Czy Bóg pokocha naukę?

Kościół i nauka tworzą niezwykle burzliwy związek. On z nią nieustannie walczy, potem udaje, że ulega, ale i tak jego musi być na wierzchu.

Czy Bóg pokocha naukę?Wielki Wybuch mógł mieć miejsce. Ale zainicjował go Bóg! – kilka miesięcy temu Benedykt XVI po raz pierwszy w historii Kościoła otwarcie dał do zrozumienia, że najważniejsza z teorii o powstaniu  wszechświata nie kłóci się z nauczaniem Chrystusa. Wielu skojarzyło to wystąpienie z uruchomieniem najdłuższego na świecie teleskopu optycznego, który choć umieszczony na świętej górze Apaczów, Mount Graham w Arizonie, jest własnością Stolicy Apostolskiej.

Dziś Watykan sam ujawnia, czego w gwiazdach szukają astronomowie w zakonnych habitach. W marcu w Pizie otwarto wystawę „Historie z innego świata – wszechświat w nas i poza nami”. I choć informacja wygląda niepozornie, to organizatorzy, miejsce, a nawet kulisy tego wydarzenia urastają do rangi symbolu.

Oswojenie Galileusza

Wystawę zaaranżowały Watykańskie Obserwatorium Astronomiczne, najstarsza tego typu placówka na świecie, oraz Włoski Instytut Fizyki Jądrowej (INFN). – Ekspozycja prezentuje 14 miliardów lat historii wszechświata, począwszy od najmniejszej cząstki w ciele człowieka do najodleglejszych galaktyk – wyjaśnia szef watykańskiego obserwatorium, argentyński jezuita dr José Gabriel Funes. Będzie można więc zobaczyć kawałki kamienia księżycowego, skały z Marsa i wizualizację Wielkiego Wybuchu.

A teraz najważniejsze. Miejsce akcji: Piza, miasto znane nie tylko z krzywej wieży, ale też z narodzin Galileusza (1564-1642). To właśnie ojciec nowożytnej nauki stał się patronem wystawy firmowanej przez Kościół. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu byłoby to nie do pomyślenia. Dawny opiekun watykańskiego obserwatorium, kardynał Pietro Maffi, samym tylko pomysłem wystawienia pomnika Galileuszowi wywołał takie zgorszenie w kręgach kościelnych, że tym samym zaprzepaścił swoje szanse na papieski stolec. Dlaczego? Bo spór Galileusza z Watykanem o teorię Kopernika (Włoch udowodnił to, co Polak wymyślił) przez 350 lat był symbolem konfliktu między Kościołem a nauką.

reklama

Kluczowy dla całej sprawy był wyrok inkwizytorów. 22 czerwca 1632 roku uznali oni, jakoby uczony wyznawał fałszywą naukę, sprzeczną z Pismem Świętym. W Biblii opisano bowiem cuda, które nie mogłyby się zdarzyć, gdyby Ziemia krążyła dokoła Słońca. Fakt, że jest ono nieruchome, uniemożliwiał wstrzymanie go przez Jozuego – rozumowali teolodzy. Ich zdaniem Kopernik i Galileusz nie tylko ruszyli z posad Ziemię, ale też podważyli autentyczność Słowa Bożego.

Galileusz został zmuszony do odwołania swoich odkryć. Leżąc krzyżem na ziemi, łamiącym się głosem powtarzał: „Odrzekam się, potępiam rzeczone błędy i herezje, i w ogóle wszelki inny błąd, herezję i odszczepieństwo, przeciwne Świętemu Kościołowi”. Ale gdy tylko uparty staruszek dźwignął się z kolan, wyburczał pod nosem: „A jednak się kręci!”. Błąd Galileusza polegał na tym, że koniecznie chciał wszystkich przekonać do odkryć Kopernika.

