Podwójne życie Bliźniaka

Hugh Laurie mówi, że prywatnie w niczym nie przypomina granego przez siebie dr. House’a. Ale to niezupełnie prawda, bo choć nie kuleje, to w gwiazdach pisane jest mu podwójne życie.

Hugh Laurie mówi, że prywatnie w niczym nie przypomina dr. House’a21 maja 2012 r. świat skończył się dla 82 milionów ludzi, którzy śledzili perypetie doktora Gregory’ego House’a. Wtedy to inteligentny lekarz pojawił się na ekranie po raz ostatni. – Mam już dość tego gościa – oświadczył na łamach „New York Timesa” odtwórca roli House’a, aktor Hugh Laurie. Osiem lat temu podpisał kontrakt tylko na dwa odcinki, a skończyło się na 177. I sześciu nominacjach do „telewizyjnych Oscarów”, czyli nagrody Emmy, dwóch Złotych Globach i wpisie do „Księgi rekordów Guinnessa” („najchętniej oglądany odtwórca głównej roli w telewizyjnym serialu”).

Laurie śmieje się, że po ośmiu latach grania specjalisty od trudnych przypadków przed samodzielnym stawianiem diagnoz powstrzymuje go tylko brak pewności, czy pacjent przeżyłby jego kurację. – Nie oszukujmy się – mówi – mój mózg ma wielkość orzecha i jestem w stanie pamiętać wszystkie te mądre słowa góra pół godziny.

House odcisnął piętno na życiu swojego odtwórcy. I nie chodzi tylko o gażę (600 tys. dolarów za odcinek), dzięki której Laurie stał się jednym z najlepiej opłacanych aktorów serialowych (4. honorarium w historii telewizji). Oprócz popularności i bogactwa rola, którą grał przez ostatnie osiem lat, przez dziewięć miesięcy w roku, po 15 godzin dziennie, wniosła w jego życie coś jeszcze: rutynę i monotonię. A tego akurat zodiakalny Bliźniak nie znosi. Urodzeni w tym znaku są nie tylko inteligentnymi wrażliwcami z dużym poczuciem humoru, ale też łatwo się nudzą. A wtedy nerwowo zaczynają szukać nowych wyzwań.

reklama

Dla Bliźniaka najważniejsza jest pasja i to jej podporządkowuje swoje życie. Podobnie było z urodzonym 11 czerwca 1959 roku Hugh Lauriem – całą młodość poświęcił… wioślarstwu. Wszystko przez ojca, który na igrzyskach w Londynie (1948) zdobył w tej konkurencji złoty medal, syn postanowił pójść w jego ślady. Po ukończeniu szkoły średniej trafił na uniwersytet Cambridge, gdzie studiował archeologię i antropologię. Nauka szła mu niesporo (na dyplomie same tróje), trafił za to do prawdziwej mekki wioślarzy. Jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu tej uczelni są doroczne regaty na Tamizie z odwiecznymi rywalami z Oxfordu.

Po latach Laurie porównywał swoją karierę właśnie do pływania w łodzi. – Kiedy wiosłujesz, jesteś plecami do kierunku, w którym płyniesz, więc widzisz tylko to, co już minąłeś – mówił aktor. Jak na Bliźniaka przystało, nigdy specjalnie nie planował swojej przyszłości – po prostu „wiosłował”. A kiedy raz, pod koniec lat 70., zdarzyło mu się złamać tę zasadę i za życiowy cel postawić sobie udział w igrzyskach (trenował wtedy po osiem godzin dziennie), jego sportową karierę złamała mononukleoza.

Po rocznym leczeniu zamiast na olimpiadę w Moskwie trafił do uniwersyteckiego teatru. Wśród gromady zapaleńców spotkał tam swoich przyszłych przyjaciół: Emmę Thompson i Stephena Fry. Z tym ostatnim zawojował trupę teatralną, pisząc dla niej scenariusz tradycyjnego dorocznego przedstawienia. Było tak dobre i zabawne, że wygrało nawet kilka festiwali teatralnych. Fry twierdzi, że Hugh można porównać tylko do misia pandy albo… Opla Kadetta. – Bo Laurie jest taki kompletnie… nieagresywny – tłumaczy.

– Boję się rywalizacji. Kompletnie mnie to paraliżuje – przyznał kiedyś przyszły dr House. W ustach niedoszłego olimpijczyka brzmiało to dziwnie, ale wycofana postawa jest charakterystyczna dla Bliźniąt. Urodzeni w tym znaku z zasady unikają konfrontacji i stresujących sytuacji. Hugh porzucił więc teatr i zaczął grać epizody w serialach telewizyjnych. Pierwszym przełomem w karierze był komediowy serial „Czarna Żmija”. Rola głupkowatego przyjaciela głównego bohatera zwróciła na niego uwagę widzów. Brytyjczycy polubili też dwa inne zabawne seriale, które napisał do spółki ze Stephenem.

