Muza moczona w wannie

Tygodnie pozowania w wannie do portretu Ofelii modelka Elizabeth Eleanor Siddal przypłaciła bronchitem. John Everett Millais dzięki temu obrazowi zdobył nieśmiertelność.

John Everett Millais, „Ofelia” 1851-1852Ubrana w prostą, lecz cudnie haftowaną srebrną nicią suknię, leżała w… wannie. Bo w angielskim plenerze, gdzie John Everett Millais zaczął malować swój najsłynniejszy obraz – „Ofelię”, zrobiło się za zimno. W pracowni zresztą też nie było ciepło. Modelka Elizabeth Eleanor Siddal, zwana Lizzie, nieustannie marzła, pozując godzinami w coraz chłodniejszej wodzie. Co z tego, że malarz próbował ją podgrzewać grzejnikami olejowymi i lampami naftowymi? Panna zapadła na bronchit. „Zapłać pan chociaż za leki” – zgłaszał potem pretensje ojciec dziewczyny. Ale bez rezultatu.

Inspiracją obrazu był „Hamlet” Williama Szekspira. Ofelia popełnia samobójstwo na wieść o tym, że ukochany zabił  jej ojca, marszałka dworu króla Danii, Poloniusza. Oszalała z rozpaczy dziewczyna biegnie nad strumień, gdzie zrywając kwiaty, wpada do wody i powoli się w niej pogrąża, cały czas śpiewając. Na scenę tę porwał się 22-letni John Everett Millais w 1851 roku. Pracował długo, prawie rok. Efekt? Wielki sukces. I to nie krótkotrwały – jego dzieło fascynuje i inspiruje od 160 lat.

Scenerię idealną dla samobójstwa Ofelii znalazł malarz w Kingston-upon-Thames pod Londynem. Przez letnie miesiące z encyklopedyczną dokładnością odtwarzał tamtejszą roślinność, co wymagało od niego nie lada poświęceń. „Siedziałem po jedenaście godzin w garniturze, pod parasolką rzucającą cień szerokości półpensówki. Gdy dopadało mnie pragnienie, gasiłem je wodą ze źródła płynącego tuż za moim stanowiskiem. Ryzykowałem, że skończę jak Ofelia” – wspominał później.

reklama

Znawcy odnaleźli na obrazie blisko tuzin roślin. Niektóre mają znaczenie symboliczne. Pochylona nad oszalałą panną wierzba płacząca mówi o niespełnionej miłości, pokrzywa zaświadcza o cierpieniu. Stokrotka to z kolei symbol niewinności, a fiołek – wierności i czystości. Są także kwiaty, o których Szekspir nie wspomina w „Hamlecie” – niezapominajki, bratki, miłki, maki czy narcyzy. Część interpretatorów obrazu upiera się, że artysta zakamuflował wśród roślinności przedstawienie czaszki – zapowiedź śmierci Ofelii. Być może to jedynie złudzenie, gra światła i cieni na liściach oraz trawach. Tak więc to nie francuscy impresjoniści, ale młody, zdolny i rewolucyjnie nastawiony do akademickiego malarstwa Brytyjczyk okazał się prekursorem malarstwa plenerowego (w Kingston-upon-Thames namalował cały pejzaż i tylko postać Ofelii stworzył w pracowni).

Lizzie, modelka z „Ofelii” Johna Everetta Millaisa, także przedwcześnie rozstała się z życiem. Jak na pannę z ubogiej klasy pracującej, miała je wyjątkowo burzliwe. Czy była piękna? Na autoportrecie (z 1854 roku, liczyła wtedy lat 25) nie wydaje się tak urzekająca, jak na obrazach jej wielbicieli i kochanków z ugrupowania Prerafaelitów – grupy młodych angielskich malarzy, którzy rzucili wyzwanie skostniałej sztuce okresu wiktoriańskiego. Pewnie sama siebie nie idealizowała.

Może tej śmierci nie chciała, lecz ją sprowokowała. Przedawkowała laudanum, bo nie potrafiła poradzić sobie z depresją po urodzeniu martwej córki. Była wówczas żoną lidera Prerafaelitów – Dantego Gabriela Rossettiego. To on, owdowiały po niespełna dwóch latach zalegalizowanego związku z Lizzie, stworzył jej najbardziej uwzniośloną podobiznę, czy raczej wyobrażenie-wspomnienie. „Beata Beatrix” symbolizuje miłość trwalszą niż śmierć. Zanim Rossetti poznał Elizabeth vel Lizzie, portretowali ją inni artyści. Dwudziestoletnią pomagierkę w sklepie kapeluszniczym wypatrzył Walter Deverell, student Rossettiego.

W 1850 roku wprowadził ją do Bractwa Prerafaelitów. Pozowała swojemu „odkrywcy” do Violi w obrazie „Twelfth Night”; potem oczarowała Johna Everetta Millaisa. Wreszcie zakochał się w niej Rossetti. Lizzie zrezygnowała wtedy z pracy u modystki, zamieszkała z artystą, zaczęła uczyć się malarstwa. Okazała się wcale zdolna. Ilustrowała książki, pisała poematy, malowała.

Rossetti i Siddal zaręczyli się już w 1851 roku, lecz małżeństwo doszło do skutku dopiero dziewięć lat później. Dla Rossettiego zapewne wygodniejszy był związek na kocią łapę. Dopiero po śmierci Elizabeth zrozumiał, co stracił. Wraz z ukochaną pochował… własną twórczość poetycką. Dosłownie. Włożył do trumny wszystkie manuskrypty. Tak wyraził swój ból.

Kirsten Dunst na plakacie „Melancholii” Larsa von TrieraZ historią „Ofelii” i losami jej autora łączy się jeszcze jeden romans o skandalicznym posmaku. Artystycznymi talentami Lizzie zainteresował się ówczesny guru krytyki sztuki John Ruskin. Robił to tak intensywnie, że jego żona Effie Gray Ruskin odeszła do Johna Everetta Millaisa. I nie był to przelotny romans. Effie zdecydowała się na rozwód i ślub z malarzem. Dla uspokojenia plotek nowożeńcy wyjechali do Szkocji, gdzie na pewien czas osiedli.  Po siedmiu latach wrócili z… ósemką dzieci. Styl Johna Everetta Millaisa zaczął się wtedy zmieniać. Stał się poprawnie akademicki, tematy zaś – sentymentalne. To musiało się bardziej podobać w wiktoriańskiej Anglii.

Odtąd malarz dobrze zarabia, awansuje. Cóż, duża rodzina wymaga stałych dochodów. Dawny buntownik obrasta w zaszczyty (dostał tytuł baroneta), wchodzi do grona akademików, obejmuje stanowisko szefa Royal Academy. Cieszy się tym zaszczytem niecałe pół roku. Umiera w 1896 roku, popularny, podziwiany, bogaty. Ale wkrótce nikogo nie obchodzą jego dojrzałe, schlebiające mieszczańskim gustom obrazy. Sławę zawdzięcza młodzieńczej „Ofelii”.

Millais nie był jedynym malarzem, którego zainspirował obłęd Ofelii. Naliczyłam 22 przedstawienia córki Poloniusza. Wśród najsłynniejszych wymienię tylko prace Eugène’a Delacroix, Odilona Redona i Dantego Gabriela Rossettiego. Z artystycznych wyżyn samobójstwo Ofelii przeniknęło do świata popkultury.  O nieszczęsnej dziewczynie śpiewają Nick Cave i Kylie Minogue w „Where the Wild Roses Grow”. Nawiązuje  do niej Lars von Trier w filmie „Melancholia”.


Monika Małkowska
Fot. Wikipedia, Shutterstock.com


Na górze: John Everett Millais, „Ofelia” 1851-1852, olej na płótnie, 76 x 112 cm, Tate Gallery, Londyn.
Obok: Kirsten Dunst na plakacie „Melancholii” Larsa von Triera.

Źródło: Wróżka nr 8/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020