Lokatorzy z zaświatów

Naukowcy nie mają wątpliwości – duchy nie istnieją. Jednak skoro to takie pewne, dlaczego sprzedający dom w USA ma prawny obowiązek uprzedzić kupującego o nawiedzającej go zjawie?

Lokatorzy z zaświatówCała ta wieś jest straszna – rzucił na odchodne szef ekipy jednej z telewizji, która w Izbicy pod Krasnymstawem kręciła film o nawiedzonym domu. Dzień wcześniej po zmierzchu w opuszczonym budynku ustawili sprzęt, a dla kurażu wypili po miarce wódki. Podochoceni alkoholem i nieco znudzeni czekaniem na duchy, wygłupiali się i podpuszczali wystraszoną młodą asystentkę reżysera.

Od razu czas zaczął płynąć szybciej, a bawiący się w najlepsze filmowcy zachowywali się coraz głośniej. Dlatego nie usłyszeli, gdy na piętrze zaczęła trzeszczeć podłoga i rozległy się kroki. Gdy jednak dotarło to do ich uszu, ryknęli śmiechem. Dźwiękowiec odwrócił się od turystycznej maszynki na spirytus i odkrzyknął: – Zdzisiek, koniec wygłupów! Ile słodzisz...

Nie dokończył zdania, bo gdy rozległ się rozdzierający szloch dziecka, w mgnieniu oka wszyscy czworo znaleźli się przed domem. Pierwszy ewakuował się reżyser Zdzisiek, który drzemał w kącie koło drzwi pod kocem. Nikt nie bawił się w dżentelmena; jako ostatnia wypadła na zewnątrz blada jak tynk nawiedzonego domu panna Ala, asystentka reżysera.

Odsetek Polaków, którzy mieli do czynienia z duchami, mieści się w granicach błędu statystycznego (1 proc.). Mimo to wierzymy w nie. W badaniach przeprowadzonych w ubiegłym roku przez „Reader’s Digest” aż 63 proc. ankietowanych odpowiedziało twierdząco. Bardziej niż my przekonani o istnieniu zjawisk nadprzyrodzonych są tylko Węgrzy (70 proc.). Na przeciwległym biegunie znaleźli się sceptyczni mieszkańcy RPA (17 proc.), Francuzi (20 proc.) i Brytyjczycy (37 proc.). Amerykanie plasują się mniej więcej w połowie (47 proc.).

reklama

Nie przeszkadzało to jednak w wydaniu bezprecedensowego wyroku w sprawie sądowej, której przedmiotem były właśnie duchy. Otóż kupujący dom w Nowym Jorku Jeffrey Stambovsky oskarżał sprzedającą nieruchomość Helen Ackley o to, że zataiła przed nim, iż budynek jest nawiedzony. Sąd przychylił się do jego opinii i od 1991 r. w USA obowiązuje prawo, na mocy którego sprzedawca musi powiadomić kupującego o dzikim lokatorze z zaświatów. W przeciwnym razie transakcja zostanie unieważniona.

Tak więc, choć Amerykanie są bardziej sceptyczni od nas, to duchy traktują poważnie. Praktycznie każda tamtejsza stacja telewizyjna ma swoje reality tv z egzorcystami. My swoje tajemnice wyjaśniamy na własną rękę. Dlatego do nawiedzonych domów ciągną pielgrzymki, a policjanci z Izbicy regularnie zatrzymują „łowców duchów” za nielegalne wtargnięcie na posesję.

Dom zły

– Pamiętam ten dom z dzieciństwa – wspomina pani Magda z Zamościa. – Nietrudno go zauważyć, zwłaszcza jesienią, gdy opadną liście z drzew – przekonuje. Budynek stoi na jednym z okolicznych wzgórz, a tuż obok przebiega trasa Warszawa – Lublin – Zamość – Lwów. Po zmroku reflektory samochodu, który musi w tym miejscu zawinąć na serpentynie koło, prześlizgują się po ścianach domostwa. – Któregoś z zimowych wieczorów, kiedy jechałam do babci do Lublina, światła poloneza rodziców oświetliły jego ciemne okna. A tam stał… obraz Matki Boskiej. To było jak grom z jasnego nieba. Byłam tak przerażona, że rodzice długo nie mogli mnie uspokoić – opowiada.

Dom jak dom. Szczyt architektonicznego złego smaku wczesnych lat 80., czyli prosty, podpiwniczony, dwupiętrowy słupek otynkowany na szaro. – Właśnie w takich warunkach rezydują dziś duchy – żartuje Tomasz Ogórek, jasnowidz i spirytysta, pomagający mieszkańcom pozbyć się lokatorów z zaświatów. – Miałem już do czynienia z duchami, które upodobały sobie wiejskie chaty, wille, kamienice, bloki z wielkiej płyty, garaże, budynki gospodarskie, a nawet szpitale, komisariaty policji czy tunele – wylicza.

Niedawno pomagał wyjaśnić tajemnicę nowiutkiego apartamentu na Woli Justowskiej w Krakowie. Zanim go wezwano, kolejne ekipy rozpoczynały remont i po dwóch, trzech dniach przerywały pracę. W końcu pewien stary majster wyjawił prawdę: – Panie, tutaj straszy! Okazało się, że co jakiś czas w mieszkaniu rozlega się głośne stukanie w ścianę. Można by sądzić, że to robotnicy z innej ekipy remontują mieszkanie po sąsiedzku, ale hałas dochodził z zewnątrz. A lokal mieścił się na IV piętrze. Spirytysta Tomasz Ogórek jest zdania, że to duch robotnika, który budował osiedle, niepokoił kolegów po kielni, by im przekazać, że instalacja gazowa w mieszkaniu jest wadliwa. Stukanie skończyło się, gdy tuż przed oddaniem mieszkania do użytku ekipa z gazowni wykryła usterkę i ją usunęła.

Nie był to więc złośliwie uprzykrzający życie mieszkańcom poltergeist (niem. hałaśliwy duch), o którym można przeczytać i usłyszeć najczęściej. – W porównaniu do niego inne duchy są jak mrówki faraonki przy wypuszczonym z klatki lwie – tłumaczy parapsycholog Andrzej Miler. Owe „faraonki” przybierają postać ektoplazmy, która przypomina gęsty dym z papierosa. Łatwo pomylić ją też z mgłą. Innymi rodzajami zjaw są orby i wiry (ang. vortex). Przemieszczają się tak szybko, że do tej pory żadnej z nich nie udało się utrwalić na zdjęciu czy filmie. Podobnie zresztą jak cieni, które różnią się od mgieł tym, że są czarne. I jedne, i drugie są nieme i nie wpływają na świat rzeczywisty, a poza tym wbrew temu, co się mówi, są rzadkością. Na całym świecie weryfikację przeszło na razie mniej niż 1000 przypadków.

Źródło: Wróżka nr 9/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube