Żółty brzuch Victorine

Édouard Manet malował Victorine Meurent, bo podobało mu się jej wyzywające spojrzenie. Paryscy burżuje nie mogli mu tego wybaczyć. Takie panie mogli oglądać, ale tylko… w burdelach.

Édouard Manet „Olimpia”, 1863Ten obraz wywołał jeden z najgłośniejszych skandali w historii malarstwa. Był „płasko” namalowany i artyście pozowała kobieta lekkich obyczajów. Pokazana w 1865 roku na Salonie Paryskim „Olimpia” Édouarda Maneta od pierwszego dnia zyskała złą sławę, i dlatego ustawiały się do niej kolejki. „Jak to się stało, że jurorzy przepuścili taką prowokację?”, grzmieli widzowie. Wszyscy wiedzieli, do czego pije Manet – do „Wenus z Urbino” Tycjana. Tu jednak boginię zastąpiła kokota! Spoczywa na łóżku, chuda, blada, znużona bezsenną nocą; z jednej stopy zsuwa się jej ranny pantofel; drugi już spadł, leży na łóżku.

Bezwstydnie taksuje widzów wyzywającym spojrzeniem. Służąca, Murzynka, przynosi jej bukiet, niewątpliwie dar od klienta. Tycjanowskiego pieska (symbol wierności) zastąpił czarny kot, symbolizujący rozwiązłość i rozpustę, ze skandalicznie uniesionym ogonem.

Mało który z widzów płci męskiej miał odwagę się przyznać, że podobne sceny zna... z własnego doświadczenia. W tamtym czasie tylko w samym Paryżu zarejestrowano 5 tysięcy prostytutek, dodatkowo 30 tysięcy pracowało „na czarno”. Co druga kazała nazywać się Olimpią. Oburzonym okrzykom sekundowali krytycy. Jeden nich pisze: „Kpiny czy parodia, chciałbym wiedzieć. Co znaczy ta odaliska o żółtym brzuchu, bezecny model wzięty nie wiadomo skąd, który wyobraża Olimpię?”. Na gest poparcia zdobywają się tylko najwięksi.

reklama

Charles Baudelaire napisał: „Kpią sobie z pana; drażnią pana szyderstwami (…). Czy myśli pan, że jest pan pierwszym człowiekiem w podobnej sytuacji? Czy ma pan więcej geniuszu niż Chateaubriand i Wagner? A jednak kpiono sobie z nich niezgorzej. Nie umarli od tego”. Jedynie Emile Zola zdaje się rozumieć intencje autora: „Potrzebna ci była naga kobieta, przyszła ci na myśl Olimpia; potrzebne ci były świetliste plamy, namalowałeś bukiet kwiatów; potrzebne ci było coś czarnego, umieściłeś obok siebie Murzynkę i kota. Co to wszystko znaczy? Ty tego nie wiesz, ja także nie. Wiem jednak, że to praca malarza i to wielkiego”.

Na Victorine Meurent Manet – od dawna żonaty z Holenderką, Suzanne Leenhoff (pulchną blondynką, która uczyła jego braci gry na fortepianie i której, jeszcze jako dziewiętnastolatek, zmajstrował dziecko) – zwrócił uwagę… w gmachu sądu. Wychodziła właśnie z przesłuchania. Obrzuciła go śmiałym spojrzeniem, które go zachwyciło. I zapragnął je uwiecznić na obrazach. Po raz pierwszy pozowała Manetowi w 1861 roku w „Śpiewaczce ulicznej”; rok później w kostiumie matadora. Potem było „Śniadanie na trawie” i oczywiście „Olimpia”. Po trzech latach wystąpiła jako „Kobieta z papugą”. Tym razem wyjątkowo grzecznie odziana. Zanim rozstali się w 1873 roku, Victorine zdążyła jeszcze pozować do „Gare Saint-Lazare”, ostatniej kompozycji Maneta z jej udziałem.

Victorine była córką rzemieślnika patynującego brązy, urodziła się w 1844 roku. Zmarła 83 lata później, w ubóstwie. A za młodu zebrała spory kapitalik. Rudowłosa, drobna, acz proporcjonalnie zbudowana, ze względu na gabaryty ochrzczona została „Krewetką”. Występowała w paryskich café-concerts, gdzie popisywała się grą na gitarze i skrzypcach; trochę też śpiewała. Poza tym trudniła się najstarszym zawodem świata. Nie żeby była uliczną dziwką – raczej luksusową kurtyzaną. Manet miał do niej słabość nie tylko ze względu na interesującą urodę. Przez jakiś czas była mu szczególnie bliska, aż za bardzo...

