Prorocze znaki

Zeszyt miał ze sto stron. Daniel kupił go zaraz po tym, jak przeczytał w wywiadzie ze znanym psychologiem, że zapisywanie myśli to dobry sposób na rozmowę ze sobą. Jeśli jest się samotnym. A on był.

Prorocze znakiKochał i podziwiał ojca, ale jego nigdy nie było w domu. Matka zaś, zajęta sobą, nie miała ochoty z nim rozmawiać. Bo i o czym? Przyjaciół Daniel nie miał, tylko kilku kumpli. No i szkolne koleżanki, których unikał, bo tylko jedno im było w głowie: „sex and satisfaction”.

1 lutego 1996 r. 15-letni Daniel zapisał: „Jutro wraca ojciec. Obiecał, że pojedziemy na narty. Sami”. To znaczyło: bez matki. Daniel jej nie kochał. Ale tego nie napisałby nawet w dzienniku. Mieszkali w schronisku w Pięciu Stawach. Całe dnie szaleli na deskach, a wieczorem gadali do północy jak dwaj faceci.

13 lutego 1996 r. Daniel napisał: „Ojciec miał wypadek. Wpadła na niego narciarka. Oboje połamali nogi”. Po miesiącu okazało się, że ojciec Daniela szybko ze szpitala nie wróci. Ma… białaczkę. Matka obwiniała go za chorobę ojca, bo przecież gdyby nie pojechali na te narty... Daniel był zrozpaczony. Ale nie przejmował się tym, co mówi matka. Myślał tylko o ojcu, żeby z tego wyszedł.

19 września 1996 r. Daniel zanotował: „Wczoraj w nocy obudziło mnie pukanie w szybę okna. Wstałem, pukanie się powtórzyło. – Jak to możliwe? – pomyślałem. – Przecież mieszkamy na piątym piętrze… Otworzyłem okno i wychyliłem się. Nikogo nie było. Nagle przyszło mi do głowy, że to znak. Zły znak”. Tej nocy umarł ojciec. To dla niego Daniel zmienił swoje życiowe plany: postanowi pójść na medycynę. Żeby nigdy nie być bezbronnym wobec choroby. I studiować daleko od domu.

reklama

Jeszcze przed dyplomem ożenił się z koleżanką z roku. 4 stycznia 2010 r. w nowym już brulionie Daniel zapisał: „Rozstanie z moją żoną Natalią było mniej bolesne, niż się spodziewałem. Chyba nie jestem zdolny do miłości”.

W tym samym roku Daniel przyjął posadę lekarza w małej miejscowości w Kotlinie Kłodzkiej. 30 czerwca 2010 r. krótki wpis: „Jest nieźle. Przeczytałem, że: »Pewnego dnia to się zdarzy, i już nic się nie będzie liczyć«. To chyba o miłości?”.

23 sierpnia 2010 r.: „Poznałem kobietę. W naszych górkach. Siedziała przy szlaku ze skręconą nogą. Wziąłem ją na barana. Poczułem takie bicie serca, że sam się przestraszyłem. Ta skręcona noga… czy to znak od ojca? Ma na imię Małgorzata. Ładnie”. To miały być ostatnie „osobne” wakacje Małgorzaty przed ślubem z Michałem.

– Czy ty go jeszcze kochasz? – zapytała zaniepokojona tym jej wyjazdem matka. – Kocham… ale nie jestem zakochana – odpowiedziała. Zaraz po powrocie córki z Kotliny Kłodzkiej matka postanowiła trzymać rękę na pulsie. Razem poszli potwierdzić wcześniej zaklepaną (na 30 września) datę ślubu w urzędzie stanu cywilnego. – Nie mam państwa zapisanych – oświadczył urzędnik. – To niemożliwe – zdenerwowała się matka. – Proszę sprawdzić. W domu Małgorzata stwierdziła, że to chyba znak… – Jaki tam znak! – zaperzyła się matka. – Tylko bałagan w urzędzie.

31 grudnia 2010 r. Daniel pisze w dzienniku: „Ciągle myślę o Małgorzacie. Nie znam jej nazwiska, nie poprosiłem o numer telefonu… Ale przecież mogła mi go dać sama. Gdyby chciała”. 1 stycznia 2011 r.: „Dałem się namówić na sylwestra u znajomych. Był miło. Po powrocie do domu włączyłem telewizor. Leciał dziwaczny film. Siedziałem chyba z godzinę, czekając, co się wydarzy, ale nic się nie działo: przez dolinę jechał stary pociąg. Za oknem przedziału, w którym nikt nie siedział, rozciągały się strome wzgórza. Pociąg co jakiś czas wchodził w zakręt i wtedy było widać pozostałe wagony i lokomotywę. W końcu zasnąłem. Rano pomyślałem, że… to zapowiedź przyjazdu Małgorzaty!”.

Daniel pojechał po pracy na dworzec. Nie zdziwił się, gdy zobaczył Małgorzatę na peronie. I choć nigdy dotąd tego nie robił, podbiegł i chwycił ją w ramiona. Spędzili ze sobą kilka dni. Przy rozstaniu niczego sobie nie obiecali. Po prostu będzie, co ma być. 16 lutego 2011 r. Daniel napisał: „Tęsknię za nią. Jej zdjęcie na biurku to wszystko, co mam”. 5 maja 2011 r.: „Skąd brać nadzieję, że będziemy kiedyś razem?”.

Daniela poznałam w lipcu 2011 r. Zwiedzaliśmy z mężem i synkiem Kotlinę Kłodzką. Jaś zachorował i trafiłam na dyżur do młodego pana doktora. Wychodząc z receptami, torbą strąciłam zdjęcie młodej kobiety, stojące na biurku. Doktor Daniel R. strasznie się zdenerwował. – Rozbite szkło to zły znak – powiedział autentycznie przejęty. – Niekoniecznie – zaprzeczyłam. – To może oznaczać… wyzwolenie z zamknięcia.

Miałam rację, gdy na nowo wytłumaczyłam stary przesąd:  jeszcze tamtego lata Małgorzata pożegnała swoje stare życie i z Danielem zaczęła nowe.

PS Daniel nie pisze już dziennika. Niektóre zapiski z zeszytów przeczytał mi, gdy rozmawialiśmy o jego życiu i proroczych znakach.


Anna Złotowska
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 7/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020