Miłosny eliksir

Co można robić w majowy wieczór? Poza praktyką hatha-jogi, rzecz jasna. – Ja uwielbiam siedzieć w parku – zdradziła Maria. – Nasłuchiwać świergotu wróbli, rozkoszować się zapachem bzu. Albo pierwszych akacji.

Miłosny eliksir– I czekać, aż jakaś znudzona sroka narobi ci na głowę – mruknęła Prima. – Podobno to przynosi szczęście – poinformował ją Szymon, nadal nazywany w grupie Nowym.
– Wielkie dzięki!
– Nie trzeba siedzieć, można pospacerować alejkami – odezwały się Cienie. – I pomarzyć o zderzeniu z przystojnym nieznajomym.
– A w tak zwanym międzyczasie – podjęła Martyna – zawsze można poflirtować ze znajomym właścicielem ratlerka. Dla wprawy i kondycji.
– Ja tam wolę flirtować przez internet – oznajmiła Prima, składając swoją matę. – Nie trzeba się tak napinać jak w realu.
– I kto to mówi – prychnęła Filipa, obrzucając zazdrosnym wzrokiem stalowe uda koleżanki. Napięte nawet w relaksacyjnej pozycji „trupa”.
– A ja wolę sobie poczytać – oświadczyła, pokazując nowy nabytek.
– „Czerwone qipao”.
– Chińskie romansidło? – zgadywała Martyna. – Lubisz opowieści o jadeitowych maczugach szturmujących koralowe bramy?

reklama

– To znakomity poradnik, bardzo modny na Wschodzie – wyjaśniła Filipa, nieco urażonym tonem. – W samych Chinach sprzedało się aż 5 milionów egzemplarzy.  
– Co tam radzą? – zapytał Szymon ożywionym głosem.
– Jak znaleźć kandydata na męża, a potem doprowadzić go do ołtarza. Czerwony to tradycyjny kolor ślubnej szaty – tłumaczyła Filipa.
– Myślałem, że jogini są wolni od podobnych pragnień – rzucił Szymon.
– Joginki także.
– Naiwniak – skwitowała Martyna.
– Nie są wolni od niczego – szepnęła Mistrzyni, zmieniając temat.
– Dziwi mnie, że książka cieszy się ogromnym powodzeniem właśnie tam, gdzie nie brakuje kawalerów. Za to brakuje kobiet. Jakieś 90 milionów.
– Aż tyle? Dlaczego? – wykrzyknęły Cienie, zdumione.
– Proza życia – odparła Mistrzyni. – Połowa kobiet w Azji doświadcza brutalnej przemocy, dla niepoznaki nazywanej domową. A jednak miliony nadal marzą o założeniu czerwonego qipao.

– Co najmniej pięć – potwierdziła Filipa. – Oraz kilkaset tysięcy w Europie.
– Plus jedna chętna w naszym fitness klubie – zaśmiała się Martyna, zerkając na koleżankę. Filipa poczuła, jak jej uszy nabierają koloru dojrzałych buraczków.
– Naprawdę chciałabyś zaciągnąć faceta do ołtarza? – zagadnął ją Szymon i zanim sprostowała, że w gruncie rzeczy jest wolna (no prawie), dodał: – Jest na to niezawodny patent. Prosty, ale sprawdzony.
– Dawaj – ponagliła Martyna.
– Musisz pokazać gościowi, że są inni, bardziej napaleni. I że jeśli się nie pośpieszy z oświadczynami, za chwilę znikniesz w objęciach lepszego kandydata. Od razu cię doceni.
– Jak ostatni kawałek ciasta, który ktoś może sprzątnąć mu sprzed nosa – podsumowała Mistrzyni.
– Właśnie! – przytaknął Szymon, nie dostrzegając ironii w jej głosie.
– Pytanie, co po ślubie – zastanawiała się Prima. – Jak żyć z facetem, który sprowadza cię do kawałka słodkiego tortu. I który zaraz zacznie się rozglądać za czymś pikantnym.

– Dlatego ja wolałabym poradnik o tym, jak zdobyć prawdziwą miłość – wyjawiła Iga. – A nie, jak podać samą siebie na talerzu.
– A ja bym od razu chciała eliksir miłosny – oznajmiła Martyna.
– Nie musiałabym się męczyć z lekturą, tylko wlała kilka kropli do drinka, i gotowe.
– Mnie też się marzy taki eliksir – westchnęła Maria. – Albo czarodziejski proszek gwarantujący miłość przez duże M.
– Ba, przez wszystkie duże litery – wyrwało się Mistrzyni.
– Też byś chciała go komuś podać? – spytały uczennice.
– Komuś? – zdziwiła się Mistrzyni. – Myślałam o sobie.


Izabela Sowa
pisarka, autorka m.in. książek: „Smak świeżych malin”,
„Świat szeroko zamknięty”, „Podróż poślubna”; wegetarianka
fot. Bogdan Krężel

Źródło: Wróżka nr 5/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020