Pierścionek powróci

Agnieszka przyszła do mnie z wypisanym na twarzy pytaniem: co dalej? Każdy chce to wiedzieć. Agnieszka tym jednak różniła się od moich klientek, że była bardzo podobna do kobiety, którą znałam dawno temu…

Pierścionek powróciPrzez chwilę zastanawiałam się, czy nie jest jej córką. Ale przecież nie mogłam jej zapytać o to wprost.

– W pani życiu ważnych było dwóch mężczyzn… – zaczęłam, patrząc w karty. – Jeden z nich to pani ojciec.
– Dziwi to panią? To on nie chciał mnie znać. Nigdy mnie nie lubił, bo nie słuchałam jego mądrości. A ja tylko chciałam mieć wybór. No i wybrałam nie takie studia, jakie on dla mnie zaplanował. „Chcesz być malarką? I myślisz, że będę cię całe życie utrzymywał?” – to był jego komentarz. A gdy się wyniosłam z domu do Grzegorza, mojego chłopaka, skwitował: „Prędzej czy później cię zostawi”.
– Mylił się w obu sprawach – domyśliłam się.
– Co do studiów na pewno. Wystawiam i sprzedaję swoje obrazy. A Grzegorza to ja zostawiłam. Zaczął przypominać mi ojca i decydować za mnie. Nawet nie zapytał, czy za niego wyjdę. Włożył mi na palec pierścionek i oświadczył, że jedziemy do Australii, bo marzył o tym od dziecka. Pojechał sam.

– Oddała mu pani ten pierścionek? – zapytałam, choć znałam odpowiedź.
– Odesłałam razem z listem. Długo nie mogłam znaleźć odpowiednich słów. Zależało mi na tym, żeby mnie zrozumiał. W końcu trafiłam na wiersz Pablo Nerudy: „Dlatego muszę wrócić w miejsca, które dopiero mnie czekają, by spotkać tam samego siebie, i szukać prawdy o samym sobie, za świadka mając tylko księżyc (…) za cel jedyny mając życie, a za rodzinę tylko drogę”.
– W ciągu najbliższych kilku miesięcy znajdzie pani miejsce, w którym będzie mogła żyć w zgodzie ze sobą. No i pierścionek wróci na pani palec – dodałam.
– Nic z tego, Grzegorz to zamknięty rozdział – zaznaczyła.
– Nie powiedziałam, że chodzi o Grzegorza...
Kilka tygodni później przysłała mi mejla: „Wyjechałam z miasta, które zawsze wiedziało lepiej. Na początku chodziło o kilka obrazów. Teraz to nowy rozdział”. W załączniku była jej akwarela przedstawiająca dobrze mi znany dom na obrzeżach Kazimierza…

reklama

20 lat temu to był pensjonat pani Lucyny. Spędzałam tam wakacje z moją przyjaciółką Baśką i jej rodzicami. Miałyśmy po 13 lat i kochałyśmy się na zabój w starszym od nas o 10 lat synu Lucyny, Staszku. Nie znosiłyśmy jego narzeczonej, rudowłosej Teresy. Baśka wrzuciła całe kieszonkowe do skarbony kazimierskiego kościoła z intencją… oddalenia „tej złej rudej kobiety” od Staszka. Nie zadziałało – po roku ożenił się z Teresą. Ale dwa lata później Baśka, która Kazimierz odwiedzała regularnie, zadzwoniła z sensacyjną wiadomością: Teresa zostawiła Staszka dla jakiegoś zagranicznego letnika! – No to jeszcze dwa lata i będziesz mogła za niego wyjść – podpowiedziałam. Sama zrezygnowałam z rywalizacji.

Ale Staszek miał inny plan. Nie szukał nowej miłości, postanowił ze złamanym sercem wyruszyć w świat – zaciągnął się na statek handlowy. Basi pozostało pocieszanie Lucyny, że w końcu kiedyś jej syn wróci do domu. Długo kazał na siebie czekać. Z małymi przerwami 20 lat. Aż tak cierpliwa Basia nie była. Wyszła za mąż szybciej ode mnie. Ale o Lucynie nie zapominała. Kupili z mężem dom niedaleko jej pensjonatu i pomagali matce Staszka, która sama letników już nie miała siły przyjmować. W końcu obie doczekały się marnotrawnego marynarza. Przyjechał niedawno prosto ze szczecińskiej kliniki. Wcześniej leczono go w urugwajskim szpitalu po bójce z marynarzami w spelunie w Montevideo. Zanim wrócił do kraju, zaliczył jeszcze południową Australię.

W domu chciał trochę odpocząć, nie zamierzał rezygnować z pływania, miał dopiero 46 lat. Ale po badaniach w Szczecinie uznano, że nie może już wrócić na morze. Musiałam zadać Agnieszce to pytanie: „Poznałaś Staszka? Namalowałaś jego dom”. Odpowiedziała natychmiast: „Pani też go zna?”. Potwierdziłam: „To stara historia”. I zapytałam: „Jesteś córką Teresy?”. Wystukała na swoim laptopie: „Nie. Ale wiem, kim była Teresa”. A potem napisała, jak poznała Staszka. Któregoś dnia rozstawiła sztalugi niedaleko jego domu. Zobaczył ją z okna. Jej rude włosy, znajomą twarz, jakby czas się zatrzymał, jakby nie było tych 20 lat… Z bliska zorientował się, że to inna kobieta, ale serce zabiło mu tak mocno jak wtedy, gdy pierwszy raz zobaczył Teresę. Zaprosił Agnieszkę na ciasto, które upiekła Lucyna. A po kilku dniach zaproponował, żeby u nich zamieszkała, bo taki duży dom stoi pusty. Ucieszyła się, bo krucho było u niej z kasą…

Na początku nie wchodzili sobie w drogę. Potem nie wyobrażali sobie, by dzień kończył się bez wspólnie przygotowanej kolacji i długich spacerów nad brzegiem Wisły. „Przy Staszku mam poczucie wolności, zawsze mogę powiedzieć: tak lub nie” – napisała. Minęła zima i wiosna bez wiadomości od Agnieszki. Na początku lata przysłała mail: „Pierścionek wrócił do mnie! 3 września wychodzę za Staszka”. Na ślub pojechałam z Basią. Byłam ciekawa pierścionka. Okazało się, że Staszek wygrał go w karty w portowej knajpie w Melbourne!


Anna Złotowska
fot. shutterstock.com


Źródło: Wróżka nr 9/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2020