Najlepszy przyjaciel kobiety

Futro to coś więcej niż płat martwej skóry z sierścią – to stan umysłu. I choć wciąż budzi etyczne wątpliwości, to najstarsze z ubrań człowieka nie może wyjść z mody.

Keira Knightley stała się - chcąc czy nie - ambasadorką futerPremiera nowej ekranizacji „Anny Kareniny” podzieliła wielbicielki powieści Lwa Tołstoja. Jedne zachwycają się grą aktorską odtwórczyni tytułowej roli, Keiry Knightley, innym nie podoba się jej „twarz lalki bez wyrazu”. Ale nikt nie ma wątpliwości, że futra noszone przez nią na ekranie są piękne. Aktorka stała się największą ambasadorką futer od czasów Aleksandra II Romanowa.

To właśnie władca Wszechrusi, który w maju 1867 r. przyjechał na Wystawę Światową do Paryża, zapoczątkował modę na futra. Wszyscy byli oczarowani przepiękną szubą obramowaną futrem z czarnego lisa, którą Aleksander II nosił niezależnie od pogody. Jak Europa długa i szeroka zaczęto więc nosić futrzane płaszcze, czapki, szale i nauszniki, i obszywać nim mankiety oraz kołnierze sukienek.

Amulet na zimę

Po prawdzie okrywanie się futrem nie było niczym nowym. Antropolodzy twierdzą nawet, że futro było pierwszym ubraniem w historii ludzkości. Kiedy 22 lata temu w austriackich Alpach znaleziono szczątki naszego przodka sprzed 5 tys. lat, niejakiego Oetzi, były one ubrane w długi chałat ze zszytych skór jelenia, kozicy i niedźwiedzia. Strój taki był wytrzymały i chronił przed wychłodzeniem. W dodatku noszenie zwierzęcych skór miało wymiar magiczny – dawało ówczesnemu człowiekowi siłę i zwinność drapieżnika, z którego je zdarto.

reklama

Od takiego myślenia niedaleko już do snobizmu – w końcu wszyscy nie mogą paradować obdarzeni tak wielką mocą. Mniej więcej wtedy, kiedy Oetzi wędrował przez Alpy, w starożytnym Egipcie noszenie skór lamparta i lwa było zarezerwowane dla wybrańców. Zakładać je mogli tylko królowie i najwyżsi kapłani podczas najważniejszych uroczystości. W ten oto sposób futro stało się tym, czym jest i dziś – symbolem luksusu i wyznacznikiem statusu społecznego.

Jednocześnie jednak wciąż pozostało czymś w rodzaju amuletu. Dowód? Przedwojenna amerykańska komedia pomyłek „Anonimowy kochanek”. Porywczy bankier (grany przez Edwarda Arnolda) na wieść, że jego żona kupiła drogie futro bez jego wiedzy, wyrzuca je przez okno. Kapota niezgody ląduje na głowie Mary Smith (Jean Arthur), przeistaczając ją z ubogiego kaczątka w elegancką damę i wywraca jej życie do góry nogami.

Kołnierz dla pcheł

Przeciętny zjadacz średniowiecznego chleba nie pasjonował się modą. Gdy zniszczył ubranie, szył sobie nowe z tego, co akurat miał pod ręką: także ze skórek świstaków, jeleni i dzikich kóz, nie zwracając uwagi na długość i blask włosia. W ten sposób, metodą prób i błędów, z owczej skóry zrobił pierwszy kożuch. Z czasem nauczył się wyprawiać i garbować futro, by wyglądało „jak żywe”.

Za najdroższe uchodziły skórki gronostaja i soboli. Wpływ na cenę miało nie tylko miękkie włosie, ale przede wszystkim skomplikowany „proces produkcji”: futro trzeba było najpierw gdzieś upolować (i to w dużej ilości, bo ich pierwsi właściciele nie należeli do wielkich zwierząt), wyprawić i w końcu uszyć z niego przyodziewek. Zgodnie z kanonami ówczesnej mody, trzeba było to zrobić futrem do środka. Noszenie ubrań z włosiem na zewnątrz uznawano za odpowiednie jedynie dla woźniców, stajennych i pastuszków.

W XIV w. cieśla mógł kupić wyprawioną skórkę królika za równowartość swoich 40 dniówek. A na przyodziewek potrzeba było co najmniej kilkunastu takich futerek. Mniej więcej w tym samym czasie król Anglii Henryk IV obnosił się w płaszczu z 12 tys. skórek wiewiórczych i 80 gronostajów. Anna Bretońska stanęła na ślubnym kobiercu w stroju zdobionym złotą nicią i klejnotami i obszytym futrami 160 soboli. Henryk VIII szczycił się ceremonialnym ubiorem, na który zużyto ponad 500 futer wiewiórczych oraz 200 soboli. Był wart 200 ówczesnych funtów.

Ówczesny robotnik musiałby pracować na niego przez 16 lat. A i tak nie mógłby włożyć kapoty z soboli czy gronostajów. Możnowładcy zarezerwowali ten luksus dla siebie. W 1337 r. król Anglii Edward III wydał edykt, który zabraniał noszenia futer tym, którzy nie mogli się wylegitymować tytułem szlacheckim powyżej barona. Podobne prawa obowiązywały w całej Europie. W Niemczech i Francji sobole i gronostaje zakładać mogły tylko szlachetnie urodzone damy. Kobietom z niższych warstw ustawodawcy sugerowali ubrania z lisów, wydr oraz „małych gryzoni”.

Źródło: Wróżka nr 1/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020