Panna Meurent okazała się pojętną uczennicą mistrza. Trzy lata po poznaniu Maneta zadebiutowała jako malarka. O ironio, jury paryskiego Salonu przyjęło jej prace, odrzucając płótna jej portrecisty i nauczyciela. Zaczęła robić karierę malarską. Przyjęta na podstawie prac do Akademii Sztuk Pięknych, w 1903 roku weszła do grona Société des Artistes Français. Nie lada honor! Dlaczego po takim sukcesie w 1906 roku opuściła Paryż? Bo… związała się z kobietą, niejaką Marią Dufour, i zamieszkały we dwie w Colombes, na paryskim przedmieściu. Szkoda, że nie dane nam ocenić skali jej malarskich osiągnięć – do naszych czasów dotrwał tylko jeden jej obraz.

Historia „Olimpii” miała jeszcze jeden akt. W 1889 r., sześć lat po śmierci Maneta (zmarł po amputacji stopy dotkniętej gangreną wskutek syfilisu) amerykański kolekcjoner chciał wykupić „Olimpię” od rodziny. Monet, który przyjaźnił się z Manetem, jak szalony słał listy do wszystkich, od których mógł się spodziewać finansowego wsparcia. Sam dał 1000 franków, wspaniałomyślny gest, jeśli porównać z datkami innych. Stéphane Mallarmé, niebiedny poeta i krytyk, zdeklarował 25 franków, impresjonista Camille Pissarro, wiecznie bez grosza – dwa razy tyle; Zola nie dał nic, choć miał kasę... Udało się jednak zebrać sumę prawie odpowiadającą wymogom wdowy. 17 listopada 1890 r. prezydent Republiki Francuskiej, minister edukacji i sztuki oraz dyrektor departamentu sztuk pięknych podpisują przyjęcie aktu darowizny, co publikuje „Journal officiel”. Cztery miesiące później wdowa po malarzu, Susanne Manet, kwituje odbiór sumy 19 tys. 415 franków.

Wykupienie od rodziny i darowizna na rzecz państwa nie wystarczyły, żeby obraz znalazł się w Luwrze – opinia publiczna nadal była przeciwna. Wytaczano argumenty najcięższego kalibru: że impresjonizm to upadek sztuki, a impresjoniści to pozerzy i nieudacznicy... Pod koniec 1889 r. przez „Olimpię” omal nie doszło do... pojedynku. Wyzwany został Claude Monet. Jego przeciwnikiem miał być Antonin Proust, eksminister sztuki i pierwszy biograf Maneta. Poszło o to, że Proust, pomimo deklarowanego entuzjazmu dla dorobku Maneta, publicznie wyraził dezaprobatę dla „Olimpii” – że czegoś kompozycji brakuje, choć nie dookreślił, czego. Monet się wściekł, zareagował listem do prasy; Proust zareplikował, między panami zawrzało, aż do propozycji „honorowego” rozwiązania, czyli pojedynku.

Starcie byłoby groteskowe, Monet nie władał żadną bronią. Na szczęście, krew się nie polała – sekundantom udało się doprowadzić do porozumienia stron. Była to już prawie ostateczna walka stoczona za i przeciw „Olimpii”. Do ostatniego starcia „wulgarnej odaliski” z jej przeciwnikami doszło w 1893 roku, kiedy obraz zawieszono w Luwrze jako pendant do „Wielkiej odaliski” Ingresa, w czym niektórzy dopatrywali się kolejnej profanacji. Wtedy po raz ostatni pikietowano przed muzeum, domagając się wyrzucenia Victorine Meurent ze świątyni sztuki. Bezskutecznie. Wraz z innymi pracami impresjonistów znienawidzona kurtyzana została przeniesiona do Muzeum d’Orsay i tam przebywa do dziś. Walka wreszcie została zakończona. Triumfalnie.

Édouard Manet „Olimpia”, 1863 r., 130,5 x 190 cm, Musée d’Orsay w Paryżu 


Monika Małkowska
Fot. Wikipedia

Źródło: Wróżka nr 9/2012
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019