Tańczę i śmieję się w głos

Małgorzata Potocka ćwiczy zumbę, zdrowo je, ostrzykuje sobie twarz osoczem z własnej krwi. Oprócz młodej duszy chce mieć też młode, jędrne ciało. I wcale się z tym nie kryje.

Małgorzata Potocka ćwiczy zumbę i zdrowo jeMałgosiu, jak ty dobrze wyglądasz! – mówią do mnie dawno niewidziani przyjaciele. I to jest najwspanialsza rzecz, jaką słyszę, bo to znaczy, że moje wysiłki nie idą na marne. Gdy patrzę na wielu moich rówieśników, to nie mogę nie zauważyć, że wyglądają o 10, 15 lat starzej. Dlaczego? Bo już zrezygnowali, już sobie odpuścili, poddali się.

Zawód aktorki uczy dyscypliny. Pracuję twarzą, ciałem. Muszę o siebie dbać. Robię to zresztą od najmłodszych lat. Moja matka zwracała uwagę na to, co jemy, i ciągle mi powtarzała: „Nie kupuj białego cukru, pszennego chleba, czytaj etykiety”. U nas nie było białych bułek! To nauczyło mnie uważności w kuchennych wyborach. Kiedyś w jedzeniu nie było tyle konserwantów, teraz wyszukiwanie zdrowej żywności to prawdziwa sztuka.

Metodą prób i błędów opanowałam ją do perfekcji. Poza tym w specjalistycznej przychodni zrobiłam kod metaboliczny krwi i dowiedziałam się, jakie jedzenie mi szkodzi, co u mnie przetwarza się na toksyny i zalega w tkankach. Odkąd odstawiłam niektóre produkty, zniknęły problemy z alergią, poczułam się świetnie. Żadnej popołudniowej ociężałości, zmęczenia, senności. Zdrowa żywość odmładza.

reklama

Zaraz po dobrym jedzeniu jest sport. Codziennie ćwiczę w klubie dwie godziny. Nie idę tylko wtedy, gdy od piątej rano mam zdjęcia. W pozostałe dni, choćby za oknem lało i wiało, z radością podnoszę się o siódmej, a od ósmej do dziesiątej ćwiczę. Jestem zakochana w zumbie, która łączy w sobie taniec latynoamerykański z fitnessem. Pokazała mi ją Weronika, moja córka. Ile te ćwiczenia wyzwalają endorfin! Całą godzinę tańczę i śmieję się w głos! Potem jeszcze godzina na rowerku, pilates lub joga.

Jogę ćwiczę od 15 lat. Odkąd to robię, nie wybucham już tak emocjami, żyję w większej harmonii. Co nie znaczy, że nie przeżywam rozstań albo nie płaczę, kiedy pokłócę się z córką. Jednak dzięki odpowiednim oddechom łatwiej wracam do równowagi.

Kiedyś nie myślałam, że skóra może wiotczeć, że mogą robić się zmarszczki. Teraz wiem, że w pewnym wieku nie wystarczy krem, bo trzeba ją odżywić od środka. Jeśli chcemy na siebie patrzeć bez przykrości, warto poddać się intensywniejszym zabiegom. U mnie botoks odpada, bo jako aktorka nie mogę zafundować sobie maski.

Ale jest przecież wiele innych sposobów na młody wygląd. Często robię mezoterapię. Dwa razy poddałam się ostrzykiwaniu skóry osoczem z własnej krwi. Chodzę na masaże, stosuję dobre kosmetyki. Na razie to wystarcza, ale nie wykluczam, że jak już nie będę mogła na siebie patrzeć, zdecyduję się na zabieg chirurgiczny.

Mimo że ciągle mam młodą duszę, nie robię z siebie dwudziestolatki. Słucham swojego ciała, nie forsuję go, nie uprawiam ryzykownych sportów. I dbam o siebie. Dla siebie samej, nie dla mężczyzny. Nie na pokaz. Chcę się podobać swoim córkom. Wierzę, że jeśli nie zgodzimy się na starość, ona nie przyjdzie nigdy.


Sonia Ross
fot. Agencja Gazeta


Źródło: Wróżka nr 9/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020