Łączenie licznych talentów – w wypadku Lauriego: sportowych, aktorskich, pisarskich i muzycznych – to typowa cecha Bliźniąt. W odpowiadającym za zawodowe sukcesy dziesiątym domu horoskopu mają one Ryby, którym patronuje Neptun. Jego połączenie z Merkurym sprawia, że zodiakalne Bliźniaki najlepiej sprawdzają się w zawodach wymagających wszechstronności, wyobraźni i zdolności twórczych. Lepszego zawodu niż satyryk Hugh nie mógł sobie wymyślić.

Sukcesy w Wielkiej Brytanii sprawiły, że aktorem zainteresowało się Hollywood. Zaproponowano mu rolę w „101 dalmatyńczykach”. Laurie wspominał, że gdy zadzwonił do niego producent, jadł akurat obiad w restauracji. Przesłuchanie do roli odbyło się na ulicy, przez telefon, na podstawie kilku kartek scenariusza przefaksowanych do lokalu. Film odniósł sukces. Mimo to woda sodowa nie uderzyła aktorowi do głowy. Gdy kilka lat później zaproszono go na casting do „Stuarta Malutkiego”, przekonywał producentów, że to musi być pomyłka. Że pewnie napisali na kartce, że chcą do tej roli Hugh, a ich asystenci, zamiast Hugh Grantowi wysłali scenariusz Hugh Lauriemu. Pomyłki jednak nie było, szkocki aktor był już gwiazdą.

Kiedy trzy lata temu jego zarobki osiągnęły niebotyczny poziom, a twarz była znana już w wielu krajach świata, przyszedł kryzys. Hugh pracował jak profesjonalista, ale gdy tylko zatrzymywała się kamera, stawał się nieobecny. Ujawniła się dwoista natura Bliźniaka: z jednej strony wesołego i zadowolonego z życia, z drugiej – niepewnego siebie i depresyjnego. – Na planie każdego dnia myślałem: dziś mnie zwolnią – przyznawał. – I że połapali się, że ja tylko naśladuję swojego ojca (Ron Laurie był lekarzem).

W końcu Laurie poszedł do psychiatry, a ten zdiagnozował u niego depresję. – Wolę zapłacić 100 dolarów za to, żeby ktoś wysłuchał moich problemów, niż zanudzać przyjaciół – mówił. Wciąż jednak nie może pozbyć się wrażenia, że jego życie naśladuje film. I wspiera fundacje walczące z depresją. Kategoryczne pożegnanie Hugh Lauriego z dr. House’em wydaje się w przypadku 53-latka decyzją lekkomyślną.

Aktor ma już jednak kilka „planów awaryjnych”: chce więcej pisać, reżyserować (zasmakował tego na planie „House’a”), grać na pianinie. „Niewykluczone”, napisał w oficjalnym oświadczeniu na łamach „New York Timesa”, „że House rzuci w diabły pracę w szpitalu i otworzy sklep z butami, jednak ja do tego ręki nie przyłożę”. Oświadczenie zakończył jednak życiową dewizą House’a: „Pamiętajcie: ludzie kłamią”. I komu tu wierzyć?

Kiedy ster trzyma Bliźniak...Kiedy ster trzyma Bliźniak...
• Zapomnij o sztywnym zakresie obowiązków. Musisz być menedżerem, sekretarką i kurierem w jednej osobie. Zrobisz na nim wrażenie, jeśli zamiast narzekać, okażesz entuzjazm, że masz szansę nauczyć się czegoś nowego.
• Twoje nadgodziny nie zrobią na nim wrażenia. Prędzej wzbudzą podejrzenia, że skoro nie możesz wyrobić się na czas, jesteś ślamazarą albo leniem.
• Nie cierpi bezmyślności, więc lepiej nie przyznawaj się, że czegoś nie wiesz. Od swoich podwładnych wymaga, by stale się dokształcali, i organizuje im szkolenia. Jeśli wyśle cię na podyplomowe studia, możesz uważać się za szczęściarę.
• Umiarkowanie przejmuj się tym, co mówi. On sam zanadto nie przywiązuje wagi do słów, więc nawet jeśli cię skrytykuje, za chwilę już o tym nie pamięta.
• Nie próbuj go przegadać. Nie ma sensu. W bitwie na słowa zawsze wygra on. Na szczęście łatwo odciągnąć jego uwagę, zadając mu pytania albo dzieląc się najnowszą firmową plotką.


Stanisław Gieżyński
fot. shutterstock.com
 

Źródło: Wróżka nr 6/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020