Big love

To był maj, pachniała Saska Kępa. Tak się zaczyna ta historia. I tak mogłaby się kończyć. Mogłaby? Tak się kończy!

Kiedy poznałam Zosię, pomyślałam o łacińskim przysłowiu „nomen est omen”, według którego imię ujawnia charakter i niesie wróżbę temu, kto je nosi. Znałam już dwie Zosie. Były trochę inne niż ta nowo poznana. Łączyły w równym stopniu otwartość, wielkie serce i rozsądek. Ta nowa Zosia robiła wrażenie uczuciowej, ale zamkniętej w sobie, cierpliwej i niespokojnej zarazem. Poznał mnie z nią mój przyjaciel Aleksy, zwany Jeżem, mężczyzna fascynujący, acz skomplikowany. Przyszło mi na myśl, że przy nadarzającej się okazji powinnam jakoś ostrzec tę kruchą i bezbronną Zosię przed facetem, który z pewnością namiesza w jej życiu. Ale wtedy spotkałam mężczyznę, w którym zakochałam się gwałtownie i beznadziejnie, i zrozumiałam, że każdej miłości trzeba dać szansę. Żeby było zabawniej, to… Jeż postanowił ostrzec mnie.
– Powinnaś wiedzieć, że ten twój Lu to „bad boy”– powiedział.
– Tak jak ty? – obróciłam to w żart.

Żeby częściej widywać Lu, który wciąż miał dla mnie zbyt mało czasu, wymyślałam różne preteksty. Zastanawiałam się, czy jestem jedyną kobietą, z którą się spotyka, był przecież taki atrakcyjny, ale szybko odsuwałam te czarne myśli. Imieniny Zosi (tej od Jeża) były kolejną okazją, by się spotkać z Lu. Umówiliśmy się na Saskiej Kępie, na Francuskiej. Był upał, więc włożyłam bardzo skąpą sukienkę. Lu powiedział, że świetnie wyglądam. Cały wieczór spędziliśmy razem na tarasie willi Zosi.
– Jesteś szczęśliwa? – zapytała mnie solenizantka.
– A ty? – nie chciałam zapeszyć odpowiedzią tego, co czułam.
– Pragniemy za dużo szczęścia, a potem cierpimy – odrzekła.
Zaledwie tydzień po imieninach Zosi, kiedy myślałam, że w końcu zbliżyliśmy się z Lu, „tamtą dziewczynę pod rękę ujrzałam z nim”, jak śpiewa Rodowicz. Udał, że mnie nie widzi. Zabolało jak diabli. Wróciłam do domu i zadzwoniłam do Jeża.

reklama

Big love– On już taki jest – stwierdził po wysłuchaniu mojej relacji.
– Poznałem kiedyś jego wielką miłość. No wiesz, „big love”. Ta kobieta rzuciła go, jak tylko wrócił do niej dawny narzeczony.
– Chcesz powiedzieć, że Lu pragnie teraz zemsty na kobietach?
– Może coś w tym jest. Lepiej, żebyś przestała się oszukiwać.

Przestałam. A potem rozłożyłam karty, żeby się upewnić. Czułam się dłużniczką Jeża. Bardzo chciałam wspomóc go moją wróżbą, żeby im się z Zosią udało. Zanim to zrobiłam, Zosia zjawiła się u mnie.
– Jeż nie wychodzi z kasyna – poskarżyła się.
– Wyczyścił wszystkie konta...
– Miałam zamiar cię na to przygotować – przyznałam skruszona.
– Nie zostawię go samego – powiedziała. – Ale czy będzie chciał się leczyć?

Nie umiałam jej na to odpowiedzieć. Pytały o to samo dwie byłe żony Jeża. Zawsze obiecywał i nie potrafił wytrwać. Może tym razem… – pomyślałam jednak. Zaprosiłam go do siebie. Rozłożyłam karty. Bronił się. Ale ciekawość zwyciężyła obawę.
– Będziesz miał z Zosią… syna! – powiedziałam zaskoczona.
– Co ty nie powiesz! – zareagował ze złością.
– Jak to, nie cieszysz się?! – nie mogłam uwierzyć.
– Nic nie rozumiesz. Myślisz, że Magda i Teresa rozwiodły się ze mną z powodu hazardu? One chciały mieć dziecko, ale nie mogły. Z mojej winy.
– Nie wiedziałam – przyznałam. – Ale w kartach wychodzi, że…

Nie chciał słuchać. Kilka dni później wyprowadził się od Zosi, zarzucając jej, że go zdradza. I wkrótce wyjechał z kraju. Zosia dzielnie zniosła rozstanie. Mnie pierwszej powiedziała potem, że… chyba jest w ciąży. Urodziła syna. Kubuś wyglądał jak mały Jeż ze zdjęć, które oglądałam kiedyś w jego rodzinnym albumie. Zosia świetnie sobie radziła. Już nie była krucha i bezbronna. Przyjaciółka namówiła ją na otworzenie restauracji w willi na Saskiej Kępie. Tam poznałam mojego męża. A Zosia konsekwentnie odprawiała zalotników. Jak Penelopa, która czeka na powrót Odyseusza… Tyle że Jeż niewiele miał w sobie z dzielnego króla Itaki. Jeśli walczył daleko od domu, to ze sobą.

– Są tacy ludzie – powiedziałam kiedyś Zosi – którzy zostawiają wszystko, na czym im zależało, i nie potrafią wrócić, póki nie wybaczą samym sobie wszystkich błędów i słabości, i póki nie uwierzą, że mają prawo do szczęścia tak samo jak inni.
– Chcesz powiedzieć, że Jeż do mnie wróci?
– Wyruszył w długą drogę, ale już kawał ma za sobą.
I w końcu przyszedł kolejny maj, Saska Kępa pachniała szalonym, zielonym bzem, wieczór był upalny jak tamtego roku, a Zosia z Jeżem znów razem czekali na imieninowych gości.


Anna Złotowska
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 5/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube