Maska

Według jednej z legend Czarnej Afryki człowiek zakryty maską jest jak płód dziecka w łonie matki. Bo maską­ może być wszystko. Nawet miłość.

MaskaPlemię Nuna, żyjące na wysuszonej sawannie w afrykańskim Burkina Faso, maski bogów-zwierząt wkłada tylko kilka razy do roku – żeby w niezwykle żywiołowym tańcu podziękować im za porę deszczową albo suszę. Kiedy dwa lata temu, po wyczerpującym występie we Wrocławiu, jeden z tancerzy przysiadł na ziemi, można było odnieść wrażenie, że jest nie człowiekiem w masce antylopy, lecz zmęczonym biegiem zwierzęciem. Maska jest bowiem potężniejsza niż człowiek. W kulturach tradycyjnych z chwilą jej nałożenia ludzkie ciało braływe władanie duchy, demony czy bogowie. Stąd przekonanie, że plemienne tańce w maskach wykonują nie przebierańcy, ale same bóstwa.

W hinduskim teatrze kathakali mężczyźni opowiadają tańcem historie oparte na indyjskich mitach i eposach. Aktorzy przez wiele godzin nakładają kolejne warstw makijażu-maski. W ten sposób nie tyle zakrywają twarze, ile przekształcają je w bóstwo lub demona. Tak, tak, przekształcają. Bo trudno mówić o „zwykłym” odgrywaniu roli, skoro, skończywszy charakteryzację, aktor natychmiast przestaje reagować na dźwięk swojego imienia i staje się bóstwem.

Jakby wkładając maskę, tracił osobowość. Jak Jim Carrey w wielokrotnie powtarzanej zwariowanej komedii o masce, która dzięki magicznej mocy przemienia zwykłego szaraka w bohatera. W klasycznym teatrze greckim aktor przykrywał maską prawdziwą twarz po to, aby uwydatnić to, co z dystansu widowni mogło być niedostrzegalne dla widza – uczucia. Szekspirowski Hamlet nakładał maskę szaleństwa, by przeżyć w państwie duńskim, gdzie – jak wiemy – źle się działo.

reklama

Kiedyś maskę wkładało się tylko doraźnie albo od święta, dziś wrosła w naszą twarz jak Gombrowiczowska gęba. Zakładamy ją już nie tylko podczas rytualnych tańców albo maskarad czy balów, ale też na co dzień. Tak twierdzi socjolog Erving Goffman, który spojrzał na życie społeczne człowieka jak na popis aktorski. Jego zdaniem maska umożliwia nam odgrywanie naszych ról w teatrze życia codziennego, a „powierzchowność informuje nas, w jakim rytuale jednostka bierze aktualnie udział: czy uczestniczy w sformalizowanej aktywności społecznej, pracuje czy odpoczywa, celebruje wkraczanie w nowy okres swojego życia czy też nie”. A jedną z najpopularniejszych form maski staje się makijaż.

Kobieta, malując się, nie tylko upiększa twarz, ale także określa rolę społeczną, jaką ma zamiar odegrać. W myśl zasady: „Maluję się, więc jestem” za pomocą kredki, pędzelka i szminki dopasowuje swoją twarz do sytuacji. Zależnie od niej przemienia się – jak głoszą nazwy nowych propozycji makijaży – w „królową śniegu” albo „gorącą różę”. Cały czas jednak musi uważać, by swoją maskę dobrać do okoliczności, bo błyszczący, wieczorowy makijaż przystoi wprawdzie na balu, ale w miejscu pracy wywoła co najmniej zdziwienie. Francuski poeta Charles Baudelaire w szkicu „Pochwała makijażu” pisał: „kobieta ma prawo wydawać się czarodziejska i nadnaturalna, a nawet chcąc tego, spełnia pewien obowiązek; powinna zadziwiać i urzekać; jest bóstwem, musi być pozłacana, jeśli chce być podziwiana”.

Dokładnie tak, jak to robią Indianki z południowoamerykańskiego plemienia Kadiueo, malując sobie na twarzach i ciele skomplikowane kompozycje asymetrycznych rysunków. Wszystkie te spirale, esy, krzyże i romby układają się w niesamowicie erotyczny komunikat, czytelny dla plemion zamieszkujących oba brzegi Rio Paraguay, gdzie Kadiueo cieszą się sławą najbardziej zmysłowych kochanek. Sława ta dotarła też do uszu XVIII-wiecznego misjonarza, José Sancheza-Labradora. Opisując zwyczaje plemienia, uznał makijaż ich kobiet za bluźnierstwo. A wszystko dlatego, że zmieniając twarz, pozwala człowiekowi ingerować w boskie dzieło. W dodatku – w celach bezecnych.

Tak radykalne podejście rodzi pytania, które spędzają sen z powiek etnografom i antropologom. Czy zakrywając twarz maską, naprawdę coś zakrywamy? Może tylko onieśmielamy to, co w nas wątłe? A może jeszcze inaczej – okazujemy szacunek siłom przyrody znacznie od nas mocniejszym? A może nawet w ten sposób odzyskujemy więź z pierwotną duchowością? Bo maska jest też sposobem na kontakt z powracającymi duszami zmarłych. Tradycyjnie czas owego powrotu przypada na zimowe miesiące, zwłaszcza styczeń i luty.

W gruncie rzeczy do duchów przodków w równym stopniu odwołują się słowiańscy kolędnicy ze swoimi kostiumami i maskami, jak i na Sardynii przedchrześcijańska procesja Mamuthones w kamizelkach z owczej skóry i czarnych drewnianych maskach. Pamięć o śmierci pielęgnuje nawet najsłynniejszy z europejskich karnawałów, czyli maskarada w Wenecji.


Zuzanna Grębecka

Źródło: Wróżka nr 2/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020