Maggie wśród mężczyzn

Żelazną ręką rządziła Brytyjczykami i prowadziła wojnę z terrorystami, a ukochanemu synkowi ręcznie prała i prasowała koszule. Była zdeklarowaną konserwatystką, ale męża trzymała pod pantoflem. Jaka była naprawdę Margaret Thatcher, najpotężniejsza kobieta XX wieku?

Maggie wśród mężczyznMargaret Thatcher dzieli Brytyjczyków tak jak Lech Wałęsa Polaków. Do dziś potrafią się pokłócić o jej poglądy i decyzje, choć na scenie politycznej nie ma jej już 22 lata. Dla jednych pozostała „wielką słonicą o grubej skórze”, dla innych – „matką opatrznościową brytyjskiej gospodarki”. Mimo że „Żelazną Damę” – jak ochrzcili Thatcher radzieccy dziennikarze – choroba odcięła od świata, jej wrogowie do dziś wyliczają błędy i potknięcia. Dla zwolenników wciąż jest „naszą Maggie”, która walczyła o imperium brytyjskie. Te emocje podgrzał brytyjski film „Żelazna Dama”, z nagrodzoną Oscarem za tyłową rolę Meryl Streep.

Córeczka sklepikarza trafia do Oksfordu

Margaret Thatcher wkroczyła w życie z zapasem bezwarunkowej miłości najważniejszego mężczyzny w życiu – ojca i żadne opinie nie zdołały nadszarpnąć jej poczucia własnej wartości. Urodziła się w rodzinie sklepikarza z Grantham w hrabstwie Lincolnshire we wschodniej Anglii. Od dzieciństwa ojciec Alfred Roberts wpajał jej, że najważniejsza jest pracowitość i zaradność.

Gdy rówieśniczki chodziły do kina, ona sekundowała mu na spotkaniach lokalnej społeczności albo podczytywała książki, po które wysyłał ją do miejscowej biblioteki. W tygodniu pochłaniała więc dzieła wielkich filozofów, a w weekendy słuchała płomiennych mów, które jej ojciec – społecznik, a później także burmistrz Grantham – wygłaszał na zebraniach lokalnego koła konserwatystów. Nie wiadomo, kto komu imponował bardziej – Alfred Margaret czy Margaret Alfredowi. Kiedy w wieku 17 lat oznajmiła, że dostała się na Uniwersytet Oksfordzki, o mało nie pękł z dumy.

reklama

W oksfordzkim college’u Somerville, który wykształcił m.in. premier Indii Indirę Gandhi i pisarkę Iris Murdoch, spędziła cztery lata na wydziale chemii. Śpiewała także w chórze, działała w gru-pie metodystów oraz szlifowała umiejętności oratorskie na spotkaniach Stowarzyszenia Konserwatystów Uniwersytetu Oksfordzkiego (OUCA). Choć pracę magisterską pisała u laureatki Nagrody Nobla, Dorothy Hodgkin, nie miała zamiaru zajmować się chemią. Po studiach zatrudniła się wprawdzie w BX Plastics w Manningtree, a potem w firmie J. Lyons, ale bardziej pochłaniała ją praca w lokalnych strukturach Partii Konserwatywnej.

Obok zawsze Denis

To właśnie na zjeździe partyjnym w 1949 roku poznała przyszłego męża, przedsiębiorcę Denisa Thatchera. Dwa lata później byli już małżeństwem. Margaret, najmłodsza kandydatka w wyborach z okręgu Dartford w hrabstwie Kent, zwracała uwagę wszystkich, ale tylko Denis jeździł za nią na spotkania z wyborcami, niezmiennie zasłuchany i zapatrzony. „Jeśli słyszysz kobietę po raz dwudziesty pierwszy mówiącą to samo i wciąż ją kochasz, to chyba jednak coś z tego będzie” – tłumaczyła narodziny uczucia, które przetrwało 52 lata. Kiedy już zamieszkała na Downing Street 10, powtarzała, że każdy premier jest człowiekiem samotnym, ale żaden nie ma u swojego boku kogoś takiego jak Denis, doradcy, prawdziwej opoki, przyjaciela.

Dobrali się jak w korcu maku. Denis zajmował się biznesem i pozostawał w cieniu Margaret. Publicznie odzywał się rzadko, uznając, że to najlepszy sposób, by nie zrobić z siebie pośmiewiska. Słynna była rada, jakiej udzielił Sarah, księżnej Yorku, która skarżyła się, że ma kiepską prasę. „Może powinna pani po prostu przestać się odzywać”, zasugerował. Przed ślubem Margaret postawiła jeden warunek – nigdy nie będzie kurą domową. I nigdy się nią nie stała, choć w sierpniu 1953 roku urodziła Carol i Marka. Bliźniaki chowały się pod okiem pozbawionego politycznych ambicji ojca, a mama zdała egzaminy z prawa i została adwokatem. Kiedy Partia Konserwatystów doszła do władzy, Margaret Thatcher mieszkała na jednym z modnych londyńskich przedmieść z bogatym mężem i – co tu dużo mówić – zaczęła doskwierać jej nuda. Przy dzieciach pomagała niania, w kuchni chętnie wyręczał ją Denis, pasjonat pieczenia i gotowania.

W 1955 roku musiała zrezygnować ze startu w wyborach. Władze partyjne obawiały się, jak konserwatywny wyborca przyjmie fakt, że młoda matka walczy o karierę, zamiast zająć się dziećmi. Cztery lata później Margaret już się nie ugięła i 8 października 1959 roku, pięć dni przed 34. urodzinami, została członkiem parlamentu z okręgu Finchley. Dalej wszystko zaczęło toczyć się bardzo szybko. W Izbie Gmin Margaret Thatcher wypadała tak dobrze, jakby to była jej trzecia, a nie pierwsza kadencja. Od razu dała się poznać jako polityk, który nie boi się mieć własnego zdania, i to nawet niepopularnego.

W 1961 roku, wbrew oficjalnemu stanowisku swojej partii, zagłosowała za przywróceniem kary chłosty dla młodocianych przestępców. Nieświadomie, a może z premedytacją, stanęła na czele największego od 15 lat wewnątrzpartyjnego buntu. Dzięki temu dostała pierwsze rządowe stanowisko i została sekretarzem stanu do spraw emerytur i ubezpieczeń społecznych. Potem przez kolejne sześć lat obejmowała teki ministra budownictwa, podatków, paliw, transportu i edukacji. W Wielkiej Brytanii to obowiązkowa droga do stanowiska pierwszego ministra. Parlamentarzyści też w końcu przywykli do tej tyczkowatej kobiety o spojrzeniu królowej śniegu i skrzekliwo-piskliwym głosie, która na temat każdej sprawy miała własne zdanie.

Źródło: Wróżka nr 4/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019