Z uśmiechem w zaświaty

Szedłem z karawaną czarnoskórych tragarzy przez dżunglę porastającą stoki afrykańskich gór Ruwenzori. Oprócz przewodnika wędrował z nami wioskowy czarownik.

Z uśmiechem w zaświatyCodziennie wieczorem oczyszczał miejsce biwakowania z nieprzyjaznych duchów, a także kurował ziołami i błotem różne dolegliwości współplemieńców. Pokazywał mi na leśnych polanach małe szałasiki uplecione z trawy przeznaczone dla mieszkających przy szlaku dobrych i złych duchów, którym podrzucał okruchy jedzenia. Są to duchy przyrody, które nie zaznały nigdy życia cielesnego i duchy zmarłych, które z własnej winy pokutują przy ziemi zamiast odejść do szczęśliwej niebiańskiej krainy przodków.

Duch złej i szczęśliwej śmierci

Gdy mijaliśmy skrytą w gąszczu skałę, przy której lampart zabił człowieka, czarownik ostrzegł mnie, abym się nie zatrzymywał, bo dusza nieszczęśnika jeszcze tu przebywa i stała się złośliwa. Potem podniósł z ziemi dwa liście: jeden świeżo spadły, drugi będący już tylko siateczką delikatnych żyłek. - Tak jest i z człowiekiem - powiedział.  - Ciało umiera i niszczeje, pozostaje niewidzialna dusza, która jak te żyłki, jest nadal tym samym, czym była za życia. Jeśli odeszła w wielkim przerażeniu, pełna złości, nienawiści, żalu, taka też na długo pozostanie w zaświatach.

Wiele razy, w różnych częściach Ziemi, spotykałem się z tym samym przekonaniem, że nasz spokój po śmierci zależy od stopnia spokoju za życia, a na pewno od stanu ducha w ostatnim okresie. Parafrazując: "czym skorupka nasiąknie za życia..." Wydaje się to logiczne. Duch i jego świadomość przechodzą granicę dwóch światów nie zmienione, dźwigając cały balast dobra i zła zgromadzony za życia. Gdy zabraknie już ciała i jego spraw zaprzątających uwagę, duch zostaje "nagi", utkany z samych najtajniejszych myśli i uczuć, których już nic nie przesłania. Myśli mają wielką siłę i to one stwarzają otoczenie i kształtują życie pozagrobowe. Jeśli duch odszedł pełen niskich uczuć i ponurych nastrojów, będzie dręczony i napastowany przez demony, które sam stworzy myślą.

reklama

odkryty grobowiec Pana z Sipan Wyprawa do raju

Dawni Meksykanie wierzyli, iż życie jest epizodem, dla którego nie warto psuć sobie wiecznego bytowania. "Ten dom, gdzieś się narodził, nie jest niczym więcej niż gniazdem, jest zajazdem, do którego przybyłeś (...) Twoja własna ziemia jest inna" - tak przemawiała aztecka akuszerka do nowo narodzonego. Zaś poeta powiadał: "Nikt, nikt, nikt nie żyje naprawdę na ziemi. Tylko spać przychodzimy, tylko śnić przychodzimy. Nie jest prawdą, nie jest prawdą, że przyszliśmy żyć na ziemi..." Śmierć nie istniała. A to co my nazywamy śmiercią, dla Meksykanów oznaczało przebudzenie ze snu, narodziny do prawdziwego życia. Dlatego też w chwili zgonu mówili: teotl fulano - "narodził się bóg" - bóstwem była każda istota duchowa. Odchodzili do raju, którego pogodny wizerunek możemy oglądać na fresku w sanktuarium Teotihuacanu: dusze poruszają się tanecznymi ruchami, wśród motyli i kwiatów śpiewając...

W Peru oglądałem niedawno odkryty grobowiec Pana z Sipan (na zdjęciu obok). Spoczywa tam od wieków - w krypcie podzielonej belkami jakby na komnaty - w towarzystwie żony, służby, żołnierzy, otoczony ulubionymi sprzętami, biżuterią, szatami, bronią, ozdobnymi dzbanami. Patrząc na ten grobowiec, wyposażony podobnie jak grób Tutanchamona, zdałem sobie sprawę, że starożytni wiedzieli coś więcej, niż my, współcześni barbarzyńcy, o przebywaniu w zaświatach. Pragnęli umierać bez lęku przed nieznanym, ze świadomością, że wraz z duchami swych bliskich urządzą tam sobie życie podobne do ziemskiego.

Takie przekonanie pozwalało im odejść w spokoju - oczywiście ducha - co jest warunkiem szczęśliwego bytowania w zaświatach. Ten spokój to czyste sumienie i brak gwałtownych, negatywnych uczuć - niepokojów, szarpiących namiętności i poczucia winy.

Armia z terakotyUrządzanie innego świata

Dusza Egipcjanina stawała przed sądem w sali Obu Prawd, gdzie wychodziły na jaw jej złe i dobre czyny. Tam też wystawiała sobie najlepsze świadectwo przemawiając samochwalczo do 42 sędziów, a potem odbywało się ważenie jej serca. Na co dalej mogła liczyć, jeśli nie została skazana na połknięcie przez Pożeraczkę, potwora o pysku krokodyla? Przede wszystkim miała wolność wyboru postaci. Mogła przekształcić się w duchową jaskółkę, dudka, czaplę, szarańczę, lotos czy skarabeusza. Jeśli sobie tego nie życzyła, mogła pozostać beztrosko na polu trzcin, wśród stawów i łanów pszenicy, czekając na spełnienie zaklęcia wypisanego w grobie:

"Niech jej będzie dany chleb, dzban piwa, porcja mięsa! Niech to je i nie błąka się wiecznie. Niech jej dadzą szaty od praczki. Niech jej będzie wolno pić wodę u źródła i niech się raduje życiem płciowym. Niech śpiewa i tańczy, i otrzymuje ozdoby..."

Również w dawnych Chinach cesarze i panowie odchodzili na tamtą stronę ze świtą, strażą i członkami rodziny, by nie cierpieć samotności w grobie. Z czasem złagodzono obyczaje: zmarłym wystarczała kompania lepiona z terakoty. Zwłokom cesarza Qin Shi Huana (zm. 206 r. p.n.e.) towarzyszy pod ziemią armia blisko 8 tysięcy glinianych wojowników z bronią i czterokonnymi pojazdami (na zdj. obok).

Tak więc u wielu ludów i w wielu kulturach panowało przekonanie, że raj czy piekło nie są miejscem o stałym krajobrazie stworzonym przez Boga, do którego przenosi on duszę bez względu na to czy tego chce, czy nie. Zaświaty są obojętną przestrzenią, a jej "zagospodarowanie" wydaje się zależeć wyłącznie, albo w dużym stopniu, od ducha, który tam przybywa i od bagażu, jaki ze sobą niesie. Stosownie do świadomości, myśl, jak czarodziejska pałeczka, otacza go kojącą, baśniową krainą lub piekielną otchłanią. A więc lepiej ruszajmy tam spokojni i pogodni.


Maciej Kuczyński
 

Źródło: Wróżka nr 11/1998
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube