Alfabet szczęścia

Runy, tajemny alfabet sprzed wieków, wciąż udziela odpowiedzi na trudne pytania i odkrywa przyszłość. Przede wszystkim jednak pomaga w wewnętrznej przemianie.

Runy - alfabet sprzed wiekówZiarno magii zasiał w życiu Marii Piaseckiej jej tata. Lekarz, specjalista chorób płucnych, fascynował się elektromechaniką, a wieczorami opowiadał córce niezwykłe historie o... kulce od rentgena. – Kiedyś ten mechanizm był prostszy. Aparat rentgenowski wieńczyła rączka z czarną gałką – bohaterką bajek taty. Miała magiczne przygody w zaświatach, żeby w końcu wrócić na swoje miejsce – wyjaśnia z uśmiechem Maria. Te osobliwe bajki otworzyły drzwi jej wyobraźni. Okazało się, że za progiem widnieją symbole kultur, ikony, znaki. A przede wszystkim litery alfabetu staronordyckiego, zwane runami.  

– Był początek lat 80. Miałam małe dziecko, w Polsce kryzys. Od znajomych, którzy wyemigrowali do Norwegii, dostałam paczkę z ubrankami i odżywkami. Na spodzie znalazłam ksero książki i woreczek z irchy z kamieniami. Było ich 24, na każdym inny symbol. W ten sposób dostałam „żywe” kamienne runy. A do nich wyjaśnienie znaczeń – opowiada.

Mitologia skandynawska mówi, że runy zostały dane ludziom przez Boga Odyna, który przebił się włócznią i wisiał na świętym jesionie dziewięć dni głową w dół, zawieszony między życiem a śmiercią. Ostatniego dnia ujrzał runiczne znaki. I stały się one darem Odyna dla ludzi. Miały pomóc im żyć, chronić przed złem, chorobami, zapewniać dobrobyt, zwycięstwa, pokazywać drogę do spełnienia. Runy tak głęboko stopiły się z codziennym życiem ludów skandynawskich (pierwsze zabytki runiczne pochodzą z III wieku n.e.), że przetrwały do dziś.

reklama

Maria zaczęła studiować ich znaczenie i coraz silniej czuła się z nimi związana. Każda runa to symbol, obraz, dźwięk, barwa, a jednocześnie konkret: drzewo, zwierzę, przedmiot, żywioł, imię boga. Razem, dzięki swej energii, tworzą niewidzialne uniwersum. – Od chwili, gdy je dostałam, zawsze nosiłam ze sobą. Prosiłam je o podpowiedzi, wsłuchiwałam się w ich głos, a one do mnie mówiły – wspomina.

Runy są inne niż klasyczne wróżby. Zwykle podczas rozkładów tarota czy kabały perskiej pytamy: Czy się zakocham?, Czy znajdę pracę? Runom nie zadajemy pytań zaczynających się od „czy”. Pytamy, co moglibyśmy zrobić w danej sytuacji, by osiągnąć cel, jak się zachować, gdy stoimy na rozdrożu. Na takim pytaniu trzeba się skupić, odróżnić nasze prawdziwe wątpliwości od tych wydumanych. Rozmawiając z runami, tak naprawdę rozmawiamy ze sobą, z naszą intuicją, podświadomością.

Staronordyckie symbole tak zafascynowały Marię, że podświadomie zaczęła ich szukać w konarach drzew, nad rzeką. Rysowała też runy na mokrym piasku albo farbami na kamieniach, bo wakacje spędzała zwykle na Wolinie, dawnej wyspie Wikingów. – Zawsze lubiłam robić coś własnoręcznie. Szyć, malować. Teraz nareszcie mogę pogodzić radość z pracy dłońmi z magiczną czynnością pisania run – mówi Maria.

Chodzi jej po głowie pomysł malowania run na porcelanie, a także wyszywanie na lnianych sukniach. – Ludy północy zdobiły runami przedmioty codziennego użytku i te wyjątkowe: głazy, broń, łóżka, grzebienie i wisiory – tłumaczy. Miały odstraszać złe moce i przyciągać szczęście. Często właśnie to ono jest motywacją do poznawania run. Ludzie przychodzą do Marii, bo chcą dzięki kontaktowi z magicznym alfabetem znaleźć miejsce w życiu. Szukają nadziei. Tak jak młody mężczyzna, który trafił do niej z wydanym na siebie „wyrokiem”.

– To była sytuacja nietypowa, a zarazem dramatyczna – opowiada Maria. – Zgłosił się do mnie mężczyzna, choć zazwyczaj o radę proszą kobiety. Chodziło o miłość. To również rzadkość, gdyż płeć silna bardziej troszczy się o pracę. Otóż renomowana wróżka wywróżyła mu z kart, że nie jest mu pisana miłość. Że nigdy nie założy rodziny. Nie miałam pojęcia, jak wróżka mogła wydać taki wyrok, skoro najlepszym jasnowidzom udaje się coś przewidzieć, jak twierdzą, najwyżej w kilkudziesięciu procentach? Mężczyzna to rozumiał, ale nie potrafił wymazać z pamięci tego werdyktu. Zwrócił się do run, sięgnął do woreczka i wylosował Gebo, Berkano oraz Nauthiz. A więc coś zupełnie innego: spełnioną miłość, ojcostwo. Choć na to wszystko należało cierpliwie czekać. Kamień spadł mi z serca, gdy lekko się uśmiechnął. – Jestem sceptyczny, ale mam nadzieję... – powiedział na pożegnanie.

Odwiedził Marię po roku z fotografią uroczej dziewczyny. – Kochamy się, naprawdę. Ale... czy to możliwe? Przecież miłość nie jest mi pisana... A więc nawet życie nie było w stanie wymazać tego fatalnego wyroku! Co na to runy? Wylosował Tiwaz i Sowilo. Mówiły, że jego nowy związek jest wręcz opatrznościowy i łączy się z nim podróż. – Być może. Moja dziewczyna nie jest Polką i chcielibyśmy wyjechać do jej kraju – skomentował zamyślony klient. Minęło kilka miesięcy i otrzymałam z zagranicy mejla ze zdjęciami ślubnymi szczęśliwej pary i kolejny, z fotografiami bliźniąt – opowiada Maria. – Nie zawsze, oczywiście, runy są tak dosłowne. W tym wypadku okazały się kołem ratunkowym dla tonącego w zwątpieniu młodego człowieka. Runy go „odprogramowały”.

Źródło: Wróżka nr 10/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020