Odmładzający fotel

Ponoć winda zbliża sąsiadów. Kłopot w tym, że utrudnia rozmowę. Teraz też przerwała mi w pół zdania, zatrzymując się na dziewiątym piętrze, gdzie wysiadała Iza. – Wpadnij do mnie wieczorem. Skończymy ten temat – zdążyła krzyknąć, zanim zamknęły się drzwi.

Odmładzający fotelLubię ją. Wprowadziła się rok temu do naszego apartamentowca. Niebrzydka. Nosi ciekawe ciuchy. Mieszka z narzeczonym Igorem. Choć mogłaby być moją córką, rozumiemy się świetnie. Od dawna zżerała mnie ciekawość, jak mieszka.

– Wchodź! – uśmiechnęła się, otwierając drzwi. Zdumiona zatrzymałam się na progu. Przede mną otwierała się stumetrowa przestrzeń. Tynki ścian imitowały beton. Pod sufitem wiły się nieosłonięte rury i kable. Czarna podłoga. Niewiele mebli. Jedyną ozdobą był dziwaczny wazon wielkości beczki z suchą gałęzią.

– Rozgość się – zapraszała Iza. „Boże, gdzie?!”, rozglądałam się spłoszona. Na tych pufach rzuconych na podłogę? A może na krześle przypominającym fotel dentystyczny? Wybrałam puf, co natychmiast odczuł mój kręgosłup. Wierciłam się. Lampa na długim, metalowym pałąku biła po oczach ostrym światłem.

– Masz bardzo awangardowe mieszkanie – bąknęłam.
– To aranżacja w stylu industrialnym – fachowo wyjaśniła Iza, stawiając na szklanym stoliku kawę w aluminiowych kubkach. Sięgając po swój, musiałam zmienić pozycję, podwinięte nogi splątały się i kawa chlusnęła na mój biust. Pobiegłam do łazienki. Długo walczyłam z dizajnerskim kurkiem, zanim zorientowałam się, jak działa. Nagły, silny strumień zmoczył mnie od stóp do głów. Wyglądało, jakbym wyszła spod prysznica.
– Starszym osobom niekoniecznie podobają się takie apartamenty… – powiedziała Iza, odwracając wzrok.

reklama

Zesztywniałam. A więc nie byłam dla niej miłą sąsiadką, ale staruszką z innej epoki!!! Bezczelna siksa! Pożegnałam się pod pretekstem, że muszę się przebrać. Co za ulga! Za chwilę będę w moim normalnym, przytulnym mieszkanku.

Ale wizyta u Izy zrobiła swoje. Mój dom wydał mi się nagle straszliwie ciasny, zagracony, wręcz klaustrofobiczny. Te komódki, serwantki, rzeźbione ramki, figurki… Otaczają mnie rupiecie. Iza ma rację! Mieszkanie postarza mnie jak niemodna jesionka.

– Zabieramy się do remontu! – oświadczyłam mężowi następnego dnia. – Burzymy ściany i pozbywamy się antyków.
– Zwariowałaś?! – puknął się w czoło. – Wydaliśmy mnóstwo pieniędzy na renowację mebli, a ty chcesz je wyrzucić?
– Może ktoś je kupi – machnęłam ręką. – Zobaczysz, jak będzie przestronnie, elegancko, gdy połączymy dwa pokoje i wstawimy tu olbrzymi narożnik i aluminiowe regały.
– Ikony też wyrzucisz?!
– Zastąpi je abstrakcyjny obraz. Formy geometryczne albo barwne plamy…

Nawet nie chciał o tym słyszeć. Wyglądało na to, że mój pęd ku nowoczesności zakończy się rozwodem. Właśnie główkowałam, jak go przekonać, gdy rozległ się dzwonek u drzwi. Iza!!!
– Nie byłam wczoraj zbyt uprzejma. Chciałam przeprosić – zaczęła się tłumaczyć, wręczając mi tulipany.
A więc stało się! Za chwilę fanka industrialnych wnętrz zobaczy moje koszmarne mieszkanie! A ja zapadnę się pod ziemię.

– Gdzie zdobyłaś tę komódkę? – Iza już kręciła się po salonie. – Czy to secesja? Przepiękne ikony! Uwielbiam sztukę bizantyjską. O! Masz starą miśnieńską porcelanę!
– Lubisz antyki? – zdziwiłam się. – Przecież twoje mieszkanie…
– Igora – sprostowała. – Gdy się do niego wprowadziłam, było już urządzone. Nieszczególnie się w nim czuję… Żadnego przytulnego kącika, w którym można by się zaszyć. Namawiam go na remont.

Chcę podzielić tę przestrzeń na dwa, trzy pomieszczenia. I koniecznie wyrzucić te niewygodne graty. Marzę o miękkim, wygodnym fotelu – o takim, jak ten tutaj… Od tych wszystkich modnych siedzisk boli mnie już kręgosłup. Kłócimy się o to od dawna i nie wiem, czy ten mój pęd do normalności nie skończy się rozwodem… 


Anna Jabłońska

Źródło: Wróżka nr 3/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020