Bogini seksu

Chociaż mam tylko cztery klasy, dno mam klasy pierwszej. Dlatego postanowiłam opatentować swój seksapil...!

Niektóre boginie światy stwarzają, a inne je niszcząJestem, jak wiadomo, boginią seksu, ikoną, kolejnym wcieleniem itede. Kamera mnie kocha i tak ociekam magnetyzmem, że aż zahamowałam rewolucję obyczaju w krajach arabskich! Ajatollahowie wykrzykują, że dość popatrzeć na me grzeszne usta, aby zrozumieć, dlaczego kobiety muszą nosić czarczafy!

Nic więc dziwnego, iż fenomenem zajęli się badacze. Zostałam zwierzątkiem doświadczalnym. Pobrano ode mnie materiał genetyczny, z pietyzmem należnym bogini. Na klęczkach, mimo że ostrzegałam, iż od tego robią się odciski na kolanach! A potem wygrzebano z DNA geny odpowiedzialne za seksapil. No i wszczepiono myszom.

Na razie tym białym, laboratoryjnym. Ale zapowiadają, że będą je wszczepiać… szarym. I ja w to wierzę, bo ci naukowcy są żonaci, a ja te żony widziałam. Brzydule będą stać w kolejce, długiej jak Kanał Panamski, gotowe dopłacić za udział w niebezpiecznych testach genetycznych…

Niektórzy prorokują, że będę miała za swoje, jak każdy z szołbiznesu, kto sam sprowadza sobie konkurencję na kark. Ale zobaczymy, kto wie lepiej, co robi. Ja ten olśniewający seksapil mam po mamusi, intensywnie trenujemy go któreś pokolenie, przekazując sobie wskazówki praktyczne, więc zachowuję spokój. Patent na seksapil na pewno będzie mój.

reklama

Wiem o życiu więcej niż ci idioci, którzy chcą rozpracować mój kobiecy wdzięk, wychwycić „substancję czynną” uroku, wyprodukować w różowych tabletkach i sprzedawać po aptekach. Jestem pewna, że jako jedyna znam ciąg dalszy. Nawet jeżeli mój demoniczny plan się nie powiedzie, i tak na tle eks-szarych myszy GMO nadal będę jaśnieć.

Bo samorodne piękno konkurencji się nie boi. A ja... chwileczkę, tylko znajdę kartkę od mojego agenta prasowego, „reprezentuję wdzięk skaz i dysharmonii, które składają się na niedościgniony ideał”. Ale rozumiem dążenie, żeby mnie sklonować – każdy chce mieć w domu własną boginię seksu.

Mój życiorys znacie z tabloidów. Nie będę powtarzać bajek ułożonych przez menedżera. Naukowców bardzo jednak one zainteresowały. Dosłownie pili mi z ust, chociaż ani razu nie założyłam nogi na nogę. Po co się miałam zresztą wysilać. Naukowcy to proste chłopaki. Nie zblazowani jak paparazzi. W tych ich sterylnych laboratoriach, z aseksualnymi próbówkami, musi im być cholernie nudno. Na pewno stanowiłam wydarzenie.

Naturalnie o mamusi nie opowiadałam, chociaż nią byli akurat zainteresowani. I babcią. Drążyli i drążyli też mój genotyp. Aż mało nie wydrylowali mojej tajemnicy. Że już one – gdy chciały się wydać powabne – emitowały kuszące ultradźwięki… Ja też to umiem: od dziecka ćwiczyłam na nietoperzach. Żebyście widzieli takiego gacka, zwabionego zgrzytami o częstotliwości 100 tysięcy Herzów, i przekonanego, że na strychu czeka tłusta nietoperzyca w rui… A tu zastaje szpetną dziewczynkę ze słoikiem po ogórkach… Jak dureń wygląda ostatni! Wszyscy faceci to jedna rodzina i wszyscy złapani do słoika mają idiotyczną minę!

Na myszach, wracając do tematu – też trenowałam. Dlatego śpię spokojnie. Znam pułapki, w które wpadną te doświadczenia. Wraz z myszami. Badając myszy, nie ustalą spektrum dźwięku, właściwego dla kobiet! Poza tym, co dobre dla myszy, niekoniecznie jest dobre dla ludzi. Wiadomo to po kosmetykach.

