Wodzeni za nos

Ledwie zwracamy uwagę na zapachy, ale to właśnie one wpływają na nasze zachowania i decyzje. W Las Vegas przy jednorękich bandytach panuje nieustanny ścisk. Setki klientów wpatrują się w błyskające automaty do gry. Każdy z nich wierzy, że rozbije bank. Podpowiada mu to nie szósty zmysł, ale szefowie kasyna, którzy dyskretnie rozpylają w pomieszczeniu zapachy podniecające i dodające pewności siebie. To dlatego klienci bez opamiętania wrzucają żetony.

Wodzeni za nosWiększość ssaków ma ok. 1000 rodzajów receptorów zapachu. Ludzki nos obsługuje ich mniej niż połowę. Zwykło się więc uważać, że naszym podstawowym zmysłem jest wzrok, a nos służy głównie do ozdoby. Gdyby jednak tak było, to czy natura obdarzyłaby nas aż 400 różnymi receptorami węchowymi i tylko 3 wzrokowymi? Człowiek nie jest zapachowym daltonistą.

Abyśmy wyczuli nieszczelność w kuchence, wystarczy na 10 mld cząsteczek bezwonnego gazu ziemnego dodać tylko jedną śmierdzącego n-butylu merkaptanu. To mniej więcej tak, jakbyśmy, stojąc przed dwoma olimpijskimi basenami, wywąchali, do którego z nich dolano 3 krople tego smrodziucha.

Praszczur jaszczur
Komórki węchowe leżą najbliżej mózgu, zatem zapach dociera do niego szybciej niż obraz i dźwięk. Ba, szybciej nawet niż myśl, ponieważ świadomość i pamięć wykształciły się z tych części mózgu, które pierwotnie obsługiwały węch. Ludzkie węchomózgowie, ukryte głęboko wewnątrz kresomózgowia, jest zbudowane podobnie jak węchomózgowie jaszczurek. Szczęście, że aby coś powąchać, nie musimy wystawiać języka… Gadzie pochodzenie oznacza, że nos służy nam nie tylko do wąchania, ale też do smakowania. Właśnie dlatego w latach 80., kiedy panowała moda na kosmetyki o intensywnych zapachach, restauratorzy zakazywali używać perfum w lokalach, bo zmieniały smak potraw.

reklama

Zapach straconego czasu
Wrażenia węchowe mogą w nas wywoływać takie same uczucia jak dźwięki czy obrazy. Olfaktologowie, czyli badacze powonienia, rozróżniają dwa zapachy: cząsteczkę zapachu i zapach przedmiotu, czyli prawdziwy aromat i całe to zamieszanie, które jego wyobrażenie wywołuje w naszych mózgach. Do opisania różnic używa się przeszło 1600 różnych kategorii, ale sam zapach to coś więcej niż tylko fizyczne właściwości – to również emocje. Dlatego zapachy, które przechowujemy w pamięci, mają różną intensywność. Neurolodzy twierdzą, że najsilniej działają zapachy nieprzyjemne. Przy czym nasza ocena jest kwestią indywidualną.

W mniejszym stopniu zależy od zapachu niż od sytuacji, w której wrył się on w pamięć. Mózg może tę samą woń zaklasyfikować na różne sposoby. I tak, gdy jesteśmy głodni, zapach bekonu łechce nasze kubki smakowe, ale już po czwartej dokładce wywołuje mdłości. Kluczowy jest też wiek – wszelkie wrażenia, jakich doznaliśmy w młodości, odbieramy jako zdecydowanie bardziej intensywne. Zapach i smak magdalenki, którą z dzieciństwa zapamiętał Marcel Proust, pobudziło go do napisania 3880 stron powieści „W poszukiwaniu straconego czasu”.

Seks, pot i łzy
Każdy człowiek ma swoją własną woń. Niepowtarzalną jak linie papilarne. To biologiczna (i erotyczna) wizytówka, z której można czytać jak z otwartej księgi. I jak pokazuje badanie mózgu, przeprowadzone przez kanadyjskich neurologów  za pomocą funkcjonalnego magnetycznego rezonansu jądrowego, da się zeń wyczytać nawet to, czy mężczyzna jest podniecony. – Kobiety są bardziej wrażliwe na zapach ciała niż mężczyźni – przekonuje amerykański neurolog Charles Wysocki i na potwierdzenie swoich słów przywołuje badanie, w którym mężczyźni i kobiety mieli wskazać zapachy ich zdaniem blokujące woń potu.

Z 39 substancji mężczyźni wskazali 19 substancji, kobiety – tylko dwie. To wszystko prawda, ale pod warunkiem, że kobieta nie jest zakochana. Neurolodzy z filadelfijskiego Monell Chemical Senses Center odkryli bowiem, że miłość nie tylko zaślepia, ale rzuca się również na nos. Badając reakcje świeżo poślubionych żon na przepocone podkoszulki ich mężów, zauważyli bowiem, że woń oblubieńca blokuje ich umiejętność rozróżniania zapachów obcych mężczyzn.

Patrząc na wyniki podobnych badań, można dojść do wniosku, że kobiety szaleją za zapachem męskiego potu. Jednak pot potowi nierówny. Tym, co nas kręci i podnieca, jest androstenol, czyli woń świeżego potu. To wyjątkowy rarytas, cenniejszy niż złoto. Gram tej substancji kosztuje przeszło 10 tysięcy zł. Wszystko dlatego, że androstenol na skórze utrzymuje się do 20 minut. Potem utlenia się, a jego miejsce zajmuje androstenon.

Brzmi podobnie, ale pachnie zupełnie inaczej. „Gorzej” to mało powiedziane. Jego woń jest tak intensywna i drażniąca, że na kobiety działa dokładnie na odwrót. Nie uznajemy go za przyjemny nawet w czasie owulacji, a przecież wtedy biologia czyni nas bardziej tolerancyjnymi dla facetów. Ich zresztą też natura wyposażyła w zapach alarmowy. Naukowcy twierdzą, że nic tak nie studzi męskiego popędu jak aromat kobiecych łez.

Woń sukcesuWoń sukcesu
Decydując się na takie czy inne perfumy, kreujemy własną wizję swojej osoby i narzucamy ją światu. Poza tym codzienne używanie wód toaletowych i kolońskich działa zbawiennie na psychikę, zwłaszcza – jak wykazują badania psychologów z Cambridge – mężczyzn, którzy przechodzą kryzys wieku średniego.

Zapobiega huśtawce nastrojów, ale też pobudza, poprawiając ukrwienie ciała. Całego ciała. Naukowcy amerykańskiej fundacji Smell & Taste Research, badającej wpływ smaku i zapachu na człowieka, stwierdzili, że zapachy ciasta z dyni, lukrecji, lawendy, ale też pączków i coli poprawiają ukrwienie męskiego członka. A przede wszystkim dodają pewności siebie.

Same też lepiej czujemy się w chmurze perfum. Poza tym wierzymy, że ich zapach przywabi do nas atrakcyjnych mężczyzn. Ale to płonne nadzieje, bo podstawowym składnikiem większości kobiecych zapachów jest bowiem piżmo, które na męskie nosy oddziałuje tysiąc razy gorzej niż na kobiety. Spryskując się obficie zmysłowymi woniami, mamy więc większe szanse zwabić konkurentki niż kandydatów na męża.

Pies na czekoladę
Kluczem do dobrego węchu człowieka jest jakość połączeń nerwowych. I systematyczny trening. Potwierdza to najśmieszniejszy eksperyment naukowy w historii kalifornijskiego uniwersytetu Berkeley. Jego uczestnicy udawali psy i polegając tylko na węchu, szukali w trawie ścieżki, pachnącej czekoladą. Wyniki zaskoczyły naukowców. Z 32 uczestników 10-metrową trasę pokonało bezbłędnie 21. A z każdą kolejną próbą wykonywali zadanie szybciej.


Jolka Madziar  

Źródło: Wróżka nr 3/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020