Nigdy nie jest za późno

Wieczorem zadzwoniła moja mama. – Kamila wróciła – powiedziała podekscytowana. Mama bardzo lubiła opowiadać o sąsiadach, których i ja dobrze znałam.

Nigdy nie jest za późnoZostała ich garstka. Większość mieszkań odziedziczyły dzieci i wnuki. Albo wprowadzili się obcy ludzie. Tylko Kama, moja najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa, po śmierci ojca mieszkania sprzedać nie chciała, mimo że od lat mieszkała za granicą. Nie chciała też go wynająć.

– Dawno jej nie widziałam – przyznałam. Byłam dumna, że Kamili się udało. Oczywiście miała wielki talent. I ciężko na swój sukces pracowała. Solistek było w zespole baletowym kilka. Biła je na głowę optymizmem i wiarą w siebie. No i w końcu ta wymarzona główna rola. Kilka godzin przed premierą spotkaliśmy się u niej w domu.

– Nigdy nie jest za późno na… – to było ulubione powiedzonko Kamili, do którego dodawała stosowną końcówkę – …na to, żeby z przyjaciółmi wypić poranną kawę. – To nie jest najlepszy pomysł – skomentował wtedy Wiktor, chłopak Kamili. – Musisz się przygotować.

Zawsze denerwował się za nią i za siebie. Nie opuścił żadnej próby. Studiował architekturę, poruszał się jak słoń, a mimo to potrafił wyłowić każdy jej błąd w choreografii. – Będziesz dziś najlepsza – rzuciłam.
– Tak zawsze mówiła… moja mama – powiedziała Kamila.

Przypomniał mi się tamten dzień. Wracałyśmy ze szkoły. Na początku pierwszej klasy podstawówki napisałyśmy kredą na murze: „Anka i Kamila forever”. Napis mimo upływu czterech lat ciągle był widoczny. Skręciłyśmy w boczną uliczkę. Przed naszym domem stała karetka pogotowia… Tamtego dnia umarła mama Kamili. Kama do wakacji zamieszkała u nas. Potem jej ojciec, spełniając marzenie jej mamy, przeniósł Kamę do szkoły baletowej z internatem.

reklama

– Pilnuj mojego Wiktora – zażartowała Kamila, gdy po ukończeniu szkoły wyjeżdżała za granicę na konkurs. – On cię nigdy nie opuści. Jesteście sobie przeznaczeni. Przez sześć lat stanowili najszczęśliwszą parę, jaką znałam. A potem pojawił się Andrzej. Bogaty miłośnik sztuki. Przysyłał kwiaty po każdym spektaklu, obiecywał zająć się jej karierą, zapraszał na kolacje. Odmawiała. Mimo to czekał pod teatrem. Tamtego wieczoru Wiktor po nią nie przyszedł, bo się pokłócili.

– Obniżyłaś loty – powiedział jej. – Skończysz w rewii. – Przypomnij mi – odgryzła się – który to już projekt ci odrzucili? Andrzej za to czekał z kwiatami i słowami, jakich od dawna nie słyszała. „Pewnie, że jestem wspaniała”, pomyślała. I po miesiącu gorącego romansu odeszła od Wiktora. Zamieniła jego kawalerkę w blokowisku na loft w centrum miasta.

– Nigdy nie jest za późno na… odrobinę luksusu – uprzedziła mój komentarz. Nie ukrywałam, co myślę o Andrzeju. Chciałam postawić karty. – Już znam twoją wróżbę – ucięła. – Nie sprawdziła się. Pamiętaj, że życie stwarza możliwości tym, którzy tego mocno pragną. Kamila wkrótce wyjechała z Andrzejem do Nowego Jorku. Drogą pantoflową przyjaciele Kamy dowiedzieli się o jej ambitnych amerykańskich planach.

Przez następne lata z nikim nie utrzymywała kontaktu, jakby chciała odciąć się od przeszłości. Jakby nie pamiętała o starej indiańskiej mądrości, którą kiedyś zapisała w swoim pamiętniku, że co jakiś czas trzeba się zatrzymać i obejrzeć za siebie, bo wtedy łatwiej ocenić, dokąd się doszło.

Do kraju przyjechała dopiero na pogrzeb ojca. – Co u ciebie? – zapytałam, gdy zostałyśmy same. – Pytasz o Andrzeja? „Kłamstwa w nas jest coraz więcej, rzadkośmy weseli” – odpowiedziała słowami piosenki Osieckiej o znamiennym tytule „Muszę coś zrobić…”. – Na cmentarzu widziałam Wiktora… – wyrwało mi się. – Samego czy z żoną? – zapytała ironicznie. Cztery lata po wyjeździe Kamili Wiktor ożenił się z koleżanką po fachu. Otworzyli firmę projektową i zaczęli odnosić sukcesy. – Samego – odpowiedziałam, a ona szybko zmieniła temat.

A teraz wróciła? Mama czekała na mnie z sernikiem. – Zaniesiesz Kamili. Zawsze lubiła moje ciasta, pamiętasz? W oknach mieszkania rodziców Kamy paliło się światło. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzył mi… Wiktor! Postarzał się. Ale w oczach miał więcej radości niż kiedykolwiek przedtem. – Jesteście znów razem? – zapytałam. – Nigdy nie jest za późno na… powrót do pierwszej miłości – odpowiedziała za niego Kamila.

A potem opowiedzieli, jak w walentynki wpadli na siebie w Central Parku. On był już kilka lat po rozwodzie, w Nowym Jorku podpisywał kontrakt, ona dawno rozstała się z Andrzejem. Pzypadkiem zatrzymali się przy słynnej fontannie zwieńczonej rzeźbą Anioła Wód. Dwoje ludzi przeznaczonych sobie. Jak w mojej wróżbie.


Anna Złotowska
"Wróżka" 2/2012

Źródło: Wróżka nr 2/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube