Papież w raju

Grają koncerty drzewom, ścigają się powozami, w kąpielówkach paradują przed fotografami, a w sypialniach ukrywają kobiety – oto jak przez ostatnie 500 lat spędzali urlopy Boscy Namiestnicy na ziemi...

Papież w rajuPapież ma długie wakacje. Będzie odpoczywał do końca września. Wcześniej odwołał środowe audiencje generalne i zapowiedział, że z wiernymi będzie się spotykał tylko w niedziele na Anioł Pański. Pozdrowił ich w kilku językach, na koniec po polsku przekazał serdeczności jasnogórskiej pielgrzymce Radia Maryja. Wsiadł do helikoptera, a kilkanaście minut później w położonym o 30 km od Rzymu Castel Gandolfo wysiadł na lądowisku zbudowanym w 1975 r. Już wtedy najsłynniejsza rzymska droga Appia była zbyt zatłoczona, by podupadły na zdrowiu Paweł VI mógł nią podróżować. Postawiono więc na transport powietrzny.

Papieże rezydują w Castel Gandolfo od średniowiecza. Wcześniej na stokach Lacjum wypoczywali bogaci obywatele Rzymu. Swoją letnią rezydencję, Albanum Domitianum, miał tu cesarz Domicjan (81-96 p.n.e.). „Łysy Neron”, jak go przezywano, zapisał się w historii krwawymi rządami i budową Koloseum. Poddanym nakazał zwracać się do siebie per Dominus et Deus (Panie i Boże), a tych, którzy się nie chcieli, skazywał na śmierć w mękach.

1500 lat później, gdy Stolica Apostolska zajęła posiadłość wiejską rodzinie Savellich za dług (150 tys. skudów) Castel Gandolfo - posesja pod wulkanem - przeszło na własność papieży. Od tego też czasu datują się ścisłe związki „papieskiej daczy” z Polską. Całą operację zaplanował i przeprowadził bowiem Klemens VIII, były nuncjusz apostolski w Rzeczypospolitej.

reklama

Święte piwo z Polski
Z polski wywiózł nie tylko wspaniałe wspomnienia, ale też upodobanie do piwa wareckiego. Tak w nim zasmakował, że gdy po powrocie do Rzymu poważnie zachorował, w malignie szeptał tylko: „Sancta piva di Polonia... sancta biera di Warka...”. Obecni przy nim duchowni, sądząc, że modli się do nieznanej im świętej z Polski, wznieśli ponoć oczy ku niebiosom i niczym w Litanii do Wszystkich Świętych powtórzyli: „Santa Piva, ora pro nobis” („Święta Pivo, módl się za nami”). Chory, słysząc to, wybuchnął śmiechem. Wrzód, z powodu którego cierpiał, pękł i przyszły papież ozdrowiał.

Benedykt XVI lubi nieśpiesznie spacerować po lesie i raczyć się malinami i jeżynami prosto z krzaczka, w czym blisko mu do ceniącego spokój i długie spacery Benedykta XIV. Cóż za zabieg okoliczności! To przecież właśnie w dowód szacunku dla dokonań tego przyjaciela artystów i uczonych Joseph Ratzinger przyjął swoje papieskie imię. Jego duchowy patron trafił do papieskich willi dosłownie kilka miesięcy po wyborze na Piotrowy Tron – w 1741 r. Tak mu się spodobało, że na długie miesiące zamykał się sam na terenie posiadłości. Służbie zabronił wpuszczać współpracowników. Benedykt XIV w Castel Gandolfo znajdował natchnienie. Owocem takich wakacyjnych przemyśleń było m.in.: wykreślenie z indeksu ksiąg zakazanych dzieł Mikołaja Kopernika i Galileusza oraz zmniejszenie liczby kościelnych świąt!

Plan Benedykta XVI na tegoroczne wakacje jest prosty – wysypiać się i dużo spacerować. Ale służby prasowe Watykanu przekonują, że głowa Kościoła ciężko pracuje. – Papież wrócił do pisania książki o Jezusie i podczas wakacji chce dokończyć to dzieło – zdradził rzecznik Stolicy Piotrowej, ks. Federico Lombardi. Benedykt XVI zabrał ze sobą kilka pudeł dokumentów, bo ma też zamiar przygotować się do pielgrzymki do Libanu, a po aresztowaniu kamerdynera musi sam odpisywać na listy. Wieczorami zaplanował „przegrać” na fortepianie ulubione kompozycje Bacha, Mozarta i Beethovena. W odróżnieniu od Piusa XII, który z lęku przed krytyką grywał na skrzypcach tylko w lesie – Benedykt nie kryje się ze swoimi „koncertami”.

Slipki Ojca Świętego
Jan Paweł II wkroczył do Castel Gandolfo jak burza. Ledwie rok po konklawe zarządził tam budowę 18-metrowego basenu, a na jego głowę posypały się gromy. – Papież powinien być zdrowy i w tym celu musi uprawiać sport. Zwołanie konklawe kosztowałoby więcej niż ten basen – odparował Ojciec Święty, nawiązując do nagłej śmierci swojego poprzednika. Kilka lat później ów basen stał się przedmiotem największego „skandalu” z udziałem papieża Polaka.

W latach 80. dwóch parapazzi zasadziło się, by zrobić mu zdjęcie, jak pływa w basenie. – Czatowaliśmy na niego na drzewie. Siedzieliśmy tam bite dwa tygodnie – wspomina Luciano Parente. – 14. dnia się pojawił. Zrobił znak krzyża i zanurkował – mówi. Nikt jednak nie chciał tych zdjęć kupić. Kiedy po pewnym czasie pojawił się chętny, wydawnictwo prasowe Rusconi nie wahało się ani chwili. I tak fotografie przedstawiające Jana Pawła II w kąpielówkach trafiły do… Watykańskiego Archiwum. Stolica Piotrowa zapłaciła za nie 170 mld lirów. W tym czasie bukiet róż kosztował we Włoszech 1 mln lirów, nie była to zatem wygórowana suma.

Źródło: Wróżka nr 9/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019