, podobnie jak my, płaczą, śmieją się, złoszczą, miewają żal i bywają znudzone. Że porozumiewają się za pomocą gestów i tworzą kochające się rodziny. Choć od tamtej chwili minęło pół wieku, Goodall do dziś pamięta rozczulający widok dorosłego samca, który wylegując się w cieniu po posiłku, wyciągał dobrodusznie rękę, żeby pobawić się z niemowlęciem i pogłaskać samicę. Stąd tylko krok dzielił Jane Goodall od wniosku, że szympansy odczuwają taką samą potrzebę miłości i bezpieczeństwa jak my. Zafascynowały ją też relacje samic z dziećmi. Jeśli szympansica jest dobrą matką, która daje ciepło, miłość i wsparcie, jej potomek wyrasta na szczęśliwego, przystosowanego osobnika. Potrafi być szalenie cierpliwa, czuła i tolerancyjna, a cechy te są przekazywane z pokolenia na pokolenie.

– Widziałam, jak stara matka bez chwili wahania stawała w obronie dwudziestoletniego szympansa, którego zaatakowały inne osobniki – wspomina. – Pamiętam widok małego szympansiątka ze złamaną ręką i jego matkę, która próbowała mu jakoś pomóc. Wypłakałam wtedy wiadra łez. Nie była jednak ślepa. Widziała, że szympansy od wielkiej miłości momentalnie przechodzą do nienawiści. Przekonała się o tym zresztą na własnej skórze. Kiedy szympansy traktowały ją już jak członka rodziny, jeden z jej ulubieńców, Frodo, podczas zabawy kopnął ją w głowę tak mocno, że prawie przetrącił jej kark, a inny, Goliat, podczas pokazów siły, mających zastraszyć i podporządkować stado, dotkliwie ją pobił.

Po takich przygodach każdy człowiek pielęgnowałby w sobie niechęć do zwierząt. Ale nie Jane Goodall. Ona dostrzegła, że szympansy mimo okrucieństwa starają się zażegnać konflikty pokojowymi gestami. Stąd też późniejsze słynne zdanie Goodall, że ludzie powinni uczyć się od tych zwierząt, jak rozwiązywać konflikty. – Dotyk jest znakomitą formą komunikacji pozawerbalnej – mówiła. – Potrafi zdziałać więcej niż słowa. Jest oznaką czułości i troski, najlepszą formą pocieszenia.

Nad rzeką Gombe Jane Goodall ujrzała rzecz niezwykłą – rytualny taniec szympansów w deszczu. W czasie wielkiej ulewy samce, kołysząc się z boku na bok, tupią nogami, klepią ziemię dłońmi i z głośnym wrzaskiem uderzają kijami o drzewa, tak jakby chciały przegnać chmury. Dokonała też swojego największego odkrycia: zobaczyła, jak te dzikie zwierzęta specjalnie oskubują źdźbła trawy, aby nimi wyciągać z kopców termity, które są ich pożywieniem. Dotąd powszechnie uważano, że tylko człowiek potrafi posługiwać się narzędziami. Mentor Jane Goodall, słynny kenijski paleontolog, Louis Leakey, stwierdził wtedy, że „teraz musimy zmienić definicję narzędzia, zmienić definicję człowieka lub zgodzić się, że szympans jest człowiekiem”.

Źródło: Wróżka nr 2/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019