Dalej będę mogła nadawać w eter nastrojowe komunikaty. A to szyją, a to łydką, łopatką, łonem, łokciem albo łokiem. Absolutnie bezkarna, nieuchwytna jak Batman. Te tłumoki nie wpadną, że seksapil to dar uruchamiania w mężczyznach zdolności do… synestezji – możliwości odbioru wrażeń właściwych dla jednego zmysłu przez inny zmysł. Ja tylko mówię, chodzę… Jestem. Nic więcej. Ale dla facetów jestem widzialna prawie namacalnie, i bez ubrania…

No, DNA przyjęło się bez komplikacji: myszy z marszu zaczęły robić makijaż i tatuować ogonki (hitem jest wzór, na którym są małe kotki). Teraz czekam. Niech no tylko myszy odkryją, że istnieją tipsy, a cały zespół zgłębiający tajniki mego seksapilu oszaleje z kretesem.

Ciekawe, kiedy rozdzwonią się telefony z prośbami o… O! Już się zaczęło!… Zadzwonili! Z wieścią, że pierwszego trafiło profesorka. Tego starszawego, z siwą, capią bródką. Zakochał się w myszach – tych laboratoryjnych. Wszystkich, w całym stadzie naraz. Wyglądał mi zresztą na takiego, co chciałby mieć harem. No i profesor złamał szczękę asystentowi. W trzech miejscach. Za to, że podczas zmiany wody na świeżą, delikatnie pogłaskał pewną myszkę po uszku!…

Zwierzątka stały się nieodparcie atrakcyjne dla wszystkich. Ich myszki – i ciałka po całości – zaczęły emanować skondensowanym seksem! Zakładam, że młodsi naukowcy wykończą się po kolei, każdy będzie miał ulubienicę. I dojdzie do dramatycznych wydarzeń: serii małżeńskich zdrad i rozstań – pojedynków i przypadków mordobicia, prób utopienia miłości w kieliszku… Istna telenowela! Wszyscy będą marzyć o wspólnym gniazdku z żółtego sera! Niektórzy zaczną roić o miłości oralnej… A z gryzoniem to niebezpieczne, jak sama nazwa wskazuje. Chociaż, z drugiej strony, wszystko tak delikatnie biorą w łapki…

Bierze mnie pusty śmiech, kiedy sobie ich wyobrażam. Jak piszą wiersze o czerwonych oczkach pod gwiazdami. Jak wspólnie z myszkami pokonują labirynty, żeby przyspieszyć ich karierę zawodową i ułatwić wybicie się w stadzie… Jak im kupują brylantowe pierścionki oraz futra z… norek. Znajdzie się i taki zawiedziony czy desperat, który sobie oraz myszy strzeli w łeb albo udusi ją z zazdrości.

Sekretarka profesora twierdzi, że jeden docent wciąż pozostaje normalny, a dwóch studentów zdradza śladową odporność. Może więc badania będą kontynuowane? Nie, nie powiedziałam, że to geje. Po co?! W nich też uderzy piorun. Niektóre myszki zdążą się rozmnożyć – a wśród dzieciaków trafi się i samczyk. Potem zaś żadnego rozmnażania nie będzie. Zakochani z zazdrości pozamykają oblubienice w złotych klatkach.

A co będzie, gdy te myszy pokaże telewizja, a na ich punkcie zwariuje cały świat?! To doprowadzi do końca świata. Oprócz wybitnej urody trzeba bowiem mieć jeszcze i rozum, żeby rządzić facetami – a mojego mózgu tym myszom nikt nie wszczepił!

Do Siego Roku, proszę Państwa! 1 stycznia rozpoczniemy rok 1 ery supernowej, czyli – według starego kalendarza – 2013 z.g.s (zanim gruchnęła seksbomba). Wiem, co mówię, jakem bogini seksu. Bo niektóre boginie światy stwarzają, a inne je niszczą.


Iwona L. Konieczna 
fot. shutterstock.com

Źródło: Wróżka nr 1/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2020
Wydanie specjalne 1/2022

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

sklep.astromagia.pl