Jak uratować geniusza

Każdy może mieć mózg jak Einstein. Jeśli tylko dostrzeżemy i wykorzystamy potencjał naszego dziecka, na pewno nie wyrośnie z niego przeciętniak.

Jak uratować geniuszaKoniec 1817 roku. 7-letni Frycek Chopin pisze swoją pierwszą kompozycję, Poloneza g-moll. W zasadzie nie pisze, tylko gra melodię, która narodziła się w jego głowie, a ojciec spisuje ją na pięciolinii. Kilka tygodni później utwór ukazuje się drukiem, a w styczniu 1918 roku „Pamiętnik Warszawski” nazywa autora geniuszem. Miesiąc później, podczas występu na koncercie dobroczynnym, nikt nie daje wiary, że chłopiec nauczył się grać właściwie sam - podglądając matkę przy fortepianie, a regularne lekcje pobiera dopiero od roku.

Gdy Chopinek – jak go zwano na salonach – czarował swoją grą warszawską arystokrację, w Londynie starszy o zaledwie cztery lata John Stuart Mill władał już greką, łaciną i hebrajskim, i garnął się do nauki kolejnych języków. Przyszły filozof i ekonomista nauczył się ich, czytając z ojcem klasyków. Historia zna setki takich przypadków, my osobiście – zwykle żadnego. Czemu? Bo choć – jak twierdzą psychologowie i neurologowie – każdy człowiek rodzi się geniuszem, to koniec końców mało kto nim zostaje.

Dar czy przekleństwo?
Brytyjka Jocelyn Lavin miała osiem lat, kiedy nauczyciel w szkole muzycznej, wysłuchawszy, jak gra na oboju, wróżył jej karierę na miarę Mozarta. Jej rówieśnik, Andrew Halliburton, rozwiązywał zadania matematyczne na poziomie szkoły średniej, by w wieku 13 lat rozpocząć studia. Ani jemu, ani jej nie udało się jednak podbić świata. Jocelyn porzuciła muzykę dla matematyki i przez 20 lat uczyła w podrzędnej szkole podstawowej, po godzinach dorabiając przearanżowywaniem szlagierów na wesela. Andrew rzucił zaś uniwersytet i zatrudnił się w McDonaldsie...

reklama

Czemu jedne cudowne dzieci potrafią wykorzystać swój dar i zgodnie z przepowiedniami tworzą rzeczy wielkie, a inne rozmieniają swój geniusz na drobne? Amerykański fizykoterapeuta Glenn Doman, twórca terapii dla osób z porażeniem mózgowym, twierdzi, że w chwili urodzenia każde dziecko ma szansę na to, żeby przewyższyć inteligencją Leonarda da Vinci. Jednak aby z małego zdolniachy wyrósł geniusz, musi zostać spełnionych kilka warunków. Przede wszystkim trzeba rozpoznać potencjał dziecka, odpowiednio je ukierunkować, a na koniec podtrzymać w nim żar pasji.  A to najtrudniejsza sztuka!

Małe dziecko uczy się szybko, ale jeszcze szybciej się nudzi. – Przyswaja wiedzę w sposób naturalny: obserwując dorosłych i powtarzając ich czynności – wyjaśnia Aneta Czerska, założycielka warszawskiego Instytutu Rozwoju Małego Dziecka. – Ma doskonałą pamięć i dzięki niej odtwarza to, co usłyszało choćby tylko raz. A że nie odróżnia zabawy od nauki, szybko zdobywa olbrzymią ilość informacji. Na przykład muzycznie uzdolnione dzieci podglądają, jak dorośli grają na instrumentach, a potem nuta w nutę powtarzają zasłyszane melodie.

Na naśladowaniu opiera się również nauka języka, a nawet kilku. – Dla malucha nie ma różnicy, czy będzie kodowało jeden czy więcej języków. Chłonie słowa i bezwiednie przyswaja wymowę, akcent, gramatykę – tłumaczy Aneta Czerska. Jak to możliwe?

Wielki mały człowiek
Główka noworodka stanowi jedną czwartą całego ciała, a jego mózg ma więcej połączeń neuronowych (synaps) niż u dorosłego. Od momentu przyjścia na świat mózg zaczyna pracować na pełnych obrotach. Każdy bodziec jest przetwarzany i gromadzony w mózgu w formie nowych synaps, które stanowią fundament rozwoju naszej inteligencji. Tempo przyrastania połączeń neuronowych jest zawrotne: w trakcie pierwszych 24 miesięcy życia milion synaps na sekundę! Stąd niezwykła chłonność dziecięcego umysłu.

Dobra passa nie trwa jednak w nieskończoność. W trzecim roku życia przyrost połączeń w mózgu gwałtownie wyhamowuje, a potem ich liczba zaczyna spadać. Naukowcy nazywają ten proces „pogromem neuronów” i tłumaczą, że aby się dalej rozwijać (czyt. rozpocząć właściwą naukę), mózg musi się pozbyć zbędnego balastu.

W ludzkim umyśle toczy się nieustanna wojna domowa. To półkule mózgowe walczą o przejęcie kontroli nad oczami. Ten zaś, kto ma oczy, ten ma władzę. I to nie tylko nad ciałem, ale też nad osobowością. Prawa i lewa półkula nie tylko zawiadują przeciwnymi stronami ciała (prawa – lewą i vice versa), ale też – co 50 lat temu zauważył amerykański neuropsycholog Roger W. Sperry (i dostał za to Nobla) – zupełnie inaczej przetwarza informacje. Lewa ma skłonność do porządku: zbiera dane, analizuje i stara się wszystko logicznie wyjaśnić. Prawa woli improwizację, kieruje się emocjami i intuicją, syntetyzuje.

Źródło: Wróżka nr 8/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2020