Kraina twardych kobiet

Rządziły, rzucały uroki, walczyły. Tylko nieliczni wiedzą, jak wielki wpływ na historię islamskiej Tunezji miały kobiety.

Tunezja. Kraina twardych kobietElissa była żoną króla Tyru, starożytnego miasta fenickiego. Nie mogła jednak cieszyć się życiem, bo jej chorobliwie żądny władzy brat uknuł spisek, zabił jej męża i chciał odebrać koronę siostrze. Królowa zdawała sobie sprawę z zagrożenia, z grupą najwierniejszych żołnierzy wsiadła więc na statek i popłynęła na zachód. W nieznane. Szukali nowego miejsca do życia, ale gdziekolwiek by dotarli, społeczność złożona z samych mężczyzn i tylko jednej kobiety długo by nie przetrwała. Dlatego zatrzymali się na Cyprze i wzięli do towarzystwa 80 pięknych dziewic. Spokojni o przyszłość, pożeglowali dalej, aż do wybrzeży dzisiejszej Tunezji.

Elissa, co nie chciała barbarzyńcy

Władał nią lud zwany przez Greków barbaros. Określenie to przetrwało – rdzennych mieszkańców Tunezji wciąż nazywa się Berberami. Nikt nie uważa ich już za barbarzyńców, ale mało kto odróżnia od Arabów. W ciągu 14 wieków wspólnej historii wymieszali się z nimi, jednak w niektórych regionach, zwłaszcza na chętnie odwiedzanej przez turystów wyspie Dżerba, zachowali tradycje, język i obyczaje. Można ich poznać po jaśniejszej karnacji i kolorowych strojach, czasem mają też rudawe włosy i błękitne oczy.

Władca Berberów, książę Hiarbas, okazał się niezbyt gościnny. Oświadczył, że podaruje Elissie i jej ludziom tyle ziemi, ile pokryje skóra byka. Myślał o kilku metrach, ale nie docenił kobiecej przebiegłości. Królowa kazała pociąć skórę na cienkie rzemienie, powiązać je i otoczyć nimi całe wzgórze. Potem, jak to często bywa, mężczyzna wyprowadzony w pole przez kobietę, zakochał się w niej. Oczywiście bez wzajemności. Elissa ślubowała wierność zamordowanemu mężowi, udawała więc, że nie dostrzega zalotów. Wiedziała jednak, że jeśli kategorycznie je odrzuci, wódz „barbarzyńców” zemści się na jej poddanych. Zdecydowała się więc na niezwykłe poświęcenie: kazała zbudować stos pogrzebowy i gdy buchnęły płomienie, rzuciła się w nie.

reklama

W tej historii zapewne jest tyle prawdy, ile w naszej opowieści o Wandzie, co nie chciała Niemca. Nie ma jednak wątpliwości, że przybysze osiedlili się na wzgórzu, noszącym do dziś nazwę Birsa, czyli Skóra, i zbudowali tam osadę. Nazwali ją Quart Hadasht, co w języku fenickim oznaczało Nowe Miasto. Rzymianie nie potrafili wymówić tego słowa, więc zniekształcili je na Carthago. Tak powstało jedno z najsłynniejszych i najpotężniejszych miast starożytności – Kartagina.

Kobieta broni Kartaginy
– Wielkie rozczarowanie – powtarzali turyści, których spotkałem w ruinach Kartaginy. Rzeczywiście, zamiast monumentalnych budowli, wokół rozciągała się równina, z której wyrastały samotne kolumny i szczątki murów. Trudno sobie wyobrazić, że kiedyś żyło tu dwa razy więcej ludzi niż w Rzymie, szerokimi ulicami przemykały rydwany, kroczyły karawany wielbłądów taszczących złoto, a w porcie wyładowywano towary z całego znanego wówczas świata.

Bogactwo i pycha Kartaginy kłuły w oczy rosnący w siłę Rzym. Katon, jeden z najbardziej wpływowych polityków, każde przemówienie – obojętnie, czy dotyczyło rolnictwa, handlu, czy kodeksu karnego – kończył słowami: „A poza tym uważam, że Kartagina powinna zostać zniszczona”. I stało się. Po trzech krwawych wojnach Rzymianie zdobyli miasto. Jego ostatnią obrończynią była kobieta – żona wodza Hazdrubala, która po śmierci męża przejęła dowodzenie. Wraz z garstką żołnierzy zamknęła się w świątyni. Gdy nadciągnęli napastnicy, kazała ją podpalić i zginęła w ogniu.

Rzymianie spełnili żądanie Katona, zburzyli wszystkie budowle, a mieszkańców wymordowali albo sprzedali w niewolę. Zdobytą ziemię posypali zaś solą, by nie wyrosła tam nawet trawa. Historia lubi jednak płatać figle i ci sami Rzymianie, którzy zniszczyli Kartaginę, odbudowali ją. Już w swoim stylu i zgodnie z własnymi potrzebami. Północna Afryka rodziła pszenicę, oliwki, daktyle, z głębi lądu wciąż ciągnęły karawany ze złotem. Powstał więc port, dzięki któremu można je było wywozić do Italii.

Święte na arenie
Do Nowej Kartaginy szybko dotarło chrześcijaństwo. Jak w całym imperium, jego wyznawców zajadle prześladowano. I znów wyjątkową dzielnością wykazały się kobiety – Perpetua i Felicyta. Ich los został szczegółowo opisany przez świadków, oraz przez samą Perpetuę, która oczekując w więzieniu na wyrok, prowadziła tajny dziennik. Zanotowała w nim, że chociaż jej ojciec-poganin prosił, by wyrzekła się wiary, odmówiła. Pochodziła z zamożnej rodziny, miała małego synka, którego przynoszono do lochu, by go karmiła.

Źródło: Wróżka nr 8/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020