Na rogu miłości i zbiegu okoliczności

Nie mogę z tobą wytrzymać. Nienawidzę, jak codziennie pytasz: „Gdzie położyłaś moje gacie?”. Tak jakbyś miał setki półek na gacie, a nie jedną. Precz z moich oczu!

Na rogu miłości i zbiegu okoliczności– Ależ kochanie, jestem w połowie obiadu… Dostanę zgagi. Nie możesz poczekać z tym zerwaniem, aż skończę?! – Nie mogę!

To była odpowiedź zła, bo wplątała nas w dalsze zatargi o gacie. Gdybym wyznała, że zaprawiłam zupę strychniną, to flegmatyk sam by się spakował. Ale nie oświadczyłam i dlatego nadal musiałam żyć jak w czeskim filmie. I wtedy dotarło do mnie, że gdybym była na planie filmowym, to akcję posuwałyby właśnie konflikty. Zdałam sobie sprawę, iż życie rządzi się tymi samymi regułami, co sceniczny dramat…

Podejrzenie zmieniło się w pewnik, gdy przeczytałam podręcznik dla początkujących scenarzystów. Dowiedziałam się z niego, że ludzkość zna 64 wątki dramatyczne, a ich sekwencja opisuje każdy ludzki los. Z radością skonstatowałam, że moje życie kroi się z identycznej materii co film! A zatem tak samo jak w kinie… mogłam prześledzić dramaturgię swoich dziejów i przewidywać ich rozwój!

Stwierdziłam, że moje życie to nowoczesny utwór heroikomiczny, z naroślami satyry, groteski i absurdu. I że mnie najbardziej do twarzy będzie w scenariuszu na rogu Miłości oraz Zbiegu Okoliczności. (Miłość jest z natury jawna i słoneczna, Romans zaś pokątny i zdradliwy – a ja do podchodów tak się nadaję, jak Michał Wiśniewski do walki w konspiracji).

reklama

Zaraz jednak zaczęły się schody, gdyż podręcznik orzekł, że i tak o wszystkim decyduje wola scenarzysty. I zapytał, co myślę tu i teraz – na zimno – o tym, jak powinna zachować się moja Bohaterka w obliczu na przykład Romansu? Czy powinna od razu ulec, na gruzach rozpadającego się Małżeństwa? Albo się rozpić, żeby wszystko hurtem mieć z głowy? Lepsza jest dla niej Podróż do Miłości czy może Romans?

Zaczęłam kombinować. Dotąd nie widziałam wyjścia, ale gdy zamieniłam się w Bohaterkę, nagle zrobiło się ich siedem. Wyemigrować do Irlandii? Iść do łóżka z sąsiadem? Dać ogłoszenie towarzyskie? Uwieść szefa? Złożyć pozew o rozwód i czekać, co się stanie? Uznałam, że najprędzej na róg Miłości i Zbiegu Okoliczności zaprowadzi mnie ostatni pomysł…

Wyobraźnia scenarzysty zależy od jego usposobienia. Szkoła tragików traktuje Bohaterów jak marionetki przeznaczenia i wyznaje teorię „momentu zero”, kiedy jakieś zdarzenie uruchamia efekt domina. Punkt zero odpowiadał więc również za to, że poznałam przyszłego męża w pociągu. Los jednak nie przeważył się w przedziale, kiedy stanęliśmy oko w oko, ale poprzedniego wieczora. Dokładnie wtedy, kiedy mój nieznany mi jeszcze małżonek wstał od butelki i stwierdził, „że jeszcze jeden kieliszek, a zwali się pod stół i będzie spał do południa”. To dzięki temu przeżyliśmy olśnienie… zamiast poczuć do siebie niechęć, ponieważ zawaliłam przedział walizkami, a on śmierdział czosnkiem i promilem.

Scenarzysta pesymista od razu położyłby Bohaterkę na torach. Bo on z tych 64 wątków zna tylko jeden: Śmierć – żelazny kres drogi człowieka. Jednak ja nie pasuję do tragedii. Czniam fatum: liczę na Zbieg Okoliczności, czyli chcę grać na ruletce losu! Mój los to nie zjazd ze skoczni, który musi się zakończyć udanym lotem albo kontuzją… Kulka na tarczy ruletki ma ponad 60 możliwości!