Nie przejmując się ograniczeniami narzucanymi przez Rzym, zbudował teleskop. Na swoje nieszczęście nie zawahał się go użyć. Dzięki temu nie tylko zyskał pewność, że to Ziemia kręci się wokół Słońca, ale – co już zakrawa na kompletne wariactwo w czasach, gdy Kościół za wszelką cenę starał się wszystkich przekonać, że nasza planeta jest centrum wszechświata – odkrył satelity Jowisza, góry na Księżycu oraz podobne do księżycowych fazy Wenus. I ogłosił, że Droga Mleczna to skupisko oddzielnych gwiazd.

Święta aborcja

Galileusz nie mógłby dzisiaj być patronem watykańskiej wystawy, gdyby nie Jan Paweł II. Trzy i pół wieku po wyroku hiszpańskich inkwizytorów Ojciec Święty zrehabilitował Włocha. Przełom? Niezupełnie. Kościół od wieków chętnie korzysta z tych odkryć naukowych, które można pozytywnie odnieść do prawd wiary, a te, które mu nie pasują, odrzuca. Ale przynajmniej raz Watykan zafundował wiernym prawdziwą woltę. Chodzi o aborcję i badania pioniera współczesnej embriologii, Karla Ernsta von Baera. W 1827 roku ten niemiecki lekarz odkrył w jajnikach komórki jajowe i udowodnił, że to w nich dochodzi do zapłodnienia, w wyniku czego tworzy się płód. 42 lata później Pius IX w Konstytucji „Apostolicae Sedis” oficjalnie zabronił aborcji.

Jeśli ktoś myśli, że do tego czasu Kościół nie zajmował się tym tematem, jest w błędzie. Otóż przez 1200 lat dopuszczał przerywanie ciąży nawet do 80 dni po zapłodnieniu. Wynikało to z poglądów ojców Kościoła na kształtowanie się osobowości człowieka. Św. Augustyn przekonywał, że dusza wnika do ciała 40 dni po poczęciu i że do tego czasu aborcja jest dopuszczalna. Potwierdzili to hierarchowie zebrani na II Soborze Nicejskim w 787 roku, precyzując, że u mężczyzn dusza wnika do ciała 40 dni po zapłodnieniu, a u kobiet – po 80 dniach. A przypieczętował św. Tomasz z Akwinu, prze- konując, że „aborcja nie jest grzechem, dopóki płód nie zostanie obdarzony duszą”.

W kwestii antykoncepcji, badań prenatalnych i zapłodnienia in vitro wcale nie wygląda to lepiej. W 1968 roku Paweł VI ogłosił tzw. pigułkową encyklikę „Humanae Vitae”, jednoznacznie zakazując antykoncepcji. Sęk w tym, że zrobił to wbrew opinii komisji konsultacyjnej, którą sam powołał. A rozumowała ona dokładnie tak, jak amerykański twórca pigułki, John Rock (prywatnie: żarliwy katolik). Wierzył on, że oddaje ludzkości chrześcijańską przysługę, bo eliminuje zło w postaci aborcji. Ale dla papieża największym problemem był fakt, że komisja oddziela seks od prokreacji.

W encyklice  stwierdził, że „każdy akt małżeński powinien być otwarty na przekazanie życia” ze względu na nierozerwalne połączenie wymiaru jedności i wymiaru prokreacji, z jakimi mamy do czynienia w każdym akcie seksualnym”. Po ogłoszeniu dokumentu rozpętała się burza. Protestowali duchowni i świeccy, teologowie słali petycje do Rzymu. Paweł VI ponoć płakał, gdy usłyszał o gniewnej reakcji na encyklikę. Doradcom wyznał: „Przecież chciałem tylko przekazać przesłanie Ewangelii”.

Próby tworzenia zarodków poza organizmem kobiety Kościół nazywa dziś „wyrafinowaną aborcją”, choć dla rodziców, którzy bezskutecznie starają się o potomstwo, dziecko z próbówki jest jak najbardziej dotykalnym cudem życia. Trudno też przekonać rodziców, że badania prenatalne są złe, skoro wielokrotnie ratują życie ich nienarodzonemu potomstwu.

Źródło: Wróżka nr 4/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020