Filet z niczego

Co łączy rosnące ceny jedzenia, agencję kosmiczną NASA, mięso z próbówki i koniki polne? Wszystko to zdecyduje, co i jak będziemy jeść w przyszłości.

Czy w przyszłości będziemy jadali jedynie żywność modyfikowaną genetycznie?Przeskakujemy do 2040 r. W pierwszej z brzegu restauracji zaglądamy w menu. Nie znajdujemy tam już jednak znanych nam dziś dań. Na zakąskę zamiast tatara kelnerka przyniesie nam surówkę z niebieskiej sałaty, posypanej kwiatem czarnego bzu i owocami maliny moroszki, albo zanzibarską „pizzę”, czyli kurczaka po indyjsku na drożdżowym chlebku naan. Jako danie główne zaproponuje: cobię z własnej hodowli – dziś jeszcze rzadką rybę, która wygląda jak rekin, a smakuje jak halibut – albo kotlet z cielęciny, kurczaka, a nawet… z tyranozaura, wyhodowany w przykuchennym laboratorium.

Powyższy obrazek to bardzo prawdopodobna wizja przyszłości. Na naszych oczach mięso z towaru pierwszej potrzeby staje się dobrem luksusowym. Skórka przestaje być warta wyprawki. I to podwójnie: mięso podnosi cholesterol, a hodowla bydła prowadzi do poważnego skażenia środowiska.

Zgodnie z raportem ONZ co roku z tego powodu trafia do atmosfery 6 mld ton metanu, czyli więcej niż emitują wszystkie samochody i samoloty. – Przygotowanie jednego (!) hamburgera przynosi takie straty dla środowiska jak niezakręcenie kranu przez tydzień – mówi amerykański biochemik, dr Patrick O. Bron, z Uniwersytetu Stanforda. Nic więc dziwnego, że badacze wciąż szukają gastronomicznego Graala, czyli czegoś, co mogłoby zastąpić mięso.

reklama

Mięso na wagę złota


Mark Post jest prodziekanem biotechnologii medycznej na uniwersytecie w holenderskim Maastricht. Media opisują go jako geniusza, który ocali ludzkość przed głodem. Ale tak naprawdę bliżej mu do dr. Frankensteina. W nowoczesnym laboratorium stara się ukraść naturze tajemnicę życia. Nie wskrzesza umarłych, ale próbuje zrobić hamburgera z niczego. A przynajmniej tak się wydaje na pierwszy rzut oka, bo pod mikroskopem owo „nic” okazuje się komórkami macierzystymi krowy.

Post zanurza je w specjalnej kąpieli odżywczej i traktuje prądem, a komórki zaczynają się mnożyć. Brzmi to bardzo skomplikowanie i takie jest, lecz efekt zdumiewa – na dnie szklanego naczynia wyrasta cienki plasterek mięsa. Przy tym, co robi Mark Post, polepszanie jabłek genem karpia czy winogron DNA meduzy wydaje się niewinną igraszką.

Ambicją holenderskiego naukowca jest wyhodowanie takiej ilości mięsa, która pozwoli usmażyć hamburgera. Na razie idzie mu to mozolnie. Komórki przyrastają wolniej, niż topnieją fundusze. Według wstępnych szacunków pierwszy hamburger z próbówki pożre… 270 tys. euro (czyli 1105 tys. zł). To wysoka cena za kilkaset gramów bladego mięsa o wyglądzie kalmara i niepewnym smaku. Mark Post posługuje się bowiem tkanką mięśniową, którą trzeba dopiero „doprawić” krwią i tłuszczem (ich wyhodowanie jest jeszcze bardziej czasochłonne).

Sen z powiek Postowi spędzają również ekolodzy. Obecnie podział komórki na zewnątrz ciała wywołuje się surowicą z krwi martwego cielęcego płodu. Organizacji PETA to się nie podoba. Post próbował więc hodować mięso też w innych płynach, ale bez efektu. Wygląda więc na to, że prędzej niż mięsa z próbówki spróbujemy mięsa z… roślin.

Nawet niezdrowe jedzenie może być zdrowe. Przynajmniej według garstki naukowców, która próbuje z soi, pszennego glutenu i białka grochu zrobić coś, co będzie wyglądać i smakować (ponoć nawet mięsożercom) jak mięso. Produkt końcowy jest szarawą substancją pozbawioną smaku. Po doprawieniu i zabarwieniu może zatem być wołowiną, wieprzowiną, lecz także… ananasem. Największe szanse na zawojowanie w przyszłości naszych stołów ma coś, czego na razie nie wzięlibyśmy do ust – owady.

Smażone osy i inne cymesy

Dla XIX-wiecznego Amerykanina nie było gorszej potrawy niż homar. Istniało nawet prawo, według którego nie wolno było podawać go skazańcom częściej niż dwa razy w tygodniu, ponieważ uznawano to za wyjątkowe okrucieństwo. Z biegiem czasu homar z zapchajdziury więziennego jadłospisu stał się gastronomicznym rarytasem. Teraz podobną drogę muszą w zachodniej kulturze pokonać chrząszcze, pasikoniki i gąsienice, przez futurologów dla lepszego wrażenia nazwane miniinwentarzem.

Źródło: Wróżka nr 1/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020