Dzikość serca

Oswoiliśmy je i udomowiliśmy, a potem... zaczęło nam brakować ich pierwotnej dzikości. I kombinujemy, jak choć trochę jej przywrócić.

Dzikość sercaCathy nigdy nie kąpie się sama. Nie, nie – to nie to, co myślicie! Z piany wystają tylko długie wąsy. Bo z dziewczyną pluska się jej kot! Nigdy nie słyszeliście, by kot dobrowolnie i z prawdziwą przyjemnością zażywał kąpieli? To pewnie nigdy nie widzieliście takiego kota! Bo Banshee nie jest zwykłym dachowcem ani nawet szlachetnie urodzonym kotem domowym. Ma wprawdzie cztery łapy, ogon i potrafi mruczeć. Ale pod każdym innym względem to kot niezwykły.

Tak jak muł jest potomkiem osła i końskiej klaczy, tak Banshee wziął się z dwóch gatunków kotów – domowego i dzikiego bengalskiego. Podczas gdy jednak zarówno koń, jak i osioł to zwierzęta dawno udomowione, dziki kot bengalski jest dziki naprawdę! Dlatego kociak z takiej krzyżówki – jakim jest bengal Banshee – może zaspokoić naszą tęsknotę za dzikością, za obcowaniem z naturą. Choć przy okazji może też dać nam nieźle popalić!

Kot zupełnie inny

A wszystko zaczęło się gdzieś tak w połowie XX wieku. Zauważono wtedy, że koty domowe od czasu do czasu robią skok w bok ze swoimi kuzynami – małymi dzikimi kotami innych gatunków. Takie krzyżówki zdarzały się szczególnie często w ogrodach zoologicznych, w których „waletowały” dachowce. Już w latach 60. sporo takich krzyżówek robiono eksperymentalnie. Ale wówczas jeszcze nikomu nie przyszło do głowy, by wyhodować z nich jakąś nową rasę. Właśnie wtedy jednak wydarzyło się coś, co kazało spojrzeć na te eksperymenty nie tylko jak na fanaberię grupy wariatów.

reklama

Przez Amerykę przeszła epidemia kociej białaczki (u kotów nazywa się tak potocznie ciężką chorobę zakaźną). Skłoniło to naukowców na Uniwersytecie Loyola w Chicago do rozpoczęcia badań nad odpornością kotów dzikich i domowych. Aby to dokładniej zbadać, krzyżowali oni dzikie koty bengalskie z kotami domowymi. Kilka kociaków z takich krzyżówek trafiło później w ręce hodowców. A ci postanowili stworzyć zupełnie nową rasę – inną od wszystkich, bo będącą hybrydą dwóch gatunków. W założeniu zwierzaki te miały mieć „dziki” wygląd i odporność dzikich przodków.

Woda z mózgu

Dziś, po latach, jedno jest pewne: odporność to one mają, ale głównie na... dobre wychowanie. Właściciele kotów bengalskich na forum tej rasy tworzą listę rzeczy, które musieli zmienić w swoim życiu przez zamiłowanie do „dzikości”. I prześcigają się w podawaniu swoich sprawdzonych – choć często osobliwych – patentów na przetrwanie z bengalem. Jak choćby... przylepianie bibelotów taśmą do półek. Cóż, dziwne zwierzę – dziwne obyczaje. Bo bengal uwielbia pac! – pacnąć łapą przedmiot i obserwować, jak spada. Jeśli narobi przy tym hałasu – na przykład się stłucze – tym fajniej. A jeżeli jeszcze do tego coś się rozleje, to już prawdziwa ekstaza!

Bengala cieszy nie tylko woda w wannie, ale również w szklance i... w muszli klozetowej – chwila nieuwagi i radośnie się w niej wypluska! Koty te kręcą także krany. Niektóre natrętnie domagają się ich odkręcania, inne radzą sobie na własną łapę – po co kłopotać służbę? Po dwóch miesiącach porażająco dużych rachunków za wodę i prąd, niejaka Patty wreszcie przyłapała swojego bengala Momo na zabawie kurkiem od zlewu...

Wodę kocha też savannah, krzyżówka – można by rzec: krzyżówa – kota domowego i serwala, znacznie większego od domowego mruczka dzikiego kota afrykańskiego. Savannah odziedziczył po nim spory wzrost; wydaje się niewiele mniejszy od średniego psa. A te jego długie nogi... – ileż one przysparzają niespodzianek! Myślisz, że stawiając talerz na wysokiej lodówce czy szafce, uchronisz jedzenie przed kotem? Nic podobnego! Właściciele zaklinają się, że potrafi on z miejsca wyskoczyć na 2,5 metra w górę! Te długaśne łapska znajdują sobie też w domu inne zajęcia...

Kotka Sally uparcie przewracała miskę z wodą. Jej pani, Clare, kupiła więc miskę na stojaku. Nie był to dobry pomysł, bo Sally wywróciła miskę wraz ze stojakiem. Clare nabyła więc poidło podróżne, ale i ono zostało błyskawicznie rozbrojone i cała woda wylądowała na podłodze. A że panele zaczęły się już wybrzuszać, Clare w te pędy kupiła ogromną, ciężką michę. „No, tej już nie ruszysz” – pomyślała. A gdy wstała rano następnego dnia, w misce było wszystko, tylko nie woda. Kotka utopiła w niej wszystkie swoje zabawki.

To wszystko nic! – śmieją się szczęśliwi (?) posiadacze trzeciej najpopularniejszej hybrydy – chausie. To krzyżówka kota domowego i pochodzącego z południowej Azji chausa (Felis chaus). Nazwa rasy jest angielskim zdrobnieniem od nazwy tego dzikiego kota.

Źródło: Wróżka nr 1/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019