Lustro

Pokazuje nie tylko nasze odbicie. Czarownice potrafią dostrzec w nim przyszłość, a naukowcy – zjawy...

LustroMitologiczny Narcyz nikogo nie kochał tak jak siebie. Bogini Nemezis ukarała go za to, że nie odwzajemnił uczucia nimfy Echo i skończył, wpatrując się w siebie samego, odbitego w lustrze wody. Od tamtej pory mężczyźni, którzy zbyt dużo uwagi poświęcają swemu odbiciu w lustrze, są uznawani za zniewieściałych, kobiety zaś, które jak zła macocha Śnieżki szukają w zwierciadle potwierdzenia swojej urody – za próżne. Dlatego też od najmłodszych lat przestrzega się dziewczęta, że zerkając w lustro, mogą w nim ujrzeć diabła albo Krwawą Mary. I nie chodzi bynajmniej o drinka. Choć matką chrzestną obu jest ta sama osoba – Maria I Tudor, XVI-wieczna królowa Anglii i Irlandii.

Krwawa Mary jest zjawą spalonej na stosie czarownicy albo matki, która zabiła swoje dziecko. Zdaniem kulturoznawców, to „krewna” władczyni, której życie obfitowało w poronienia i fałszywe ciąże (ostatnia z nich okazała się nowotworem). Najciekawsze jednak jest nie pochodzenie Mary, ale to, co robi. Tych, którzy ją ujrzą, zjawa wciąga do lustra, zabija, wyłupia oczy albo przynajmniej sprowadza na nich obłęd.

W tej ostatniej kwestii legendy znajdują potwierdzenie w badaniach. Według założycielki amerykańskiej Fundacji Poszukiwania Duchów, Patty A. Wilson, po rytuale przywołania Krwawej Mary wiele osób cierpi na ataki histerii bądź panicznie boi się lustra. Nauka nazywa takie przypadki spektrofobią i dzieli na dwie osobne kategorie chorobowe: katoptrofobię (lęk przed samym lustrem) i eisoptrofobię (przed odbiciem). Skutki tej drugiej na własnej skórze odczuła nie tylko Pamela Anderson, ale też mitologiczne Gorgony (skrzydlate i szponiaste siostry z wężami zamiast włosów) i legendarny smok Bazyliszek. Dzięki podsuniętym im podstępnie lustrom przekonali się, że ich wygląd naprawdę jest zabójczy.

reklama

Lustro to przede wszystkim portal łączący światy żywych i umarłych. Czarnoksiężnik Twardowski w nim właśnie ukazał zrozpaczonemu królowi Zygmuntowi Augustowi ducha jego zmarłej żony, Barbary Radziwiłłówny. Syberyjscy szamani w miedzianych taflach wypatrują duchów i dusz zmarłych. Nawet grecki filozof Plotyn pisał, że zwierciadła posiadają moc przechwytywania rzeczy i dusz. Niegdyś wierzono bowiem, że odbicie jest częścią człowieka. Konsekwencją tego poglądu jest przesąd mówiący o tym, że gdy stłuczemy lustro, czeka nas siedem lat nieszczęścia.

Tracimy bowiem wtedy kawałek siebie – część naszej duszy może utknąć na zawsze w innym świecie. Stąd też zwyczaj przysłaniania lub usuwania zwierciadeł ze ścian po śmierci domownika. Chodziło o to, aby dusza zmarłego, ulatując z ciała, nie wniknęła w lustro. Jeśliby mimo wszystko do tego doszło, uwolnić ją – i ustrzec żyjących przed nawiedzeniem – może tylko rozbicie tafli na kawałki i zakopanie ich.

Luster używano nie tylko do kontaktów z zaświatami, ale też do zaglądania w przyszłość. I to na długo, zanim wróżki „wynalazły” do tego celu kryształową kulę, a niemieccy magowie zaprojektowali magiczne zwierciadło (z wykonanych z siedmiu kruszców trzech różnych luster – pierwsze do przekazywania wiadomości, drugie do informowania o stanie zdrowia, trzecie do wyjaśniania spraw ukrytych). Starożytni Rzymianie stosowali do tego zwykłe ręczne lusterka.

Według greckiego podróżnika Pauzaniasza z II wieku, rzymscy wróżbici zanurzali je w wodzie, po czym wyjmowali i ustawiali naprzeciw twarzy chorego. Ale nie po to, żeby sprawdzić, czy pacjent jeszcze oddycha, ale by przyjrzeć się jego odbiciu. Jeżeli było normalne, znaczyło to, że z pewnością wyzdrowieje. Jeżeli natomiast zniekształcone, czekała go rychła śmierć.

W średniowieczu przepowiadający przyszłość ze zwierciadeł katoptromanci potrafili też stawiać inne wróżby. Nachylali lustra ku słońcu, a następnie odczytywali losy z tajemniczych wzorów światła i cienia na gładkiej metalowej powierzchni. Albo kazali patrzeć na nie niewinnym dzieciom, które następnie szczegółowo wypytywali o ich wizje.

„Zwierciadło wynaleziono w tym celu, aby człowiek poznał sam siebie”, twierdził rzymski filozof Seneka. W „Baśni z 1001 nocy” książę Zajn al-Asnam dzięki lustru potrafił rozpoznać dziewicę (odbicie dziewczyny, która nią nie była, pokrywało się plamami). Z czasem trafiło ono na alegoryczne obrazy. Największą karierę zrobiło na nich jako atrybut nagiej Prawdy (zawsze wyjdzie na jaw – lustro nie kłamie). Zanim jednak człowiek uznał zwierciadło za prawdomówne, robienie luster przestało być zajęciem kowali, którzy wykuwali je z metalu i polerowali. 4500 lat po wynalezieniu luster zajęli się nimi szklarze, pokrywając szkło ołowiem. Dzięki temu wyostrzyło się odbicie, a człowiek ujrzał nie przedstawiciela gatunku, lecz niepowtarzalną jednostkę. I nastał renesans.

Niewiele jest przedmiotów codziennego użytku, które wywarłyby na nas większy wpływ niż szklane lustro. Bez niego ludzkość wciąż tkwiłaby w mrokach średniowiecza. Bo czy nie mogąc dokładnie zobaczyć własnej twarzy, nasi przodkowie mogliby „wymyślić” humanizm i renesans? Kawałek pokrytego szkła stał się więc dla nas oknem na świat i sprawił, że wszystko zaczęło się kręcić wokół nas. I nabił nas w butelkę. Bo lustro, odzwierciedlając rzeczywistość, przekłamuje ją (zamienia prawą stronę z lewą), a – jak twierdzą okuliści – kątem oka zawsze dojrzymy w nim zjawę. Oby tylko nie okazała się ona Krwawą Mary.


Zuzanna Grębecka
fot. shutterstock.com

Źródło: Wróżka nr 4/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2020
Wydanie specjalne 1/2022

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

sklep.astromagia.pl