Kobieta nie jest pudlem

Dziennikarka Paulina Młynarska nie zamierza katować ciała w imię wiecznej młodości. Uważa, że dopiero po czterdziestce, kiedy znika z twarzy młodzieńcza głupota, stajemy się tak naprawdę piękne.

Kobieta nie jest pudlemOstatnio odzyskałam swoje ciało. I namawiam do tego wszystkie kobiety! Co to znaczy? Przez lata byłam człowiekiem radia. I kiedy nagle stałam się panią z telewizji, przeżyłam szok – trzeba było zacząć wyglądać. Tabloidy i portale plotkarskie punktowały, naciskały. Przez jakiś czas dawałam się w to wkręcać… W pewnej chwili zorientowałam się, że nie muszę brać w tym udziału. Gwiazdą niech będzie osoba, z którą robię wywiad – aktorka czy piosenkarka – nie ja.

Dotarło do mnie, że nie chcę, by więcej pisano o tym, jak wyglądam, niż o tym, co robię zawodowo.
Nie znaczy to, że na wyglądzie mi nie zależy. Zależy. Ale czy z tego powodu mam katować swoje ciało? Kiedy zrzuciłam wysokie obcasy, czuję się swobodniej i mogę się koncentrować na kontakcie z ludźmi, a nie na małym palcu w prawym bucie. Bo kiedy jestem na szpilkach,  ten palec daje o sobie znać…

Jeden z moich mentorów powiedział mi kiedyś, że życie trzeba nosić jak luźną szatę. Długo traktowałam to jako przenośnię, a teraz myślę, że nie bez powodu mowa tu o szacie. I niewygodne modne ciuchy zamieniłam na legginsy i sweter. Uwolniłam się od napięcia: jak mnie ocenią, jak skomentują. Odzyskałam luz. Są kobiety, które czują się dobrze tylko wtedy, kiedy się wysztafirują jak rasowe pudle przed wystawą. Mają do tego prawo, ale ja nie uważam, żeby to było naturalne. Naturalne jest pozwolić sobie żyć. Kobieta nie jest pudlem.

reklama

Żyję w dwóch światach: w Zakopanem i w Warszawie. W obu czuję się dobrze. Warszawa to tylko miejsce pracy, ale pracy, którą uwielbiam. Kiedy tutaj jestem, nie chodzę do knajp czy na imprezy. Rano biegam po Lesie Kabackim, potem praca (moje narcystyczne potrzeby zaspokajają makijażystka i fryzjerka, które przygotowują mnie przed programem), po pracy ewentualnie kino, a potem zawijam się w koc, biorę książkę i tyle mnie widzieli.

Widzę, że się zmieniam. Że najzwyczajniej zaczynam się starzeć. Mam szczęście, bo nigdy nie miałam kłopotów z nadwagą, moja skóra nie musiała się rozciągać i kurczyć, więc wygląda OK, ale czas mija. Przyjmuję to w gruncie rzeczy z zaciekawieniem i bez żalu. Przez wiele lat byłam bardzo ładną kobietą. Nasłuchałam się komplementów i moja próżność w tej dziedzinie została zaspokojona. I nie żałuję, że to mija. Utrzymywanie młodości na siłę nie jest dla mnie priorytetem. Zresztą kiedy rano pójdę w góry na fokach – a po godzinie czy półtorej podejścia na nartach człowiek jest mokry jak mysz – mam poczucie totalnej witalności. Wchodzę do domu i widzę w lustrze przy drzwiach zaczerwienione policzki – wtedy wydaję się sobie naprawdę ładna!

Juliette Binoche powiedziała, że we Francji kobiety po czterdziestce rozkwitają. Zgadzam się z nią. To czas, kiedy z twarzy znika młodzieńcza głupota – warto się tym czasem cieszyć, prawdziwie go wykorzystać. I żadna nastolatka nam teraz nie podskoczy! Mamy atuty, których one nie przebiją. Jakie? Ja na przykład zyskałam spokój. I jestem szczęśliwa. A to przecież niemało.


Joanna Derda 
fot. KAPIF

Źródło: Wróżka nr 5/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2020