Zatem nawet gdybym spóźniła się na pociąg, którym odjechałby (niedoszły) mąż, zionąc czosnkiem – to, czekając na inne połączenie, poznałabym większego skunksa. Albo obeszłabym się bez Małżeństwa, zrobiła karierę, na przykład, w PKP i tak zarządzała rozkładami jazdy, aby wszystkie pociągi się spóźniały. Punkt zero z ułamka sekundy rozciągnąłby się na, przykładowo, godzinę i 17 minut. Dzięki temu ludzie zyskaliby więcej szans na powodzenie w życiu… niż są zdolni objąć rozumem i wdzięcznością.

Optymistką jestem. Kiedy więc już stałam się scenarzystką swojego życia, to oczywiście olśniło mnie bogactwo szans uratowania Bohaterki (bo czeka na nią 1000 odcinków), czyli siebie. Dzięki 64 szansom zmiany w każdej sekundzie mam teraz piękne życie. Gdy więc leżę przywiązana do torów, a nadjeżdżająca lokomotywa przeznaczenia dudni coraz głośniej, to się okazuje, że leżę na… bocznicy. Facet gotuje się więc do awantury o gacie, a mnie nie ma w domu – robię zakupy, pamiętając o jego ukochanych śmierdzących serkach. Nie ma na globie gaci, które wygrają z serkami, choćby identycznie śmierdziały.

Gdy nadchodzi kryzys, robię zatem, co mogę, by ocalić Bohaterkę. Zawsze mogę wysadzić tory kilometr wcześniej:
– Dobrze, kochanie, za chwilę omówimy gacie, ale najpierw zrobię ten przelew na twoje konto…
Nie ma gaci, które wygrają z przelewem. – Jaki przelew?! – pyta Facet, marionetka w rączkach domowego fatum.
– Jestem ci winna 200 złotych za tamte rachunki…
– 156, a nie 200 – warczy nieprzekupny Facet.
– Górką ci poślę. Co się kłócić o parę groszy…
Po takim postawieniu sprawy nawet najbardziej małostkowy Facet przestanie żreć się o gatki.
A jak trzeba, to porywam pociąg. Wtedy scena wygląda tak: – (wrrr) Chcę (wrrr) porozmawiać o moich (hrrr) gaciach.
– Znowu myślimy o jednym! Bo ja chciałam porozmawiać o wakacjach, a ty przecież nie masz już żadnej porządnej pary gaci. Ubieraj się, jedziemy do sklepu!

Wyjść są miliony. Scenarzysta może wywołać strajk generalny na kolei, spuścić z nieba 10 metrów śniegu. Lub meteoryt. W ostateczności może działać na chama i wpędzić na tory stadko czołgów, które zabłądziły na poligonie.
– Nie zakładaj dzisiaj gaci… Uwielbiam, gdy jesteś nagi…
Albo zatrzymać pociąg, bo maszynista rodzi bliźnięta:
– Gdzie moje gacie?!
– Nie wiem. Chyba okres mi się spóźnia.
Cokolwiek zajdzie, Bohaterka ma czas otrzeźwieć, zczołgać się z szyn i wymamrotać: „No kurczę, ale mnie porąbało! Nie, wcale mnie nie porąbało, choć porąbać mogło. Właśnie uniknęłam porąbania do kwadratu, a nawet zmądrzałam. Życie piękne jest, a miłość (do siebie) zawsze zwycięża!”.

Jeżeli i tobie marzy się róg Miłości oraz Zbiegu Okoliczności, to radzę: przeczytaj podręcznik pisania scenariuszy. No i schudnij… Gdyż możliwość przeważenia wątków na swą korzyść jest odwrotnie proporcjonalna do gabarytów Bohaterki. Biedna ma jakieś szanse na torach, gruba – nie. To jedyna zasada dramatyczna, odkryta w Brazylii. Ale za to prawdziwsza niż niektóre z tych 64 możliwości.


Iwona L. Konieczna

fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 6/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube