Pulchne ramię jawnogrzesznicy

Kobiety z obrazów Rubensa zawsze miały coś z jego żon. Białe, pulchne ciało, delikatne rysy, blond włosy…

Pulchne ramię jawnogrzesznicyChoć „Zdjęcie z krzyża” Petera Paula Rubensa to jeden z najbardziej podziwianych obrazów religijnych świata, to na nim właśnie po raz pierwszy pojawiła się kobieta, której urodę już zawsze nazywać będziemy rubensowską. W roli Marii Magdaleny malarz „obsadził” swoją pierwszą żonę – Izabelę Brant, urodziwą blond Flamandkę o czarnych oczach (w czasie pozowania prawdopodobnie ciężarną). Zastanawiające, że w nieco idealizowanych rysach jawnogrzesznicy można doszukać się także podobieństwa do drugiej żony mistrza, Heleny Fourment, która w roku ukończenia słynnego tryptyku miała dopiero przyjść na świat.

Rubens poślubił ją 20 lat później, gdy był już schorowanym wdowcem, choć nadal atrakcyjnym i bogatym. W kobietach malowanych przez Rubensa zawsze było coś zarówno z Izabeli, jak i Heleny. Białe, pulchne ciało, delikatne rysy i blond włosy, charakterystyczne proporcje. „Niezmienny typ urody zdaje się uparcie tkwić w jego sercu od pierwszych jego lat do ostatnich”, jak zauważył Eugène Fromentin, francuski malarz i krytyk sztuki.

Jawnogrzesznica klęczy u stóp Chrystusa, osuwającego się po białym całunie. Scena rozgrywa się nocą. Nie widać dramatu, nie słychać krzyków. Wszystko odbywa się w milczeniu, powściągliwie, dostojnie. Jedynie po twarzy Matki Bożej płyną łzy.

reklama

Nagie ciało Jezusa nie nosi śladów cierpienia, prawie nie znać ran ani śladów męki. Przeciwnie – ten piękny akt męski opada z krzyża w niemal wytwornej pozie, miękko, łagodnie. Ta postać wydaje się pozbawiona krwi, prawie świeci bladością. O męczeńskiej śmierci świadczy zsiniała stopa, z widoczną raną po gwoździu. Opiera się ona na równie białym, ale pulchnym i żywym ramieniu Marii Magdaleny. Jawnogrzesznica dotyka Zbawiciela z czułością. Z jej twarzy emanuje wielkie uczucie. Jednocześnie ta urocza buzia wyraża skromność, świadomość własnej niedoskonałości.

„Zdjęcie z krzyża” od chwili powstania było dumą katedry antwerpskiej. Gigantycznych rozmiarów tryptyk ołtarzowy to pierwszy publiczny występ malarza w mieście przodków po powrocie z Włoch. W tryptyku nie tylko wykazał się umiejętnościami warsztatowymi, ale też utrafił w gusty możnych i wpływowych odbiorców. Jednocześnie wykreował nowy styl.

Obraz został zamówiony przez cech arkebuzerów (jazda uzbrojona w broń palną) w Antwerpii, na czele którego stał burmistrz miasta, Nicolaas Rockox, prywatnie przyjaciel Rubensa. Tradycja nakazywała, by na obrazie znalazł się wizerunek sponsora. Znajdziemy go na prawym skrzydle tryptyku, w tłumie gapiów w scenie ofiarowania Dzieciątka Jezus kapłanowi w świątyni. Malowaną od 1611 do 1614 roku pracę natychmiast po odsłonięciu okrzyknięto arcydziełem, a jej autora – geniuszem. Dzięki temu obrazowi Rubens stał się najbardziej rozchwytywanym mistrzem Flandrii. Z czasem – całej południowo-zachodniej Europy. Oczywiście, nie tylko Magdalena zachwyciła publiczność – choć to ona została namalowana najpiękniej.

Spodobało się dynamiczne ujęcie tematu, elegancja kompozycji. Chwalono temperament i wyczucie kolorów, podziwiano efekty światłocieniowe – dowód, że włoskie nauki nie poszły w las. Ale pomimo widocznych wpływów Caravaggia zaznaczyła się również silna osobowość Rubensa. Malarzowi udało się nasycić dramatyczny motyw adoracją ludzkiej urody. Zamiast śmierci podziwiamy witalność i piękno tryskających zdrowiem ciał.

Peter Paul Rubens „Zdjęcie z krzyża” 1611-14, 420,5 x 320 i 420,5 x 150 (x 2) cm, ołtarz w Katedrze Najświętszej Marii Panny w AntwerpiiJedynie Chrystus odbiega wyglądem od tych jędrnych flamandzkich typów. Wszystko to sprawiło, że „Zdjęcie z krzyża” Rubensa magnetyzuje. Nie zasmuca, nie rzuca na kolana w akcie skruchy za grzechy. Przeciwnie, podnosi na duchu. Legendę „Zdjęcia z krzyża” tworzy także to, że dzieło wyznacza kanon nowego stylu nazwanego barokiem. Określenie początkowo znaczyło coś nieforemnego, manierycznego. Tymczasem Rubens jak ognia unikał przesady. Tworzył przedstawienia porywające, lecz ludzkie, nasycone szczerą uczuciowością.

Rubens był ówczesnym celebrytą. Pupilem fortuny, przyjacielem najwybitniejszych umysłów, faworytem koronowanych głów, jednym z pierwszych uszlachconych malarzy. W życiu osobistym także mu się szczęściło. W 1609 roku pojął za żonę urodziwą Izabelę Brant, córkę adwokata. Dwa lata później kupił dom, który stopniowo przekształcił w rezydencję, przepychem dorównującą pałacom: z ogromną pracownią, własną kaplicą i ogrodem.

Urządził tam nawet prywatne minimuzeum, które raz w tygodniu udostępniał zainteresowanym. „Muzeum w kształcie rotundy, gdzie światło padające z góry oświetla najkorzystniej posągi i malowidła oraz inne zgromadzone tam rzeczy godne uwagi”, notował jeden z biografów malarza. Jak wyglądał wówczas ulubieniec elit? Nienaganna aparycja, doskonały styl. Piękniś. Jasna karnacja, rudoblond zarost. Takim go znamy dzięki autoportretom.


Monika Małkowska
fot. Wikipedia, Shutterstock.com

Źródło: Wróżka nr 4/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019