Okrutna pseudo-miłość

Lato nie zasługuje, aby pisać o złych rzeczach. Są wakacje i można napawać się samymi dobrymi doznaniami. Cieszyć się radością dzieci zabranych nad morze. Patrzeć, jak nawiązują nowe znajomości, i myśleć, kim będą, gdy dorosną. Czuć to powinni wszyscy rodzice, a z pewnością matki, choć mam coraz większe wątpliwości, czy rzeczywiście niektóre z nich czują cokolwiek…

Małpie dziecko, nawet jeśli dorasta w ludzkim otoczeniu, człowiekiem nie będzieModa na matkowanie małpim noworodkom nastała wiele lat temu. Na kupno małpki najczęściej decydują się panie, które odchowały dzieci, a nie doczekały się wnuków. Wystarczy kliknąć w odpowiednie miejsce, a internet dostarczy ofertę sprzedaży. Trzeba jeszcze mieć pieniądze. I to niemałe, zależnie od gatunku, od kilku do kilkudziesięciu tysięcy. Najdroższe jednak są noworodki…

Pochodzą z domowych „hodowli”, gdzie małpiej mamie odbiera się dziecko trzeciego dnia po narodzinach. Produkcja małpich niewolników kwitnie głównie w Stanach Zjednoczonych. Kupcy przyjeżdżają z całego świata. Ostatnio coraz częściej z Europy. Wracają do domu z „papierami” legalności tego procederu.

Kim są kobiety odbierające matce dziecko w imię bezdennie głupiego kaprysu? Mówią wprawdzie: „Kocham moje małpiątko”, ale nie różnią się od oprawczyń z czasów wojny. Po pierwsze – małpiątko nie jest ich, a po drugie – nie mają pojęcia o miłości. Nie przyjdzie im do głowy, że małpia mama cierpi tak samo jak kobieta, której odebrano noworodka. Właśnie wtedy, gdy macierzyństwo kipi w ciele i umyśle, ktoś zabiera cel życia.

Sama jestem matką i choć moje dziecko ma już 30 lat, pamiętam, co czułam, gdy się urodziło. Drżałam nawet wtedy, gdy ktoś dotykał mojego skarbu. Gdyby mi go zabrał, straciłabym duszę… Małpy po kilku razach obojętnieją. Przestają czuć. Muszą się jakoś bronić, aby nie zabić samych siebie. Stają się automatami do produkcji. Bankomatami swoich oprawców.

reklama

W modzie są kapucynki, koczkodany, pigmejki, marmozety. Ich emocje i uczucia są takie jak nasze. Należymy do tego samego rodzaju człekokształtnych, ale widocznie nasz gatunek nie czuje żadnych zobowiązań. Musimy mieć niewolników i „kochać” ich. Małpiątko zaraz po odebraniu matce dostaje dużą pluszową zabawkę. Wczepia się w nią malutkim rączkami i już po kilku godzinach kiwa się w takt choroby sierocej. Małpia mama nie rozstaje się z nim ani na chwilę. Nie wkłada go w pieluchy. Nie wtłacza do wózków i kołysek. Ona jest wszystkim, czego dziecko potrzebuje. Bez niej nigdy nie będzie normalnym przedstawicielem swojego gatunku.

Większość małp prowadzi tak samo społeczne życie jak my. Dzieci dorastają w otoczeniu rodziny i rówieśników. Uczą się być kapucynką czy koczkodanem. Tak samo jak ludzkie dziecko uczy się być człowiekiem przez długie lata. Znane są historie dzieci „wychowanych” przez wilki i psy. Nigdy nie nauczyły się ani ludzkiego języka, ani ludzkich emocji. Ich życie było tragedią zawieszoną między dwoma światami.

Małpie dziecko dorasta wprawdzie w ludzkim otoczeniu, ale człowiekiem nigdy nie będzie. Najpierw zaczyna psocić, ale tak naprawdę zachowuje się tak, jak nakazuje gatunkowa przynależność. Nie nauczy się ludzkiego „porządku”, tak samo jak człowiek nie będzie pląsał w koronach drzew. Trudno się dziwić, że po osiągnięciu dojrzałości płciowej młoda małpa staje się zazwyczaj agresywna w stosunku do członków przybranej rodziny. Moim zdaniem powinna ją zagryźć, ale nie ma takiego zamiaru. Zachowuje się tak, jak nakazują jej zdemolowane niewolą emocje.

Co wówczas radzą „specjaliści” od małpiego wychowania? Mówią: „Trzeba małpę zdominować”. Co kryje się w tym słowie? Przytoczę cytat z telewizyjnego programu: „Gdy chce ugryźć, trzeba ją mocno uderzyć w pysk”. Pysk to ma ten, kto wypowiedział te słowa. Małpa – choćby nawet najbardziej zdesperowana – ma twarz. Czy chcemy mieć małpkę po to, aby mieć kogo policzkować? Dzieci już nie wolno bić. Można za to iść za kratki. I słusznie. Małpa nie poskarży się w przedszkolu. Można więc sobie ulżyć. Jest chłopiec lub dziewczynka do bicia. Wszystko w imię najwyższego z uczuć...

Nie wiem, ilu małych niewolników tkwi w szponach ludzkiej „miłości”. Nie wiem, ile małpich matek ma zniszczoną osobowość. Wiem, że nie ma na świecie drugiego gatunku, który katując, mówi „kocham”.


Dorota Sumińska
doktor weterynarii, prowadzi w radiu i telewizji popularne programy o zwierzętach
fot. shutterstock.com


Źródło: Wróżka nr 7/2012
Tagi:
Komentarzy: 1
Już w kioskach: 2020
Wydanie specjalne 1/2022

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

sklep.astromagia.pl